Studenci muszą płacić za obowiązkowe praktyki w szpitalu. Uczelnia "zapomniała" zrobić przelewów. Dwa lata temu

Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi pobiera od studentów psychologii Uniwersytetu Łódzkiego opłaty za odbycie obowiązkowych praktyk studenckich. Czemu? Uczelnia przez dwa lata nie robiła przelewów na rzecz szpitala. Jak ustalił reporter TOK FM zawinił pracownik jednego z wydziałów. Czy studenci pieniądze odzyskają? Ani szpital, ani uczelnia się nie poczuwają.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

W Łodzi działają dwa szpitale kliniczne, które mają oddziały psychiatryczne. Tylko na tych studenci psychologii klinicznej mogą odbyć obowiązkowe praktyki. Zasada jest taka, że uczelnie płacą placówkom, w których studenci się szkolą. W Łodzi jednak Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego od dwóch lat pobiera opłatę od studentów. 300 złotych.

Dyrekcja szpitala tłumaczy, że koszty zawsze ponosiła uczelnia, ale od dwóch lat wstrzymała dokonywanie przelewów. Więc koszty przerzucono na studentów. Czemu? Nie wiadomo.

Dyrekcja CSK nie chciała rozmawiać z reporterem TOK FM. Szpital przesłał tylko pismo z informacją, że ostatnia wpłata od uniwersytetu nastąpiła w 2014 r.

Ktoś zapłacić musi

Zgodnie z porozumieniem między uczelnią a placówką wynagrodzenie dla opiekuna praktyk wynosiło 124 złote brutto. W okresie, w którym to uniwersytet pokrywał koszty, co roku staż w szpitalu odbywało około 20 osób. W 2015, czyli po wprowadzeniu odpłatności, była to już tylko jedna osoba, w obecnym 3.

Czy szpital alarmował uczelnię? Czemu kwota urosła? Nie wiadomo.

Co robić? Zapłaciłam

Natalia*, studentka 4 roku psychologii opowiada, że już przy wstępnej rozmowie została poinformowana o odpłatności: Zgodziłam się, bo zależało mi, żeby odbyć je właśnie w tym szpitalu. Opiekun praktyk był zaskoczony, że studenci płacą z własnej kieszeni - mówi. - Koledzy opowiadali, że chodzą do prywatnych przychodni, gdzie nie dość, że nie muszą płacić, to jeszcze otrzymują wynagrodzenie - dodaje.

Studentka jednak zapłaciła. Dostała fakturę.

Drugi szpital kliniczny - im. Babińskiego - nie pobiera opłat od studentów. Co roku szkoli się tam około 40-45 przyszłych psychologów. Dyrektor placówki, Anna Śremska: Dzisiaj wszystko kosztuje - czas pracownika, posprzątanie po nim. My opłat nie pobieramy, jesteśmy placówką publiczną i mamy wpisaną do wykonania misję - mówi.

Dziekan zaskoczona

Co na to Uniwersytet Łódzki? Dziekan Wydziału Nauk o Wychowaniu zasadą wprowadzoną przez Centralny Szpital Kliniczny jest wyraźnie zaskoczona. Jak się okazało od dwóch lat przelewy na rzecz CSK nie są realizowane w wyniku... błędu pracownika Instytutu Psychologii. 

Prof. Danuta Urbaniak-Zając zapowiada, że konsekwencje zostaną wyciągnięte. Wystosowała do CSK pismo z prośbą o wyjaśnienia.

Oddadzą pieniądze?

Natalia, która zapłaciła, ma nadzieję, że któraś z instytucji zwróci jej pieniądze. Także Karolina zapowiada złożenie do uczelni zażalenia i będzie żądać zwrotu pieniędzy. 

- Zadaniem uniwersytetu jest dbać o interesy studenta, ale tylko, jeśli on sam zgłosi, że jego prawa są naruszane. Na razie studenci zwracają się do nas za pośrednictwem mediów. Co ja mam zrobić? Dać pieniądze z własnej kieszeni? - mówi dziekan wydziału. 

Szpital w przesłanym do nas piśmie informuje, że pieniędzy zwracać nie zamierza. I odsyła do uczelni, która w ocenie dyrekcji CSK sama powinna zadośćuczynić student.

* Imię zmienione

Roch Kowalski na Twitterze

DOSTĘP PREMIUM