Nieprzyzwoite dowcipy to molestowanie? "To przekroczenie granicy, nadużycie, komentowanie sfery seksualności"

- W Polsce jest powszechna zgoda na używanie rożnych określeń w stosunku do kobiet w przestrzeni publicznej - powiedziała w rozmowie z Tokfm.pl Joanna Piotrowska z Fundacji Feminoteka. - Skala tego zjawiska jest olbrzymia - podkreśliła.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Polacy na potęgę molestują Polki" - alarmuje "Gazeta Wyborcza". I przedstawia wyniki badań Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER, według których "zaledwie 9 proc. kobiet po ukończeniu 15. roku życia nie doświadczyło żadnej formy przemocy seksualnej".

Fundacja przebadała 451 kobiet z trzech województw, które opowiedziały o wydarzeniach po ukończeniu 15. roku życia. "87 procent respondentek spotkało się w swoim życiu z jakąś formą molestowania seksualnego. 37 procent uczestniczyło w aktywności seksualnej wbrew swojej woli. 23 procent doświadczyło próby gwałtu, a 22 procent gwałtu. W większości wypadków sprawcą była osoba bliska: obecny (22 procent) lub były partner (63 procent), a do zdarzenia doszło w mieszkaniu (55 procent)" - napisały badaczki.

Molestowanie czy niekulturalne zachowanie?

"Najczęstszą formą molestowania było opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów oraz włączanie seksualnych podtekstów do rozmowy. Z takimi zachowaniami mężczyzn spotkało się ponad 77 procent uczestniczek badania. Blisko połowa wszystkich kobiet (49,6 procent) była dotykana wbrew swojej woli" - czytamy w raporcie.

Wyniki badań komentowali publicyści w Poranku Radia TOK FM. Według Cezarego Szymanka, redaktora naczelnego "Bloomberg Businessweek Polska", jest to "kwestia rozdzielenia tego, czy mowa jest o molestowaniu czy o bardzo brzydkim, niekulturalnym zachowaniu". - Jedno i drugie niekoniecznie muszą mieć ze sobą coś wspólnego - zaznaczył.

Końskie zaloty?

Innego zdania jest Joanna Piotrowska, prezes Fundacji Feminoteka. - W Polsce jest powszechna zgoda na używanie rożnych określeń w stosunku do kobiet w przestrzeni publicznej, uniwersyteckiej, szkolnej itd. - powiedziała w rozmowie z Tokfm.pl.

Działaczka opowiadała m.in. o przeprowadzonych przez siebie badaniach dotyczących tzw. końskich zalotów wśród dziewczynek gimnazjalnych. - To się potwierdza. Wymienia się te wszystkie rzeczy, które dla wielu osób są nieszkodliwe, "to końskie zaloty, chłopaki tak mają i się wygłupiają" - a to jest przekroczenie granicy, nadużycie, komentowanie sfery seksualności. W Polsce jest na to powszechna dosyć zgoda - podkreśliła.

"Skala zjawiska jest olbrzymia"

Jak dodała, przy okazji takich badań pojawiają się komentarze, że "poprawność polityczna przekracza wszelkie granice". - Mężczyźni mówią, że nie będą mogli komplementować kobiet. To nie o to chodzi - zaznaczyła. - Natomiast skala tego zjawiska jest olbrzymia - powiedziała Piotrowska.

Działaczka mówiła o akcji "Słowa też gwałcą". W spocie kobiety przytaczały, co usłyszały na swój temat.





- Jeżeli zaczniemy zwracać też uwagę na takie drobiazgi, że dowcipy też są molestowaniem seksualnym, bo naruszają granicę, to włączy się wrażliwość, myślenie - oceniała Piotrowska. A, jak dodała, aktualnie to "w oczach większości osób, nawet wykształconych, nie podchodzi pod molestowanie seksualne".

DOSTĘP PREMIUM