"Służby są takie, jakie politycy chcą, żeby były. Problem leży w jakości polityków"

Vincent Severski nie ma dobrego zdania o polskich politykach. Pisarz, który przez lata pracował jako szpieg, przekonuje, że polskie służby wcale nie są tak złe, jak przedstawiają to politycy. - Jesteśmy ludźmi - jak inni pijemy też alkohol, bawimy się... Ale w tym środowisku nie ma patologii, jak to niektórzy chcieliby widzieć. Co cztery lata mamy podrywanie prestiżu do naszych służb przez polityków - mówił w rozmowie z Mikołajem Lizutem w TOK FM.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że przez lata politycy nie rozpieszczali naszych służb, mieli do nich zły stosunek. A gdybym miał ułożyć strukturę tego. co szczególnie jest cenione w służbach, to na pierwszym miejscu umieściłbym wiarygodność i trwałość.

Co jest największą siłą wywiadu brytyjskiego? Właśnie jego trwałość i wiarygodność, czyli to, że politycy nie dokonują tam eksperymentów na służbach. Czyli innymi słowy, jak ktoś chce zdradzić własny kraj i szuka służby, która mogłaby się nim zaopiekować, to w pierwszej kolejności idzie do Brytyjczyków. Bo ten prestiż jest bardzo ważny!

A my co cztery lata mamy podrywanie prestiżu do naszych służb przez polityków. Płacimy za to i będziemy płacić przez wiele lat.

W Polsce służby specjalne mają bardzo złą prasę. Z tego co mówią politycy rysuje się taki obraz, że nie służą obronie Polski tylko samym sobie.

- Służby są takie, jakie politycy chcą, żeby były. My nie wymyślamy sobie kierunków działania. Na przykład, w przypadku wywiadu cywilnego kierunki wyznacza rząd, w corocznym specjalnym dokumencie. I my to realizujemy.

Problem leży w jakości polityków, w stawianiu pytań, na które chcieliby uzyskać odpowiedzi. Tu niestety jest największa katastrofa. Polscy politycy nie potrafią zadawać pytań. A jak się nauczą, to zaraz przychodzą wybory, potem nowi, którzy zrobią nam "lanie", powolutku zaczynają się orientować i zaczynamy od nowa.

Mówiąc inaczej, służby to tylko narzędzie. Jesteśmy ludźmi - jak inni pijemy też alkohol, bawimy się... Ale w tym środowisku nie ma patologii, jak to niektórzy chcieliby widzieć.

To przykre, co powiem, ale w okresie przedwyborczym i tuż po wyborach polskie służby specjalne są sparaliżowane. Pewnie jest jeden kraj, który się z tego cieszy... Przed wyborami wszyscy czekają, co będzie. A po wyborach następuje szukanie trupów po szafach. Szukanie trupów, których nie ma. Przynajmniej w Agencji Wywiadu, przez 25 lat nie znaleziono ani jednego trupa.

Nie ma Pan najlepszego zdania o politykach. W Pana książkach mamy polityków z partii "gładkiej gadki" i "brzydkich".

- Nie wrzucam wszystkich do jednego wora. Zdarzali się politycy i szefowie służb, którzy byli na najwyższym poziomie. To m.in. Andrzej Ananicz.

Kiedy piastowałem kierownicze stanowiska, miałem dostęp do kierujących państwem, to marzyło mi się, by z tamtej strony padały mądre i dobre pytania. Natomiast te pytania zawsze były płytkie, niekonkretne. A jeśli oficer i żołnierz nie jest jasno "zadaniowany", to jak ma pracować? Kiedy żołnierz czuje, że dowódca nie potrafi zapanować nad oddziałem, to wkrada się element demoralizacji. Dlatego moje zdanie o politykach jest takie jakie jest.

Ale to nie znaczy, że w innych krajach nie występują podobne zjawiska. Czy wydarzenia z 11 września 2001 roku nie były efektem braku umiejętnej komunikacji i nadzoru nad służbami? Czy Edward Snowden nie jest dobrym przykładem? A przecież mówimy o państwie, w którym budżet służb specjalnych jest tak wysoki jak całe budżety niektórych krajów.



DOSTĘP PREMIUM