"Obrona Terytorialna powoli staje się karykaturą" - Siemoniak o "armii Macierewicza"

- Wojsko się z tego śmieje. Nie jest przypadkiem, że szef sztabu generalnego jest w stanie dymisji. Nikt z wojskowych porządnie wyszkolonych nie będzie w stanie takiej amatorszczyzny zaakceptować - tak o obronie terytorialnej mówił w TOK FM Tomasz Siemoniak.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Wg Tomasza Siemoniaka to sam PiS dostarcza pożywienia dla spekulacji, na temat wykorzystania obrony terytorialnej do rozprawy z politycznymi przeciwnikami.

- W debacie sejmowej była poprawka zgłoszona przez PSL, dotycząca zakazu wykorzystywania obrony terytorialnej do spraw wewnętrznych. I PiS się do tej poprawki nie przychylił. Na miejscu PiS, Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza zdecydowaniem bym przeciął te spekulacje. Bo to moment, kiedy zaczyna robić się groźnie - mówił w "Poranku Radia TOK FM".

- Ale chyba chodzi o to, by nie przecinać tych spekulacji - dodał Jacek Żakowski.

"Propagandowy wektor"

Siemoniak nazywa obronę terytorialną "armią Macierewicza". Były minister obrony ma nadzieję, że wielu zaangażowanych w działalność organizacji paramilitarnych, Antoni Macierewicz odstraszy od zgłoszenia się do nowej formacji.

- Z obrony terytorialnej robi się karykaturę. Macierewicz do swojego działania dodaje bardzo silny wektor propagandowy. I tak jest także w tym przypadku. Wojsko się z tego śmieje, nie jest przypadkiem, że szef sztabu generalnego jest w stanie dymisji. Bo nikt z porządnie wyszkolonych wojskowych, przygotowanych na amerykańskich uczelniach, żyjących w kulturze natowskiej nie będzie w stanie takiej amatorszczyzny zaakceptować.

Chętni się znajdą?

- Ale są tacy, którzy tylko czekają, żeby się zapisywać do takiej endeckiej, nacjonalistycznej, ksenofobicznej armii, by zrobić porządek z "czarnymi" - ocenił Jacek Żakowski, dopytując co należałoby zrobić w przyszłości z obroną terytorialną.

- Ta armia Macierewicza pochłonie miliardy, które można byłoby przeznaczyć na modernizacje wojska, podwyżki dla żołnierzy zawodowych. To kosztowne 50 tys. bardzo źle wyszkolonych żołnierzy. Ktokolwiek będzie ministrem po PiS, po Macierewiczu stanie przed dylematem, w jaki sposób ten segment wojska włączyć w cały system, by nie zmarnować pieniędzy które na to pójdą - mówił Siemoniak.

Były szef MON, "zlikwidowanie tej karykatury nie będzie jakoś specjalnie trudne". Gdyby Tomasz Siemoniak został ponownie ministrem obrony, chciałby żeby najlepszych z obrony terytorialnej trafili do armii zawodowej, a "z reszty budować rezerwy".



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM