Lis: Być może Zalewska popełniła seppuku ze strachu przed Kaczyńskim

Minister edukacji robiła wszystko, by nie odpowiedzieć na pytania Moniki Olejnik o to, kto mordował Żydów w Jedwabnem. Wygibasy słowne Anny Zalewskiej odbiły się szerokim echem. Czemu tak się zachowała?

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Jeszcze chcę wrócić do rozmowy Moniki Olejnik z minister Zalewską - mówił prof. Wiesław Władyka.

Chodzi o środową rozmowę z "Kropce nad i". Minister edukacji robiła wszystko, by nie odpowiedzieć na pytania o sprawców mordów na Żydach m.in. w Jedwabnem i Kielcach w czasie II wojny światowej. - To osoba obdarzona instytucjonalnym autorytetem. To jest minister edukacji i jej wielki reformator. Ona będzie kształtować osobowości i umysły młodego pokolenia - mówił Władyka. - I ta pani sypie się w sposób moralny na oczach milionowej publiczności. Bo merytorycznie to wiadomo. W normalnej rzeczywistości politycznej nie powinna już być ministrem. W tym sezonie ukazało się dużo merytorycznych artykułów. Jeśli ktoś nie zdążył się nauczyć, czym był pogrom kielecki, to miał szansę to nadrobić - dodał publicysta.

Tomasz Lis zwrócił uwagę, że być może plątanie się pani minister, która robiła wszystko, by nie użyć słowa "Polacy", wynikało ze strachu przed reprymendą. - Kiedy prezydent Duda zachował się przyzwoicie i wspomniał o Komorowskim i Siemoniaku jako współtwórcach szczytu NATO, prezesa PiS pominął go w podziękowaniach. Być może pani Zalewska popełniła seppuku ze strachu przed Kaczyńskim - wysnuł tezę Lis.



DOSTĘP PREMIUM