Wspomnienie Krzysztofa Millera. Lizut: W zasadzie we wszystkim, co robił, był znakomity

- Był niezwykle wrażliwym człowiekiem. Do tego stopnia, że nie dał sobie rady z tą wrażliwością i ogromnym bagażem zła, który widział przez całe swoje życie, także przez swój obiektyw - mówił o Krzysztofie Millerze Mikołaj Lizut w "A teraz na poważnie" w TOK FM.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

- Krzysiek był przede wszystkim strasznie fajnym i wesołym człowiekiem - powiedział Mikołaj Lizut o zmarłym kilka dni temu Krzysztofie Millerze, jednym z najsłynniejszych polskich fotoreporterów. Wraz z gośćmi audycji "A teraz na poważnie", fotografami Agatą Grzybowską i Sławomirem Kamińskim, wspominali nieżyjącego kolegę.

Krzysztof Miller zmarł tragicznie w wieku 54 lat w piątek. Był jednym z najbardziej znanych polskich fotoreporterów wojennych. Uznanie zapewniły mu z Afganistanu, Czeczenii, państw afrykańskich, Gruzji, Bośni, z przewrotu w Rumunii i aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji. Od 1989 r. był związany z "Gazetą Wyborczą". W 2000 r. zaproszono go do jury konkursu World Press Photo. W 2014 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

- Niesamowite było to, że w zasadzie we wszystkim, co robił, był znakomity - mówił Lizut. - Był znakomitym skoczkiem do wody, później zaczął interesować się fotografią, ale także bardzo szybko wsiąknął w środowisko opozycji demokratycznej. Jako uczeń jeszcze liceum był internowany - dodał.

"Potrafił przyłożyć się do tzw. kałuży na dalekim Tarchominie"

Agata Grzybowska nazywała go "przecinakiem". Wspominała sytuację podczas protestu pracowników Kupieckich Domów Towarowych w 2009 r. - Ja się na sekundę odwróciłam, a jego już nie było - mówiła.

Jak zaznaczali goście, był "wszechstronny w swojej fotografii". Poza wojną robił zdjęcia tematom społecznym, w czym też był świetny. - Po powrocie z miesięcznego pobytu w Iraku czy na wojnie w Afganistanie potrafił przyłożyć się do tzw. kałuży na dalekim Tarchominie - wspominał Kamiński. - Czyli do fotofelietonu w "Stołecznej" - wyjaśnił Lizut. - Zawsze był wysmakowany, zawsze miał jakieś treści, zawsze był publicystyką, nie było to banalne zdjęcie - podkreślał Kamiński.

- Nigdy nie stał się człowiekiem cynicznym - zaznaczał Lizut. - Był niezwykle wrażliwym człowiekiem. Do tego stopnia, że nie dał sobie rady z tą wrażliwością i ogromnym bagażem zła, który widział przez całe swoje życie, także przez swój obiektyw - zakończył.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM