Środowisko alarmuje: martwe przepisy po zmianach w Kodeksie karnym. I zabraknie pieniędzy

ZMIANY W KODEKSIE KARNYM. Wielu sędziów twierdzi, że nowy kształt procesu karnego w wielu przypadkach będzie istniał tylko na papierze. Koszty obowiązywania ustawy są źle oszacowane i już teraz widać, że w systemie zabraknie pieniędzy. Nie ma odpowiednich szkoleń, a rozporządzenia właśnie zaczynają obowiązywać. Wszystkie zawody prawnicze krytykują nową procedurę karną, ale każdy za co innego. Przepisy wchodzą w życie w środę.
Na początku czerwca minister sprawiedliwości rozwiał wszystkie wątpliwości i zapewnił, że nie będzie wydłużenia vacatio legis dla nowej procedury karnej. Tego kroku domagali się od niego głównie prokuratorzy, którzy widzą w nowych rozwiązaniach same niebezpieczeństwa.

Zapytaliśmy Borysa Budkę, czy jest pewien, że zapowiadanego przez różne środowiska paraliżu niektórych sądów i prokuratur nie będzie: - Niebezpieczeństwem dla tej procedury jest to, że są ludzie, którzy zamiast skupić się na wprowadzeniu nowych regulacji w życie, od dwóch lat tylko krytykują nowe rozwiązania - mówi minister i zapewnia, że nie chodzi mu jedynie o Andrzeja Seremeta.

Problem w tym, że oprócz narzekań prokuratorzy, sędziowie i po części także adwokaci podają co najmniej kilka punktów zapalnych w nowej procedurze.

Po pierwsze: miała być kontradyktoryjność

Wielu sędziów, z którymi rozmawialiśmy, nieśmiało twierdzi, że nowa procedura może okazać się fikcją. W procedurze miało chodzić o tzw. kontrakdyktoryjność. Strony mają walczyć na argumenty między sobą, a sędzia siedzi i ocenia, potem wydaje wyrok. Jest jednak wyjątek od tej reguły, bo w ustawie znalazł się zapis, który mówi, że: "w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami, sąd może dopuścić i przeprowadzić dowód z urzędu".

Co to oznacza? Oznacza to, że sąd - tak jak robi to dziś - będzie mógł aktywnie działać. Zadaliśmy kilku sędziom pytanie, co zrobią, gdy na sali jedna ze stron nie będzie sobie radzić. Prokurator się nie przygotował, adwokat ma gorszy dzień. Powodów może być więcej. Co Pan/Pani zrobi? Pozwoli procedurze działać, czy skorzysta z wyjątku przewidzianego w ustawie?

Sędzia Barbara Zawisza (Sąd Rejonowy Warszawa): Jeżeli będę widziała, że wszystko idzie w stronę niesprawiedliwego wyroku, to nie wyobrażam sobie, że nie będę interweniować. Nie będę miała sumienia milczeć i jeżeli będzie taka potrzeba, to zadam pytanie, włączę się w ten proces. Jestem przekonana, że inni sędziowie też będą interweniować. Warto też jednak pamiętać, że strony będą miały świadomość, że ja nie muszę tego zrobić i to one powinny się bardziej starać - mówi w rozmowie z TOK FM.

Sędzia Jacek Przygucki (Sąd Okręgowy w Suwałkach). - Ja się będę musiał gryźć w język, bo inaczej podważę jakikolwiek sens tej procedury karnej. Trudno, takie są konsekwencje zmian. Prawda materialna schodzi na dalszy plan. Ważne będzie to, co przedstawią w trakcie procesu strony. To nie my, a politycy uchwalają zmiany, a my się musimy do nich stosować - stwierdza sędzia Przygucki.

Z kolei sędzia Janusz Jaromin (Sąd Apelacyjny w Szczecinie) zauważa: - Niektórzy powiadają, że ten zawór bezpieczeństwa pozostawiony w ustawie będzie otwarty tak szeroko, że tak naprawdę nic się nie zmieni. Ja wykluczam taką sytuację, ale teoretycznie jest ona możliwa. 

Co ciekawe, nawet w Ministerstwie Sprawiedliwości nie są przekonani, że reforma zadziała. - Może się okazać, że nic się zmieni, bo to zależy od sędziów i od tego, jak procesy będą wyglądały. Patrząc jednak w dłuższej perspektywie, jestem przekonany, że to będzie stosowane prawidłowo - mówi w rozmowie z TOK FM Tomasz Darkowski z resortu.

Po drugie: miały być pieniądze

Od środy adwokata z urzędu będzie mógł mieć każdy. Nieważne, czy jest bezrobotny i nie ma grosza, czy jest właścicielem dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Jeśli poprosi o adwokata, musi go dostać. Skoro tak, to ktoś musi za niego zapłacić, i tu robi się problem.

W specjalnym raporcie przygotowanym przez Helsińską Fundację Praw Człowieka znajdujemy poważne obawy dotyczące funkcjonowania nowego procesu, i to właśnie ze względu na pieniądze, a dokładniej na ich brak. - Ministerstwo tworząc ustawę przewidziało wydatki na adwokatów, ale nie przewidziało dużej części finansowania - mówi Barbara Grabowska z HFPCz.

Wyjaśnijmy, o co dokładnie chodzi. W pierwszym projekcie reformy była mowa o obrońcy dla każdego, ale z drugiej strony było też obostrzenie. Za złożenie wniosku trzeba by zapłacić od 100 do 1000 złotych. To z tych pieniędzy państwo miało opłacać adwokatów z urzędu. Takie zapisy wymusiło Ministerstwo Finansów. Rząd przyjął projekt kodeksu, ten trafił do Sejmu i tu następuje punkt zwrotny. Zdaniem ekspertów wnoszenie opłaty ograniczałoby prawo do obrony i przepis trzeba było usunąć. Reasumując: źródło finansowania wyschło, ale wydatki zostały.

Ministerstwo twierdzi, że ma na ten cel zabezpieczonych dodatkowo 200 milionów złotych, ale nie jest przekonane, czy to wystarczy. Co jeśli nie? - Przy przekroczeniu tej kwoty minister musi podjąć kroki zmierzające do ograniczenia tych wydatków, albo znaleźć pieniądze na pokrycie - mówi dyrektor Darkowski z MS i dodaje, że nie może być sytuacji, w której adwokaci nie będą przyznawani.

Tu się pojawia kolejny problem, bo choć w resorcie drżą o to, gdzie wysupłać miliony na adwokatów, to ci ostatni zamierzają protestować. Jednym z postulatów są stawki za obronę z urzędu, które nie oddają ich zdaniem w żaden sposób realnych wydatków.

- To do pracy nie motywuje, a w nowym procesie pełnomocnik powinien być wyjątkowo zmotywowany - słyszymy od jednego z przedstawicieli palestry.

Po trzecie: miało być szybciej

Nowa procedura miała skrócić proces, ale jak to często bywa - diabeł czai się w szczegółach. - Widzimy wiele elementów, które wydłużą proces. To niby drobnostki, ale będą miały ogromny wpływ - mówi sędzia Zawisza i zwraca uwagę na przepis, który sprawia, że strona na każdym etapie może zwrócić się o ustanowienie obrońcy z urzędu i musi go otrzymać. Jeśli np. po wyroku w pierwszej instancji poprosi o kogoś do przygotowania apelacji, to do momentu ustanowienia przestają biec wszystkie terminy - To jest pułapka, która może służyć do przedłużania postępowań - mówi sędzia Zawisza i dodaje, że takich regulacji jest więcej. - Jeśli strony nie stawią się na ogłoszeniu wyroku, to trzeba im ten wyrok dostarczyć i dopiero od tego momentu zaczyna biec 14 dni na złożenie apelacji - mówi sędzia.

DOSTĘP PREMIUM