Zalewska w TOK FM krytycznie o edukatorach seksualnych. Oni na to: ale dyrektorzy nas zapraszają

- Szkoła powinna być ostrożna, jeśli chodzi o przyjmowanie ludzi z zewnątrz. Nie może być tak, że każdy, kto chce wejść do szkoły bez zgody rodziców, wchodzi na dowolną lekcję, by edukować. - mówiła min. Zalewska w TOK FM m.in. o edukatorach seksualnych. Koordynatorka grupy Ponton jest zdziwiona: Szkoły same nas zapraszają.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- To rodzic wychowuje dziecko, nauczyciel go w tym wspiera - stwierdziła Anna Zalewska. Minister edukacji była gościem Wieczoru Aleksandry Pezdy w TOK FM.

Przysługa dla systemu oświaty

- Szkoła powinna być ostrożna, jeśli chodzi o przyjmowanie ludzi z zewnątrz - mówiła w TOK FM minister edukacji Anna Zalewska. - Nie może być tak, że każdy, kto chce wejść do szkoły bez zgody rodziców, wchodzi na dowolną lekcję, by edukować. Dzieci mają być w szkole chronione - dodała.

- Nie nagabujemy, nie wpraszamy się. Do tej pory było zapotrzebowanie, chętne szkoły się zgłaszają - mówiła Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton, pedagożka i trenerka.

Jak podkreślała, "nigdy nikt bez wcześniejszego kontaktu nie wchodzi między uczniów". - Jeśli dyrekcja z rodzicami uznają za słuszne, że wiedzę do życia w rodzinie uzupełnić o warsztaty robione z nami, wtedy wchodzimy - zaznaczała koordynatorka Pontonu.

- Jest to pewnego rodzaju przysługa, jaką robimy systemowi oświaty, gdyż kieruje nami troska o dobro młodzieży. Z naszych Telefonów Zaufania wiemy, jak często są osamotnieni i bezradni wobec wyzwań dojrzewania. Tam gdzie brakuje rzetelnej edukacji seksualnej, punktowo może pomóc lekcja z naszymi edukatorkami - dodała. Zajęcia są robione w ramach wolontariatu, prowadzą je osoby młode w ramach tzw. edukacji rówieśniczej - to też atut w kontakcie z nastolatkami . - Nie mamy jednak wątpliwości, że nasze zajęcia to kropla w morzu potrzeb i nie zastąpią systemowych rozwiązań - podkreśliła Józefowska.

Minister: Biologa wystarczy

Prowadząca zwracała uwagę, że młodzież w Polsce jest niedoinformowana w sprawach rozwoju seksualnego. - Podstawy programowe są wystarczające - oceniła Zalewska. Jej zdaniem, trzeba "zaufać nauczycielom biologii, wychowawcom". - Oni zawsze rozstrzygali sytuacje związane z kłopotami młodych ludzi, znajdowali dla nich czas - zaznaczyła.

Według minister to na rodzicach jednak spoczywać powinien obowiązek edukacji seksualnej dzieci. - Nie wyobrażam sobie, żeby nie rozmawiać z rodzicami na temat swojej cielesności, intymności. Rozmowy w takich warunkach są właśnie najcudowniejsze - stwierdziła.

Zalewska stwierdziła, że "nie wyobraża sobie małych dzieci dyskutujących publicznie o intymnych kwestiach". - Lepiej, żeby to się odbywało w bezpiecznej atmosferze z rodzicami. Oni, kochając swoje dzieci, naprawdę wiedzą, kiedy z nimi porozmawiać o tym, skąd bierze się człowiek - dodała.

Mity i stereotypy

Zupełnie innego zdania jest Aleksandra Józefowska z Pontonu. - To myślenie życzeniowe - powiedziała w rozmowie z nami. - Wyidealizowany świat, w którym zakładamy, że wszyscy młodzi ludzie dostają bardzo dobre wychowanie seksualne od podstaw w domu, a potem kontynuację w ramach zajęć wychowania do życia w rodzinie - dodała Józefowska.

Podkreśliła, że Ponton przeprowadził badania na temat edukacji seksualnej w polskich domach. - Młodzi ludzie pisali, że rodzice są często najbardziej skrępowanymi osobami, nie mają merytorycznych informacji choćby w temacie chorób przenoszonych drogą płciową - powiedziała pedagożka. Zaznaczyła, że często posługują się "mitami i stereotypami" . - Nie ma tu złej woli, po prostu brak odwagi lub wiedzy i umiejętności. Rodzic czuje, że powinien porozmawiać, ale nie dba o to przez lata - dodała.

Jeśli w końcu do tego dochodzi, gdy dziecko ma 15 czy 16 lat, młodzież stwierdza wtedy, że "to żenujące i nie na miejscu", bo przez lata nie było takich rozmów i nagle obie strony czują się skrępowane. - W wielu domach ten temat po prostu nie funkcjonuje, a młodzież swoją wiedzę czerpie z Internetu, w tym również niestety z pornografii - podkreśliła Józefowska.

Kolejnym problemem jest fakt, że "rodzice nie nadążają za swoimi dziećmi", chociażby mniej sprawnie poruszając się w przestrzeni wirtualnej. - Mam na myśli zagadnienia związane z bezpieczeństwem w sieci, cyberprzemocą. Ten temat leży odłogiem, rodzice często nie są w stanie, mimo dobrych chęci, wziąć go na siebie - mówiła pedagożka. - Szkoła powinna uczulać na te tematy - dodała.

Ale tam nie jest lepiej. Co prawda placówki edukacyjne oferują przedmiot o nazwie wychowanie do życia w rodzinie, ale w wymiarze jedynie 14 godzin w roku. - Wnosiłoby to coś, gdyby było realizowane przez kompetentne osoby, z pasją, niewstydzące się mówić o ludzkiej seksualności, znające rzeczywistość w jakiej obecnie dojrzewają nastolatki - zaznaczała koordynatorka Pontonu. Często jednak tematy nie są aktualne, oferta jest tak nieciekawa dla młodzieży, że proszą rodziców, by nie wyrażali zgody na ich uczestnictwo w zajęciach. - Nieadekwatne treści, lekcje prowadzone w sposób nudny, brak przestrzeni, możliwości dyskutowania - to według samej młodzieży największe wady szkolnych programów - stwierdziła Józefowska.



Czy edukacja seksualna jest potrzebna w szkołach?

DOSTĘP PREMIUM