Bronili Białowieży i jest "kara". Fundusz Środowiska wycofał się z finansowania projektów. Bez uzasadnienia

Polska może stracić blisko 10 mln euro z unijnego programu Life. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska odmówił czterem organizacjom pozarządowym obiecanego wcześniej 30-proc. wkładu. - To odwet za sprzeciw wobec wycinek w Puszczy Białowieskiej - komentuje część ekologów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Pieniądze z przeznaczonego przez Brukselę na ochronę przyrody programu miały posłużyć m.in. ochronie bociana białego w północno-wschodniej Polsce czy cietrzewia na Podhalu.

Zostały wysoko ocenione przez Komisję Europejską, jednak ta daje tylko 60 proc. dofinansowania. Resztę wyłożyć musi beneficjant. W sukurs rzadko dysponującym dużymi pieniędzmi pozarządówkom przychodził w takich sytuacja Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.



Tym razem stało się inaczej.

- Nie wiemy, dlaczego nam odmówiono. Decyzja zarządu funduszu nie zawiera żadnego uzasadnienia - mówi Roman Kalski, szef Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Jego organizacja miała w dolinach Biebrzy, Bugu i Narwi dbać o bociany: wybudować ośrodki rehabilitacyjne, przenosić gniazda z domów na słupy i zabezpieczać linie energetyczne. Wartość projektu to prawie 2 mln euro. Zadeklarowany wcześniej wkład funduszu - pół miliona.

Wcześniej fundusz był na "tak"

Jak podkreśla Kalski, by w ogóle startować w konkursach Life, trzeba mieć promesę dofinansowania od Funduszu. Co za tym idzie, dany projekt oceniany jest dwukrotnie - najpierw przez Fundusz, dopiero później przez Komisję Europejską.

- Obie oceny mieliśmy bardzo dobre. Jeszcze w ub.r. fundusz przyznał nam ponad 90 punktów na sto możliwych, deklarując oczywiście współfinansowanie. Tym większe jest nasze zaskoczenie obecnie - dodaje Kalski.

- Dostrzegam pewną konsekwencję w niedocenianiu projektów służących ochronie przyrody, szczególnie tych realizowanych przez organizacje pozarządowe. A przecież my bardzo często wyręczamy państwo - mówi natomiast Piotr Tyszko-Chmielowiec z Fundacji Ekorozwoju.

Zagrożone międzynarodowe projekty

Jego organizacja za 2 mln euro, miała wypracować standardy gospodarowania drzewami w miastach i przy drogach w warunkach zmieniającego się klimatu. Partnerem jest niemiecka organizacja pozarządowa, fundusz miał dać tylko 20 procent.

Międzynarodowy projekt, wspólnie m.in. z Bałtami, dotyczący renaturalizacji torfowisk jako środowiska wiążącego dwutlenek węgla, miał wykonywać Klub Przyrodników. A projekt Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków dotyczący cietrzewia w okolicach Nowego Targu dostał w Komisji Europejskiej najwyższą notę wśród wszystkich złożonych w Unii projektów.

Nie musimy nic wyjaśniać

Zarząd funduszu decydując kilka tygodni temu, komu dołożyć do projektów Life a komu nie, nie wszystkich potraktował odmownie. Pieniądze - w sumie 800 tys. euro - dostaną Lasy Państwowe i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Ich projekty w ubiegłym roku fundusz ocenił najgorzej.

- Fundusz podejmuje decyzje autonomicznie, uwzględniając swoją sytuację finansową. I nie musi ich uzasadniać - mówi Donata Bieniecka-Popardowska z biura prasowego NFOŚiGW, pytana o przyczyny odmowy wsparcia pozarządówek. Niepytana dodaje, że te akurat organizacje w przeszłości dostały od funduszu, na wkłady do projektów Life, 14 mln złotych. Oraz że owszem, wcześniej fundusz deklarował wsparcie, ale niezobowiązująco. O czym zresztą informował beneficjentów.

Na pytanie o to, jak to możliwe, że projekty warte według Komisji Europejskiej wsparcia fundusz za takie nie uważa, rzeczniczka powtarza, że fundusz decyzje podejmuje autonomicznie i nie musi ich uzasadniać.

Odwet za Puszczę Białowieską?

Zdaniem dużej części ekologów, powodów decyzji funduszu należy szukać w sporze o wycinki w Puszczy Białowieskiej. Fundusz nadzoruje minister środowiska Jan Szyszko, który chce cięć.

Większość pozarządówek, w tym wszystkie które nie dostały właśnie pieniędzy, są im przeciwne. Teorię tę wydaje się potwierdzać lista tych, którzy pieniądze dostali. Głównym partnerem Lasów Państwowych w projekcie chroniącym rybołowa jest Komitet Ochrony Orłów. Jedyna zajmująca się ptakami organizacja, która chociaż proszona, do apeli o wstrzymanie cięć w puszczy się nie dołączyła.

- Nie chcę sobie tego nawet wyobrażać. To byłoby nielogiczne, nieuzasadnione. To że się różnimy z ministerstwem w ocenie pewnych działań, to normalne. Ale w demokratycznym kraju decyzje podejmowane są merytorycznie - komentuje te teorie ostrożnie Kalski, który właśnie odwołał się od decyzji funduszu.

- Nie mam na to dowodów. Naszą rolą jest dbanie o przyrodę, nie jesteśmy ani pro-, ani antyrządowi - dodaje Tyszko-Chmielowiec, który również odwołał się od decyzji.

Pieniądze przepadną

Zaznacza natomiast, że nie pozarządówki, ani nawet nie przyrodę, fundusz w ten sposób karze. - Większość pieniędzy z tych projektów trafia do polskiej gospodarki - podkreśla Tyszko-Chmielowiec.

Kalski, którego organizacja działa głównie w biednej, północno-wschodniej Polsce, w przeszłości wyliczał, że ponad 90 procent pieniędzy z Life jest wydawanych na miejscu.

- To lokalne firmy przenoszą gniazda, remontują ośrodki rehabilitacyjne. To mieszkańcom zabezpieczamy domy. Więc to nie jest tak, że to projekty dla pięknoduchów, że nie stać nas na ochronę przyrody - podkreśla.

Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. Program Life jest dedykowany ochronie przyrody. Środków zarezerwowanych w nim dla poszczególnych państw Unii nie da się przesunąć na inne zadania.

- Za to nie powstaną drogi czy kanalizacja. Jeśli Polska nie wykorzysta tych środków, dostaną je inne państwa Unii - mówi.

A z wykorzystaniem puli na lata 2014-2020 jest na razie fatalnie. Do tej pory nasz kraj wydał niewiele ponad pięć procent środków z Life. Dla porównania Dania 70, Austria ponad połowę.

Jest jednak nadzieja, że nawet jeśli fundusz odrzuci odwołania organizacji, tym razem pieniądze nie przepadną. Przynajmniej nie wszystkie. PTOP już znalazł partnera w Niemczech, który chce dołożyć brakującą kwotę.

- No i wyjdzie na to, że to Niemcy chronią polskiego bociana. Bo Polska nie była tym zainteresowana - podsumowuje Kalski.

Jakub Medek na Twitterze

DOSTĘP PREMIUM