Tarasewicz: nauczyłem się niczego nie oczekiwać

Nauczyłem się niczego nie oczekiwać, a wręcz przeciwnie: skrzętnie staram się ukrywać i wszystkiego na zewnątrz nie definiować. W konserwatywnym społeczeństwie wiejskim czy środowisku akademickim wypowiadanie prawdy jest ryzykowne - mówił w TOK FM prof. Leon Tarasewicz, malarz.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Świat, który jest tam, u mnie na wsi, ludzi tu, w Warszawie czy gdzieś w Berlinie nie interesuje. To identycznie, jak gdyby Polak, próbował przekonać Francuza w Paryżu o istotności swoich problemów w Warszawie. Francuz jeżeli jest uprzejmy i wysłucha, ale tak naprawdę nic go to nie będzie obchodzić i nic z tego nie zrozumie - mówił w TOK FM Leon Tarasewicz, jedna z ważniejszych postaci na polskiej scenie artystycznej. 

Tarasewicz ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych, na której od 1996 roku prowadzi Gościnną Akademią Malarstwa. 

Artysta ma białoruskie korzenie. Od lat propaguje białoruską kulturę w Polsce. Swoje życie dzieli między rodzinną Białostocczyznę a Warszawę i innymi europejskimi ośrodkami kultury.

Malarz w wywiadzie z Anną Wacławik-Orpik wspominał czasy swojej młodości. - Wszyscy malowaliśmy kolorowo, ale pięknie nam nie było. Trzeba wybierać między "ładnie i byle jak" albo po prostu robić siebie - komentował na antenie TOK FM początki swojej twórczości.

"Najgorsza jest jednorodność" 

Wykładowca ASP pytany, jakie ma oczekiwania od widza oglądającego jego twórczość mówił: Dla mnie obrazy to zdania zapisane w życiu. Wymiana intelektu pomiędzy mną a widzem jest czymś obowiązkowym. Wszystko jednak zależy od drugiej strony - to jaki przekaz buduje się między nami. Pochodząc ze środowiska wiejskiego nauczyłem się niczego nie oczekiwać, a wręcz przeciwnie: skrzętnie staram się ukrywać i wszystkiego na zewnątrz nie definiować. W konserwatywnym społeczeństwie wiejskim czy środowisku akademickim wypowiadanie prawdy jest ryzykowne - mówił Prof. Tarasewicz, podkreślając, że "wypowiadanie prawdy za pomocą sztuki oznacza, że chcesz zmieniać komuś jego status quo". 

W żadnej innej stolicy w Europie nie rosłyby w centrum krzaczory

Prof. Tarasewicz z dużym dystansem wypowiadał się na temat kondycji intelektualnej swojego kraju. - Ze spokojem patrzę, jak na Boże Ciało idzie procesja przez centrum Warszawy. Zupełnie jak na wsi. Patrzę na to z spokojem, bo widzę, jaka to jest cywilizacja, widzę jak obok w Wiśle rosną jakieś krzaczory. Nie ma takiej stolicy w Europie gdzie, by takie krzaczory rosły. Ale z tego można zrobić nasz atut. Zachwyca mnie fakt, że jesteśmy coraz bardziej zanurzeni w kręgu cywilizacji racjonalistycznej, zachodniej, że mamy identyczną informację na drogach, jak w innych krajach z coraz rzadszymi błędami. To jest powrót do cywilizacji - żartował. 



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM