Szułdrzyński: PiS spuścił na Trybunał Konstytucyjny bombę atomową

- Jeżeli PiS myśli, że to koniec sporu o TK, to jest w ?mylnym błędzie? - mówił Michał Szułdrzyński. Publicysta ocenił, że konflikt może potrwać nawet dwa lata. - Dziwię się, że PiS tyle energii wkłada w Trybunał - stwierdził Jarosław Gugała.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Sejm głosami PiS przegłosował wczoraj - mimo protestów prawników, opozycji i demonstracji obywatelskich - ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Jej wprowadzenie w życie oznaczać będzie paraliż Trybunału m.in. przez mocne ograniczenie mu możliwości orzekania. Dziś ustawą zajmuje się Senat, przez który PiS prawdopodobnie przeprowadzi ją bez problemów. Potem ustawa trafi na biurko prezydenta.

- Można prowadzić podjazdową wojnę z Trybunałem, natomiast to, co zrobił PiS było działaniem w stylu spuszczenia na niego bomby atomowej - stwierdził Michał Szułdrzyński w Poranku Radia TOK FM. Publicysta "Rzeczpospolitej" był, wraz z Jarosławem Gugałą i Rafałem Wosiem, gościem Piotra Kraśki.

- Jeżeli PiS myśli, że to jest koniec sporu, to jest w "mylnym błędzie" - powiedział Szułdrzyński. - Będziemy mieli długi spór prawny, jak TK powinien się teraz zachować. Jeżeli do Trybunału wpłynie skarga na nową ustawę, to będzie ją on rozpatrywał na końcu kolejki - mówił. - To oznacza, że przy 160 innych ustawach do rozpatrzenia, mamy minimum dwa lata, zanim zajmie się tą - dodał dziennikarz "Rz".

"Straszny bigos"

- Nie tak miała wyglądać dobra zmiana - stwierdził Szułdrzyński. - Każda kolejna ekipa będzie mogła powiedzieć: "nasi poprzednicy harcowali, nam też będzie wolno" - przewidywał.

- Boję się, że kwestia TK narobi nam strasznego bigosu i bardzo złej opinii poza granicami Polski - powiedział Gugała. - To się odbije m.in. na wiarygodności Polski. To będzie kwestia oprocentowania naszych papierów dłużnych, które w tej chwili jest bardzo niskie. Tego typu zawirowania mogą nas po prostu kosztować górę pieniędzy - podsumował dziennikarz.

- Uważam, że legalnie wybrana władza ma prawo zmieniać instytucje - powiedział natomiast Woś. - Zupełnie nie do przyjęcia jest jednak styl, w którym ta zmiana nastąpiła. Młyny demokracji mielą powoli - stwierdził publicysta "Polityki". - PiS lekceważy kulturę polityczną, łamie pewne standardy legislacyjne - ocenił.

"Pokaz bezradności"

- To nie pokaz skuteczności, tylko pokaz siły. - mówił Woś. - Zazwyczaj jak się pokazuje siłę, to albo się nie ma pomysłu, albo się boi, że nie ma się mocnej pozycji. To był pokaz bezradności, braku azymutu - stwierdził. - PiS naprawdę wiele zrobił w ostatnim roku, by przekonać sporą część niezdecydowanych, że dojrzał, że jest normalną partią opozycyjną, której można powierzyć władzę. Efekt Dudy, Szydło czy Morawieckiego - to zupełnie zostało rozbite - wyrokował dziennikarz "Polityki".



- Jeśli oni teraz myślą, że najtrudniejsze za nimi i będą mogli realizować swoje obietnice socjalne, to się głęboką mylą - dodał Woś. - Oni tego nie zrobią, bo utracili mandat sporej części społeczeństwa, nawet wśród swoich zagorzałych zwolenników. Szkoda, bo pewna szansa na dyskusję o reformie instytucji została zmarnowana - konkludował Woś.

- Dziwię się, że PiS tyle energii wkłada w Trybunał - stwierdził Gugała. - Przez to nic się nie dzieje się na istotnych frontach. PiS ma całą władzę, może postępować powoli i racjonalnie. A teraz słabną mu notowania, tworzy się silna opozycja, ludzie się mobilizują przeciwko władzy - mówił. - Wreszcie na całą aferę z TK spadnie miecz Damoklesa w postaci Trybunału Stanu - przewidywał publicysta.

DOSTĘP PREMIUM