Sienkiewicz ocenia audyt. "To był casting: kto bardziej przywali opozycji, żeby zachować posadę"

- Wypadało to żałośnie - mówił Bartłomiej Sienkiewicz o "castingu" w Sejmie. - Jego sędzią i komisją był sam prezes - dodał. A podwładni Kaczyńskiego "jak uczniowie w klasie chcą pokazać pani, że są dobrze przygotowani".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Mieliśmy wczoraj w Sejmie do czynienia z dwoma procesami - mówił Bartłomiej Sienkiewicz, minister spraw wewnętrznych w rządzie PO. - W obliczu rekonstrukcji rządu i niezadowolenia prezesa PiS z pani premier przed Kaczyńskim odbywał się casting na to, kto bardziej przywali opozycji, by zachować swoją posadę - stwierdził.

Wczoraj rząd przedstawił w Sejmie "Raport o stanie spraw publicznych i instytucji państwowych na dzień zakończenia rządów koalicji PO-PSL". Raporty z audytów w poszczególnych ministerstwach prezentowali szefowie wszystkich resortów. Ministrowie przygotowali obszerne listy - znalazły się na nich dziesiątki zarzutów - które odczytywali z mównicy sejmowej. Ich wystąpienia w sumie potrwały blisko dziesięć godzin.

- Sędzią i komisją castingu był sam prezes - ciągnął Sienkiewicz. - Wypadało to dość żałośnie. Jak uczniowie w klasie chcą pani pokazać, że są dobrze przygotowani do lekcji. Kompletnie lekceważąc interes państwa, jego obraz za granicą czy przyszłość polskiej gospodarki - oceniał.

Drugą kwestią według polityka był "efekt strachu" wywołany przez sobotni marsz KOD. - W obliczu fundamentalnej niezgody, największej manifestacji przeciwko rządowi i jego polityce od upadku komunizmu w Polsce trzeba było rzucić coś błyskawicznie, żeby przykryć to wydarzenie - tłumaczył polityk. - Stąd pomysł, stąd gwałtowność ataku - dodał. - To podwójny strach: przed prezesem, że zwolni, i ludźmi, którzy nie zgadzają się na politykę PiS - podsumował.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM