"Po Smoleńsku państwo zawiodło. Nie dało żadnej emocji poza frustracją. A do tego to przekonanie o tym, że jesteśmy narodem wybranym..."

I dlatego mamy to, co mamy. Niestety, nastroje dyktują ci, którzy mają silniejsze emocje i silniej je demonstrują - mówi w "TP" Helena Chmielewska-Szlajfer, socjolożka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Polskie państwo okazało się niewydolne i przed katastrofą, i po niej. Nie zaoferowało też żadnej emocji, niczego, co obudziłoby żar w sercach, najwyżej coraz silniejszą frustrację, że system nie działa. Mniej więcej od 25 lat to państwo twierdzi, że ludzie mają sami o siebie dbać i sferą wartości się szczególnie nie przejmuje. Stały się one zatem przestrzenią prywatną - mówi w "Tygodniu Powszechnym" socjolog Helena Chmielewska-Szlajfer.

- Rzeczywistość nie znosi próżni, więc to miejsce zajęły wartości i praktyki katolickie, które były "pod ręką". W dużej mierze to wartości i praktyki charakterystyczne dla wojującego i radiomaryjnego odłamu Kościoła - poczucie wyjątkowości, a jednocześnie zagrożenia ze strony współczesnego świata. A to dlatego, że nikt poza Radiem Maryja i ugrupowaniu typu ONR w ogóle się ta sfera życia nie zajmuje - oceniła.

Jej zdaniem "nowoczesnym patriotyzmem" zajmuje się ONR, a Radio Maryja edukuje do wartości. - A różnej maści faszyści i okolice monopolizują hasło patriotyzmu - dodała.

Jej zdaniem "katastrofa wpisuje się w narrację cudu, nadzwyczajnego wydarzenia, przekonania, że jesteśmy narodem wybranym, ponieważ zdarzają się nam tak spektakularne katastrofy". Część przeżywających żałobę doszła do wniosku. że trzeba wracać do życia i zająć się technicznym wyjaśnieniem tragedii. Inni zostali pod Pałacem Prezydenckim, ponieważ ich zdaniem, żeby wyjaśnić prawdziwy powód katastrof, potrzebna będzie boska interwencja. Im bardziej tam stali i pilnowali krzyża, tym bardziej sytuacja eskalowała. Ludzie wytykali ich palcami. Szybko zrobił się z tego biało-czarny konflikt między tymi, którzy wierzą, że to kwestia duchowa, i tymi, którzy uważają inaczej. Niestety, nastroje dyktują ci, którzy mają silniejsze emocje i silniej je demonstrują - mówi Helena Chmielewska-Szlajfer, socjolożka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Cała rozmowa w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego">>



DOSTĘP PREMIUM