Roczne, niepełnosprawne dziecko. Urzędnicy nie wiedzieli, co z nim zrobić. Wymyślili: wyślą go do DPS [TWÓJ PROBLEM, MOJA SPRAWA]

Mały Piotruś* miał z pogotowia rodzinnego trafić do Domu Pomocy Społecznej. Urzędnicy MOPR uznali, że w związku z jego niepełnosprawnością i chorobą nie ma szans na normalny rozwój i nawet nie szukano dla niego rodziny. Po interwencji TOK FM wniosek wycofano.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Piotruś trafił do rodziny zastępczej zawodowej pełniącej funkcję pogotowia rodzinnego w wieku około trzech miesięcy, z domu w którym musiała interweniować policja, a chodziło m.in. o alkohol.

Zajęła się nim pani Ewa, która od kilkunastu lat prowadzi pogotowie dla małych dzieci. Można byłoby powiedzieć, że "pozazdrościła" znajomej, która też się tym zajmowała. I razem z mężem postanowili - my też tak chcemy. - Dziś nie zamieniłabym tego na nic innego - mówi kobieta.

Maluch w pogotowiu, ale może tam być tylko do czasu uregulowania sytuacji

Chłopczyk trafił do pani Ewy przed rokiem. - Był w stanie ogólnym dobrym. - Miał rozszczep wargi górnej i bradykardię. Ale jest już po operacji, a serduszko dobrze pracuje, nic się nie dzieje - mówi pani Ewa. W tej chwili sytuacja prawna dziecka jest już na tyle uregulowana, że powinno opuścić pogotowie.

I tu pojawił się pomysł na DPS.

Piotruś w wakacje ubiegłego roku nagle zachorował. Okazało się, że dziecko ma krwiaka podtwardówkowego. Była operacja, pobyt na OIOM-ie, ogromny stres, niemal całodzienne czuwanie w szpitalu. Już po operacji pani Ewa miała usłyszeć, że maluch nie ma szans na rozwój i że przez całe życie zapewne będzie leżał. - Zaproponowano mi, że najlepiej będzie, jeśli oddam Piotrusia do hospicjum - opowiada kobieta.

"Trzeba walczyć". Ona postanowiła tę walkę podjąć

Nie uwierzyła jednak w te złe rokowania. Uznała, że pokaże, że jak się chce to można i postanowiła, że chłopczyk zostaje w jej domu. Od tego czasu zmienił się diametralnie. - Dzisiaj jest dzieckiem bardzo pogodnym, radosnym, potrzebuje miłości i czułości. Potrafi siedzieć podpierając się swoimi rączkami, przekręca się z plecków na brzuch i odwrotnie. Trzyma grzechotkę, przekłada ją z rączki do rączki. Sam je chrupka czy ciasteczko, kiedy włożę mu je do ręki - opowiada nasza rozmówczyni.

Miał się nie rozwijać, a sam je chrupki, siada, gaworzy

Podkreśla, że Piotruś na pewno słyszy i widzi, rozgląda się po pokoju, reaguje na znane sobie osoby, uśmiecha się. - Rozumie na pewno też, bo jak marudzi i z kuchni mówię mu, że już idę, to rozumie moje słowa i się uspokaja - mówi pani Ewa. - Uwielbia wygłupy, gilgotki, wtedy głośno się śmieje. W tej chwili też już gaworzy: mama, tata, baba - dodaje opiekunka.

Maluch jest regularnie rehabilitowany, rehabilitanka przyjeżdża do domu prawie codziennie. Ma mieć też zajęcia z tak zwanego wczesnego wspomagania. Ćwiczy z nim również sama pani Ewa. - Jest naprawdę superdzieckiem. Zrobił w ciągu tych kilku miesięcy bardzo duże postępy - słyszymy.

Skąd pomysł na DPS?

Po tym, jak Piotruś wrócił ze szpitala, a jego stan był poważny, MOPR chciał zabrać chłopca z pogotowia i umieścić go w jakimś domu dziecka, ale żadna placówka się nie zgodziła. To wtedy pojawił się pomysł na DPS (Dom Pomocy Społecznej) pod Lublinem.

Pani Ewa przyznaje, że była w szoku - bo u niej w domu dziecko ma rehabilitację, ale też opiekunów, którzy okazują mu na każdym kroku uczucia, biorą na ręce, huśtają, przytulają, noszą, co dla tak małego dziecka jest szczególnie ważne. - DPS nie jest w stanie tego zastąpić - słyszymy. - Bardzo bym chciała, żeby znalazła się jakaś rodzina, która go pokocha. Bo on potrzebuje bardzo dużo miłości - to przede wszystkim. Bardzo ważna jest też dalsza rehabilitacja, by pobudzić Piotrusia do dalszego rozwoju - mówi pani Ewa.

Rodzina zastępcza? Nikt jej nie szukał

Przez ostatnie miesiące nikt nie podjął próby znalezienia dla niego np. rodziny zastępczej. Była tylko decyzja - DPS. Chłopczyk, owszem, ma pewne opóźnienia w rozwoju psychofizycznym, ale jest ruchliwy, bardzo pogodny, uśmiechnięty, zaangażowany. Widać, że "walczy" o swoją szansę.

DPS? Owszem, są w nim dzieci. Ale nigdy nie było rocznego malucha

DPS, do którego miał trafić Piotruś, to placówka, w której jest około 170 miejsc, głównie dla dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną. Są też dzieci, ale nie tak małe (nigdy nie było rocznego malucha). Najmłodsza dziewczynka ma w tej chwili 6 lat. Dyrektorka DPS, Eliza Pielacha powiedziała nam, że placówka jest przygotowana na przyjmowanie dzieci, na miejscu jest rehabilitacja i możliwości opieki.

Ale DPS to jednak instytucja, a nie rodzina. - I nic tego nie zmieni, pomimo wszelkich naszych wysiłków dotyczących zindywidualizowania naszej opieki i stałości personelu - przyznała w rozmowie z nami pani dyrektor. Zgodnie z przepisami, dzieci takie jak Piotruś mogłyby trafić do regionalnej specjalistycznej placówki terapeutycznej. - Problem w tym, że na terenie Lubelszczyzny takiej placówki nie ma. Są tylko chyba cztery takie ośrodki w kraju - słyszymy.

Pytanie do MOPR: Co dalej?

Czy wysłanie Piotrusia do DPS musi być przesądzone?- poprosiliśmy MOPR o informacje.

Po naszej interwencji już wiemy, że dziecko jednak do DPS nie trafi. MOPR wycofał z sądu ten wniosek. Choć taki był plan. - Sytuacja dziecka była poważna, lekarze ze szpitala sugerowali pobyt w hospicjum. Nie mogliśmy umieścić chłopca w placówce opiekuńczo-wychowawczej ze względu na bardzo poważny stan zdrowia. Ale teraz, w związku z postępami, które robi dziecko, co potwierdził również lekarz neurolog - nie myślimy już o umieszczeniu chłopczyka w DPS-ie. Będziemy monitorować stan zdrowia. I mamy nadzieję, że znajdziemy placówkę czy rodzinę zastępczą, która zdecyduje się przyjąć chłopca pod opiekę - mówi Magdalena Sudół, rzecznik MOPR w Lublinie.

Agnieszka Janik jest koordynatorem rodzin zastępczych, ma w tej chwili pod opieką m.in. Piotrusia. - Robi bardzo duże postępy. Nie znam takiego przypadku, by dziecko w tak krótkim czasie tak bardzo się zmieniło - mówi A. Janik. Jej zdaniem, najlepsza dla chłopca byłaby rodzina zastępcza. - Będziemy takiej rodziny szukać i wtedy możemy wnioskować o zmianę postanowienia sądu - dodaje.

Czy pierwotna decyzja była słuszna?

Nawet neurolog przyznał teraz, że dziecko dobrze się rozwija. To prawda, wcześniej nikt nie wiedział, co będzie. Ale czy rzeczywiście w przypadku chorego dziecka od razu trzeba wnioskować o DPS? Może warto poczekać, sprawdzić, los płata różne figle. Tu czas pokazał, że chłopiec się zmienia i rozwija. I że warto dać mu szansę - szansę na znalezienie jakiejś rodziny. A nie skazywać go na wieloletni - bo tak by pewnie było - pobyt w instytucji, jaką jest DPS.

*Imię dziecka zostało zmienione.

W sprawie pomocy Piotrusowi - można się kontaktować z autorką tekstu pod adresem problem@tok.fm

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (21)
Roczne, niepełnosprawne dziecko. Urzędnicy nie wiedzieli, co z nim zrobić. Wymyślili: wyślą go do DPS [TWÓJ PROBLEM, MOJA SPRAWA]
Zaloguj się
  • chasingcars

    Oceniono 36 razy 30

    Panie Kaczyński! Zamiast przeznaczać pieniądze na Fundusz Kościelny proszę wspomóc panią Ewę!!!

  • papryca

    Oceniono 16 razy 16

    Przykład pani Ewy i małego Piorusia pokazuje jak wiele zależy od wytrwałości dorosłego i pracy z dzieckiem. Ogromne brawa Pani Ewo!
    A pomysł z DTSem to było IMHO pozbycie się problemu. Polska nie ma kompleksowego systemu pomocy więc łatwiej machnąć ręką. Wiadomo: obciążenie w wywiadzie, odebranie interwencyjne, wady wrodzone.Smutne to.
    Trzymam kciuki, żeby Piotruś został adoptowany i dalej się rozwijał.

  • pandzik

    Oceniono 14 razy 14

    Masakra jak jeden urzędnik może decydować o życiu dziecka.

  • hefajstos1

    Oceniono 15 razy 13

    Osoby , rodziny opiekujące się takimi dziećmi powinny mieć dużo większe wsparcie finansowe od państwa.
    Nie Rydzyk, nie Świątynie Opatrzności, ale opiekunowie niepełnosprawnych dzieci.

  • agilmagil

    Oceniono 14 razy 12

    Jeśli PiS zakaże aborcji również w przypadku uszkodzenia płodu, chore dzieci będą trafiać do DPS-ów niestety. Podziwiam panią Ewę, ale mało jest takich zaangażowanych osób, które walczą o niepełnosprawne dzieci. Założę się, że stan wielu z tych, które trafiły do DPS-ów też można by poprawić systematyczną rehabilitacją i troskliwą opieką, ale u nas jest kult instytucjonalnej opieki choć jej koszty są ogromne.

  • bioder65

    Oceniono 19 razy 11

    Ważne czy ochrzczone.Reszta to betka.Dziki katolicki kraj,a urzędnicy mają brać pobory i nic więcej.

  • 99venus

    Oceniono 6 razy 6

    bezwład i głupota machiny administracyjnej poraza.decyzje pewnie podejmowały kobiety-matki!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX