Szałamacha nie prosił Rzeplińskiego o milczenie. Poseł PiS wyjaśnia, co było w słynnym liście

- Milczenie ma bardzo pejoratywne znaczenie - ocenił Dominik Tarczyński w Poranku Radia TOK FM. Odniósł się do listu, w którym minister finansów prosi prezesa TK o niewypowiadanie się w mediach do 13 maja.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Czy to jest dobrze, że minister finansów Paweł Szałamacha pisze takie listy do prof. Andrzeja Rzeplińskiego, żeby milczał ws. konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego? - pytała swojego gościa Dominika Wielowieyska.

- Bardzo dobrze - odparł Dominik Tarczyński, poseł PiS. - Chcę tylko sprecyzować, nie mówił o milczeniu, tylko prosił, aby prezes wziął pod uwagę rozważenie możliwości wstrzymania się od komentarzy - dodał.

- To jest coś innego? Wstrzymanie się od komentarzy to nie jest milczenie? Co to jest? - dopytywała Wielowieyska. - Strasznie mnie bawi to rozróżnienie - stwierdziła.

- Milczenie jako słowo ma bardzo pejoratywne znaczenie - zaznaczył polityk. Jego zdaniem, ma ono związek z zakazywaniem, "tak jak prezes Rzepliński zakazał wypowiedzi jednemu z członków Trybunału". - Chodzi o to, żeby się wstrzymał dla dobra Polski - podkreślił Tarczyński.

Wpływ prezesa TK na agencję ratingową

- Dostałem pismo od ministra finansów, w którym poproszono mnie żebym nie wypowiadał się do 13 maja - powiedział kilka dni temu prof. Rzepliński w internetowym programie "Rzeczpospolitej".

Jak dodał, tego dnia agencja ratingowa "Moody's" opublikuje raport wiarygodności kredytowej Polski. - A moje słowa, według ministra, mogą na niego wpłynąć - stwierdził.



DOSTĘP PREMIUM