"To, co dziś jest poprawnością polityczną przed wojną nazywało się przyzwoitością"

- Poprawność polityczna jest pewnym porządkiem ideologicznym, przyzwoitość bierze się w wychowania - mówi z wywiadzie dla "Polityki" prof. Zbigniew Mikołejko.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Poprawność polityczna na zachodzie dziś pęka, bo obnażyła swoje nieciekawe oblicze - nie wolno powiedzieć, że gwałciciel to np. muzułmanin. U nas ta poprawność nie zdążyła pęknąć, bo się nie przyjęła. Marcin Wroński, autor kryminałów retro, powiedział kiedyś, że to co dziś jej poprawnością polityczną przed wojną nazywało się przyzwoitością. Poprawność polityczna spełnia w jakimś stopniu rolę użytecznego hamulca, ale ona jest pewnym porządkiem ideologicznym - mówi w obszernym wywiadzie w "Polityce" prof. Zbigniew Mikołejko.

Jedna dobra rzecz w PRL

- Przyzwoitość brała się z paidei, z wychowania: jak nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie. Tylko kto miał w Polsce po wojnie budować kapitał społeczny? Wyrżnięta w pień inteligencja? A wojna strasznie zdemoralizowała ludzi. I zaraz po niech wychodzili z tej pańszczyźnianej, analfabetycznej ciemnej wiejskiej rzeczywistości i trafiali na komunizm. On był wprawdzie drogą awansu, ale łączył się z przemocą. Mimo wszystko PRL wypracowała jedną rzecz lepszą niż demokratyczna Polska. Wracam do tego z uporem maniaka, ale tamten system nawet z jego represyjnością był relatywnie świetny. Ludzie mieli bowiem na ogół świadomość, że awans społeczny, droga do wyższej pozycji, bierze się z kultury edukacyjnej - mówi w "Polityce" prof. Mikołejko.

Rządy "talibów"

Surowo też ocenia sytuację polityczną w Polsce. - Obserwujemy dziś demonstracyjny wręcz bezwstyd. Dlaczego się przyjął? Odczytuję to jako manifestację siły. Łamię zasady, bo kto mi zabroni. To ja jestem od norm, więc mogę je przekraczać. (...) Dziś mamy w Polsce do czynienia z ludźmi, którym brak narzędzi, by okiełznać swą prostą, prymitywną manifestację mocy. Z racji wieku, braku edukacji, atawistycznego trwania przy kulturze "ziemi i krwi" oni są trochę jak talibowie. Wyposażeni w najnowocześniejsze narzędzia techniczne posługują się nimi, ale żyją w istocie poza cywilizacją która te supernowoczesne narzędzia wytworzyła. I używają ich, żeby ją zniszczyć. Przekładając to na nasz grunt - zdobyli władzę metodami demokracji, po to jednak, by łamać jej zasady - stwierdza.

Cały wywiad w najnowszym, świątecznym wydaniu tygodnika "Polityka">> opr. dżek

DOSTĘP PREMIUM