Rodzice zostawili 6-latki w przedszkolach. "Są miejsca, gdzie nie utworzono pierwszej klasy, bo zabrakło uczniów"

Pierwsze klasy w wielu publicznych szkołach w tym roku będą takie jak w szkołach prywatnych. Bo nieliczne, czyli liczące zaledwie po kilku czy kilkunastu uczniów.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

To efekt zmiany ustawy o systemie oświaty, zgodnie z którym rodzice sześciolatków mieli wybór - czy posłać dziecko do szkoły czy zostawić je w przedszkolu.

Są szkoły, w których nie będzie klas pierwszych

W związku z wprowadzonymi przez PiS zmianami w oświacie, szkoły stanęły przed faktem dokonanym. Od początku wiadomo było, że dzieci w klasach pierwszych będzie mniej, bo duża część sześciolatków - zgodnie z wolą rodziców - pozostanie w przedszkolach. Tak też się stało.

Są nawet placówki, w których w ogóle nie powstała klasa pierwsza, bo po prostu nie było uczniów. Tak jak np. w Szkole Podstawowej nr 40 w Poznaniu. - Zgłosiło się tylko pięciu uczniów z obwodu, a rekrutacja uzupełniająca też nie przyniosła większej liczby zgłoszeń do klasy pierwszej - przekazała nam Hanna Surma, rzecznik prezydenta Poznania.Pierwszej klasy nie utworzono również m.in, w Szkole Podstawowej Nr 31 im. Janusza Korczaka w Białymstoku ze względu brak chętnych uczniów w postępowaniu rekrutacyjnym.

Z kolei w Kielcach o połowę wzrosła liczba kieleckich sześciolatków zapisanych do pierwszych klas. - Przez cały czas mamy sygnały, że kolejne dzieci przenoszone są z zerówki do szkoły - mówią "Gazecie Wyborczej" urzędnicy.

W części szkół - klasy bardzo małe. Np. czterech uczniów

Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do małych klas tylko w wiejskich gminach. W tym roku szkolnym jednak jest inaczej. Również duże samorządy miały dylemat: czy tworzyć małe klasy, czy też dowozić dzieci do klas większych, ale w innej szkole.

Spora część samorządów wybrała pierwsze rozwiązanie. Stąd małe oddziały, nawet w dużych miastach.

W Kaliszu w klasie pierwszej - czterech i pięciu uczniów

Jedne z najmniejszych klas pierwszych powstały w dwóch szkołach w Kaliszu - liczą odpowiednio czterech i pięciu uczniów. Naczelnik kaliskiego Wydziału Edukacji, Mariusz Witczak powiedział TOK FM, że samorząd nie miał wyjścia. - Zależało nam, by dzieci miały blisko do szkoły, tak jak do tej pory. Poza tym, niewykluczone, że liczebność klas jeszcze się zwiększy, bo rodzice zdecydują, że wolą, by dziecko było w takiej małej grupie - mówi Witczak.

Jak podkreśla, władze Kalisza w ogóle nie rozważały dowożenia dzieci do innych szkół. Przyznaje, że klasa kilkuosobowa - dla samorządu - jest droższa w utrzymaniu, bo jest mniejsza subwencja oświatowa na dzieci, ale zdecydowało dobro uczniów.

Sześciolatki w szkole? Jest różnie

Średnio w kraju do szkół poszło ok. 20 procent sześciolatków. Choć te dane różnią się w miastach - w Poznaniu - jest to 25,5 procent, w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie - ponad 30 procent, ale już w Rzeszowie tylko 11,7 procent.

W efekcie zmian w wielu miejscach powstały klasy pierwsze kilkunastoosobowe, czyli takie, jakie są normą w szkołach prywatnych. - W takich klasach o wiele łatwiej i efektywniej się uczy. Dzieci są bardziej zaangażowane, bo nauczyciel ma czas zapytać praktycznie każdego - mówi pani Anna, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej.

Małe klasy, by... nie zwalniać nauczycieli

Samorządy nie kryją, że godziły się na tworzenie małych oddziałów dla pierwszaków ze względu na dzieci (by miały blisko do szkoły), ale też... ze względu na nauczycieli, by nie stracili pracy. - Braliśmy również to pod uwagę - przyznaje Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyrektor Wydziału Oświaty w Lublinie.

W przepisach jest określona maksymalna liczba uczniów w klasie pierwszej - to 25 osób. Jeśli chodzi o minimalną liczbę - mówi się o 11 uczniach, choć przykłady z całej Polski pokazują, że zdarzają się również klasy mniej liczne.



Anna Gmiterek-Zabłocka na Twitterze

DOSTĘP PREMIUM