"Pasażerowie za wolno wsiadają..." PKP tak tłumaczy opóźnienia na trasie Łódź-Warszawa

Mimo 10-letniej modernizacji, pociągi na linii Łódź-Warszawa nie pokonują tej trasy w zapowiadanym czasie. Najszybszy skład, który miał odcinek pokonywać w 67 minut w ciągu prawie miesiąca punktualnie przyjechał tylko kilka razy. Powód? Awarie i opieszałość pasażerów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Ani przewoźnik, ani zarządca linii nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za całą sytuację, a niejednokrotnie winę przerzucają na pasażerów.

Remont najpopularniejszej trasy kolejowej w Polsce zakończył się dokładnie 13 grudnia ub.r,. Wtedy też na tory wyjechał skład, który odcinek z Łodzi do Warszawy rozkładowo pokonuje w 67 minut. I jest to jedyny pociąg, który ten czas osiąga. Pozostałe, które zatrzymują się na stacjach pośrednich, jadą około 100 minut.

Ale pasażerowie alarmują, że nawet najszybszy "Uszatek" notorycznie się spóźnia i do Warszawy przyjeżdża z opóźnieniem od 5 do nawet 30 minut - mówi Tomasz Gidelski z komitetu "Kolejowa linia łódzka": - Na palcach jednej ręki jesteśmy w stanie policzyć dni, a właściwie kursy, kiedy pociąg pokonał tę trasę bez opóźnień. Ciągle są awarie rozjazdów, trakcji, systemu sterowania ruchem, który jest wymieniony, awarie taboru. Z naszego punktu widzenia ten remont nie przyniósł nic poza nowymi peronami na dworcach - mówi.

Karolina, która pracuje w jednej z warszawskich korporacji i dojeżdża od 5 lat, mówi, że tylko w ciągu czterech roboczych dni w sumie opóźnienie "Uszatka" w obie strony wyniosło 163 minuty. - A to oznacza, że spóźniam się do pracy. Każdą minutę muszę nadrabiać, więc cierpi na tym moje życie prywatne - mówi.

Pasażerowie na bieżąco zgłaszają opóźnienia zarówno do przewoźnika, czyli PKP Intercity, jak i do zarządcy infrastruktury, czyli PKP Polskich Linii Kolejowych.

Beata Czemerajda z PKP Intercity przyznaje, że opóźnienia rzeczywiście występują zbyt często, ale tłumaczy jednocześnie, że tych z winy przewoźnika było niewiele:

Pasażerowie wsiadają zbyt wolno?

- Przyczyn jest kilka. Niektóre udało nam się wyeliminować. Wymieniliśmy lokomotywę, na taką która powinna już kursować bez kłopotu. Zauważamy natomiast opóźnienia związane z lokowaniem podróżnych. Na przykład podczas jednego z kursów konduktor na stacji musiał ręcznie zamknąć drzwi we wszystkich wagonach - mówi Czemerajda.

- Trudno nam jest komentować takie wypowiedzi. To zarządca infrastruktury w porozumieniu z przewoźnikiem tworzy rozkład jazdy. I takie sytuacje jak lokowanie pasażerów powinien w tym rozkładzie przewidzieć - komentuje te tłumaczenia Gidelski.

PKP PLK większego problemu nie widzi, tłumaczy, że stale obserwuje sytuację na linii. I jak dodaje przedstawiciel Polskich Linii Kolejowych, Karol Jakubowski, do większości opóźnień dochodzi z winy PKP Intercity: Dochodzi do sytuacji, kiedy tabor któregoś z przewoźników ulega awarii lub dochodzi do krzyżowania się pociągów na tej linii. Naszym zadaniem jest zapewnienie pasażerom w takich sytuacjach jak najlepszej obsługi.

UTK wie i monitoruje

Kolejowe spółki przerzucają się odpowiedzialnością, a sprawą zainteresował się Urząd Transportu Kolejowego. W przesłanym do nas piśmie tłumaczy, że wg otrzymanych danych, ogólna punktualność pociągów na trasie się polepszyła, ale za wyjątkiem wymienionego "Uszatka". UTK nie wyklucza, że jeśli do opóźnienia będą się powtarzać, zwróci się do PKP PLK o "podjęcie działań naprawczych".

Tymczasem pasażerowie są zmęczeni ciągłym sporem. Komitet "Kolejowej linii łódzkiej" jest w kontakcie z kancelariami prawnymi i nie wyklucza pozwu zbiorowego oraz protestów na dworcach.

DOSTĘP PREMIUM