"Ból wielkiej straty" bronią Merkel na brukselskim szczycie

Zakończony szczyt w Brukseli nie przyniósł przełomu w rozwiązaniu dwóch najważniejszych problemów, jakie od środka rakotwórczo trawią UE: kwestii uchodźców i Brexitu - pisze prof. Arkadiusz Stempin.
Niejeden dziennikarz obecny na konferencji prasowej niemieckiej kanclerz zdziwił się, że w kwestii zahamowania fali uchodźców katalog propozycji, autorstwa jej i Komisji Europejskiej, składa się z wyświechtanych, starych zasad. A przewidują one:

- rozbudowę obozów dla uchodźców w krajach ich pierwszego przybycia,

- udzielenie pomocy zewnętrznym krajom UE przez pozostałe przy rozpatrywaniu wniosków o azyl i przy wydalaniu uchodźców, którzy nie spełnią kryteriów azylowych,

- przyjęcie przez kraje unijne uchwalonych już kwot uchodźców w liczbie 160 000, (na razie z tej sumy przesiedlono zaledwie 208 uchodźców),

- uzupełnienie straży granicznej poszczególnych krajów unijnych przez Frontex, unijną straż graniczną, jeżeli jakiś kraj członkowski nie dałyby sobie rady z uszczelnianiem własnych granic. W przypadkach szczególnych także wbrew jego woli. Niezwykle kontrowersyjne rozwiązanie, gdyż naruszające zasadę suwerenności państwowej. Na szczycie budziło ono największe emocje. Wiadomo, że wykorzystuje się w nim doświadczenia Grecji, która z licznymi wyspami nie potrafi uszczelniać swoich granic. Kilka krajów, w tym Polska, zaoponowały przeciwko takiej regulacji. Brakowi jednomyślności w Brukseli zaradzono, przesuwając wprowadzenie regulacji w życie na czerwiec przyszłego roku. Lepszych alternatyw nie ma na horyzoncie.

Dlaczego stare zasady miałyby jednak akurat teraz zadziałać? Bo jeśli one się nie zmieniły, to zmieniła się sytuacja. Czyli jak to ujęła kanclerz Merkel: w stolicach unijnych zapali się czerwona lampka, gdy przyszłość układu z Schengen (bezwizowe przekraczanie granic) zawiśnie na włosku. Groźba jego rozwiązania i "ból wielkiej straty" po jego upadku miałaby zmusić kraje niechętne przyjęciu uchodźców, głównie nowych członków unijnych z Europy Środkowo-Wschodniej, do rewizji swojego stanowiska. A nowy układ Schengen zgodnie z logiką obejmowałby tylko te państwa, które solidaryzują się w rozwiązywaniu ogólnounijnego problemu i przyjęły uchodźców. Właśnie 11 państw, najbardziej dotkniętych kryzysem uchodźczym, Austria, Belgia, Grecja, Finlandia, Holandia, Niemcy, Luksemburg, Słowenia, Szwecja, Włochy, Hiszpania, zorganizowały pod presją Merkel w austriackim przedstawicielstwie w Brukseli swój mini-szczyt. Tzw. "koalicja chętnych" wyraziła gotowość do przyjęcia z obozów w Turcji dużych grup uchodźców. Austriacki kanclerz Werner Faymann wyciągnął jeszcze inny bat. Zagroził niesolidarnym członkom UE z grupy wyszechradzkiej obcięcie bieżącego dofinansowania. "Płatnicy netto, tacy jak Austria, będą wpłacali do unijnej kasy mniej niż dotychczas", zapowiedział, co rykoszytem dotknie Polskę, Węgry & Co.

Szybciej, bo do końca lutego tego roku ma zostać rozwiązane zagadnienie Brexitu. Podczas przeciągania liny w Brukseli z premierem Cameronem postanowiono, że kraje unijne wypracują nowe warunki członkowstwa dla Wielkiej Brytanii, które premierowi Cameronowi pozwolą latem 2016 wygrać w kraju referendum o pozostanie w UE. Tu kością niezgody pozostaje żądanie brytyjskiego premiera, ograniczenia napływu ludności z nowych krajów unijnych na Wyspy i pozbawienie ich prawa do pobierania świadczeń socjalnych przez pierwsze 4 lata pobytu. Cameron swoje wygórowane warunki wygłosił podczas kolacji szefów państw unijnych, przegryzając filet z jelenia w sosie szechuan. Co kanclerz Merkel nie stanęło kością w gardle. Już po kolacji oświadczyła, że pomimo konieczności zmiany traktatów unijnych, (na co zgodę muszą wyrazić wszystkie 28 członków Unii, a w niektórych krajach trzeba będzie przeprowadzić nawet referenda), kompromis z brytyjskim premierem uznaje za możliwy. W przeciwieństwie do premier polskiego rządu.

Ten zarówno w kwestii renegocjacji w Cameronem, jak i przy zagadnieniu uchodźców sytuuje się w opozycji do propozycji Brukseli. Za to chętnie poparła wniosek premiera Włoch, który ściął się z kanclerz Merkel. Premier Renzi żądał dołączenia do postanowień końcowych szczytu oświadczenia o niezgodności projektu Nordstream 2 z celami polityki energetycznej UE.

Na obecnym szczycie Unia kupiła jedynie czas. Jeśli natomiast plan Merkel się nie powiedzie i UE nie zawrze w kwestii uchodźców kompromisu, układ w Schengen zostanie złożony do grobu. Nowy spowoduje silne podziały, a może i nawet zupełny upadek Wspólnoty. W jej reinkarnacji zabraknie już Polski, jeśli jej rząd nie zgodzi się na przyjęcie 12 tysięcy uchodźców. Tym bardziej, że w starych krajach unijnych tęsknota za unią karolingowską, z 12 członkami, znacznie bardziej sterowalną niż obecna wspólnota 28 krajów, jest coraz większa.

DOSTĘP PREMIUM