"Dla Polaków konie są ważne jak życie. W Dreźnie podczas nalotu masztalerz z Janowa walczył o trzy ogiery. I uratował je"

- Można się kłócić o wiele rzeczy, mieć różne poglądy polityczne. Ale przez stulecia wielu ludzi łączyło jedno - miłość do koni. Dla nich to, co dzieje się w Janowie i Michałowie jest ważne jak życie - mówił w Poranku Radia TOK FM Piotr Kraśko.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Piotr Kraśko tydzień temu w Poranku Radia TOK FM krytykował decyzję o zwolnieniu dyrektorów stadnin.

Dziś dziękował za napływające opowieści o koniach. I przytoczył jedną z nich.

Podczas drugiej wojny światowej, gdy front przesuwał się w stronę Niemiec, ewakuowano stadninę w Janowie Podlaskim. - Żołnierze Wehrmachtu szli piechotą, a polskie konie zapakowano do wagonów - mówił Kraśko. Niestety, trafiły w okolice Drezna. - Pewnego dnia alianci przeprowadzają nalot dywanowy, jeden z największych nalotów w historii świata - opowiadał dalej publicysta. Jeden człowiek, polski masztalerz, w czasie bombardowania trzymał w ręku trzy konie, "z których każdy ważył pewnie po 500 kg".

- Przez wiele godzin, w płonącym mieście, przy spadających bombach, on trzyma te konie w ręku - opowiadał Kraśko. Jak podkreślał, kto inny mógłby uciec, schować się do bunkra. Ale ten człowiek wytrzymał to i "utrzymał trzy przerażone konie, ratując im życie i ratując hodowlę w Janowie". - To były jedne z najważniejszych dla tej stadniny ogierów - zaznaczył dziennikarz.

Kraśko mówił, że "ludzie przez stulecia ryzykowali życie, żeby te konie do Polski trafiły". - Ich los jest dla nich ważniejszy niż wszystko - mówił. - Mogą się kłócić, co do wielu rzeczy, mieć różne poglądy polityczne, ale przez stulecia łączyło ich jedno - miłość do koni i wiedza o tym, jak je hodować - zaznaczył Kraśko. - Dlatego dla tylu ludzi to, co się dzieje w Janowie i Michałowie, jest takie ważne, ważne jak ich życie - zakończył.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM