Płk Dusza relacjonuje dla TOK FM ?nocną akcję. I komentuje: "To działania destrukcyjne, demolujące funkcjonowanie Centrum"

- Na pewno będzie reakcja przedstawicieli Słowacji. Pierwszy raz reagowali dwa dni temu, kiedy była pierwsza informacja o szykowanej próbie wycofania personelu z warszawskiej placówki. Dostali wtedy odpowiedź, że nic się nie dzieje - mówi płk Krzysztof Dusza, wg MON były już, szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO w Warszawie.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas



Płk Dusza obserwował nocną akcję ludzi min. Macierewicza w siedzibie centrum. Tak ja relacjonuje w rozmowie z reporterem TOK FM:

Około godz. 1.30 do budynku, który jest w dyspozycji Centrum, wtargnął pan Bączek z dyrektorami. Następnie wezwał Żandarmerię Wojskową. Usunięto oficera, który pełnił funkcję z ramienia centrum i pilnował budynku. Chcieli, żeby otworzył pomieszczenia, które należą do personelu międzynarodowego - nie zgodził się na to.

Następnie usiłowano nakłonić ŻW do otwarcia pomieszczeń. Nie zgodzili się na to, zauważając, że nie ma żadnych podstaw do takich działań.

Na żadnym dokumencie nie było podpisu min. Antoniego Macierewicza - tylko podpis pana Bączka. To przekroczenie uprawnień, bo właściwym w takich sprawach je tylko i wyłącznie minister obrony narodowej.

Pojawiłem się na miejscu około pół godziny później. Próbowałem rozmawiać, wejść do budynku. Nie wpuszczono mnie. Po negocjacjach z udziałem ŻW, udało się nakłonić tych ludzi do opuszczenia budynku.

Żandarmeria zaplombowała wejście do siedziby Centrum, bo była informacja, że ci ludzie będą się starali po raz kolejny dostać do budynku. A nie ma do tego żadnych podstaw. Bo budynek decyzją ministra skarbu został przekazany na siedzibę centrum, a umowę można wypowiedzieć w trybie rocznym.

Zgodę na wszelkie decyzje dotyczące centrum musi wyrazić minister obrony Słowacji i potem zatwierdzić Komitet Sterujący w Brukseli.

Darek Zalewski: Czy będzie reakcja NATO?

- To już kolejny element działań pana Bączka, który przekraczając swoje uprawnienia paraliżuje, a w tej chwili całkowicie demoluje funkcjonowanie NATO-owskiego centrum.

Na pewno będzie reakcja przedstawicieli Słowacji. Pierwszy raz reagowali dwa dni temu, kiedy była pierwsza informacja o szykowanej próbie wycofania personelu z warszawskiej placówki. Dostali wtedy odpowiedź, że nic się nie dzieje i że ewentualne spotkanie w sprawie wątpliwości odbędzie się w styczniu.

Z tego co wiem, szef Centrum Transformacji NATO rozmawiał z naszym przedstawicielem wojskowym w Brukseli. Został zapewniony, że nic takiego się nie stało.

Warszawska placówka to nie centrum konferencyjne. Jednym z naszych zadań jest pisanie analiz oraz doktryn na rzecz struktury Paktu Północnoatlantyckiego. Jest też rzecz jasna kwestia szkoleń, wymiany doświadczeń. Podjęcie decyzji o ulokowaniu siedziby Centrum w Warszawie świadczy o dużym zaufaniu do Polski.

Jaki jest cel tego wtargnięcia, wymiany pracowników?

- To działania destrukcyjne, demolujące funkcjonowanie tej jednostki. Nawet jak ktoś chciał wymienić personel, to istnieje inna droga. To jest kwestia zgody strony słowackiej na wyminę pracowników. A Słowacy już raz się na to nie zgodzili. Ale przecież można rozmawiać, negocjować.





"Jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi słowackimi partnerami, nic się nie zmieniło" - mówił dziś podczas konferencji prasowej Bartłomiej Misiewicz, pełnomocnik szefa MON ds. utworzenia Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Misiewicz to jedna z osób, które próbowały w nocy wejść do siedziby warszawskiego centrum.

DOSTĘP PREMIUM