"Nie mam nic przeciwko ekshumacjom, ja chcę żeby nie ekshumowano ciała mojej żony. Jak zajdzie potrzeba, pójdę do Strasburga"

Wg Pawła Deresza, po ekshumacji pary prezydenckiej, prokuratorzy będą "w kolejności alfabetycznej" dokonywać otwierania grobów ofiar katastrofy smoleńskiej. Do końca tygodnia chce złożyć do sądu zażalenie na decyzję prokuratury, o ekshumacji zwłok jego żony Jolanty Szymanek-Deresz. Zapowiedział, że nie zamierza - jak Beata Gosiewska - występować o odszkodowanie od państwa.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Paweł Deresz nie zgadza się na ekshumację. Jak zapowiedział, nawet jeśli sąd uzna, że prokuratura ma prawo bez zgody rodzin otwierać groby i badać zwłoki, nie zrezygnuje. - Będę się zwracał do Trybunału Konstytucyjnego. A jeśli trybunał będzie zwlekał, to zwrócę się do Strasburga. Na szczęście dowiedziałem się wczoraj, że ekshumacje będą się odbywały w kolejności alfabetycznej, więc sądzę, że moja żona - z domu Szymanek - będzie jedną z ostatnich ekshumowanych. Będę więc miał co najmniej miesiąc-półtora na reagowanie - mówił w "Poranku Radia TOK FM".

Jak podkreślił, to informacje nieoficjalne, ale "bardzo wiarygodne".

Przypomnijmy, że także rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar nie wyklucza złożenia wniosku do TK, w sprawie ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak zapowiedział w TOK FM, decyzję podejmie w ciągu "najbliższych dni".

Polityczny interes PiS najważniejszy

Paweł Deresz nie chce dopuścić do ekshumacji, bo jak mówi otwieranie grobu dostarczyłoby całej rodzinie cierpień. - Domagam się poszanowania zwłok mojej żony. Nie ma nic przeciwko ekshumacjom, ja chcę żeby nie ekshumowano ciała mojej żony. Jeśli jakieś rodziny mają wątpliwości i zgadzają się z decyzją o ekshumacjach, to proszę bardzo. Ale ja się nie zgadzam.

Gość "Poranka Radia TOK FM", uważa, że głównym celem ekshumacji nie jest wcale wyjaśnienie, czy w Moskwie doszło do zamiany ciał w trumnach.

- Moim zdaniem odbywa się to w politycznym interesie PiS, panów Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Uważam, że wszystko będzie dotyczyło poszukiwań śladów prochu, materiałów wybuchowych - potwierdzeniu tej absurdalnej tezy, że był zamach, spisek między prezydentem Putinem i premierem Tuskiem.

Jak podkreślił Paweł Deresz, on jest pewny, że śladów trotylu nie było.

"Pazerność", "niegodziwość"

Mąż Jolanty Szymanek-Deresz nie zamierza ubiegać się o odszkodowanie za śmierć żony. O postępowaniu Beaty Gosiewskiej, która ma domagać się pięciu milionów złotych, mówi: "to niezwykła pazerność".

- Przecież rodziny otrzymały odszkodowania - po 250 tys. złotych. Występowanie więc dziś o horrendalne kwoty rzędu 5 mln to jest niegodziwość. O ile wiem, pani Beata Gosiewska jest młoda kobietą, zarabia rocznie w Parlamencie Europejskim 400 tys. zł, może jeszcze pracować 15-20 lat - wyliczał.

Jego zdaniem, domaganie się milionowych odszkodowań nie będzie się podobało opinii społecznej.



DOSTĘP PREMIUM