Studenci protestują przeciwko "dobrej zmianie". Tłumnie tylko w stolicy

Kilkadziesiąt osób protestuje we Wrocławiu. Więcej manifestantów zebrało się w Warszawie. Protest Studentów odbywa się w kilkunastu miastach. Na min. Jarosławie Gowinie akcja studentów nie robi wrażenia. "W Polsce jest ponad 400 uczelni, ani jeden samorząd studencki nie poparł tego protestu" - podkreśla minister szkolnictwa wyższego i ocenia, że protest to dzieło KOD i partii Razem.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Studencki protest nie jest masowy. Jak relacjonuje z Wrocławia reporterka Radia TOK FM, zaledwie kilkadziesiąt osób zgromadziło się przed jednym z akademików.

Organizatorzy akcji zapewniają, że za protestem nie stoi żadna partia polityczna. Podkreślają, że chcą żyć w państwie, w którym przestrzega się konstytucji, placówki badawcze i instytucji kultury są niezależne, w którym zagwarantowana jest wolność zgromadzeń, wszystkie osoby są równe wobec prawa, w którym ofiary przemocy są realnie chronione, media są niezależne od władzy, a Ministerstwo Środowiska dąży do ochrony, a nie niszczenia polskiej przyrody. Manifestacje mają się odbyć w 11 miastach w Polsce oraz w Brukseli.

Minister szkolnictwa wyższego bagatelizuje studencki protest. I podkreśla, "lewicowość" postulatów. "W Polsce jest ponad 400 uczelni, ani jeden samorząd studencki nie poparł tego protestu" - mówił Jarosław Gowin w TVP.

"Studentów ciężko wyciągnąć na manifestacje"

- Zobaczymy, czy protest będzie liczny. Nie jest to temat wzmożonych rozmów i dyskusji na uczelni. Część organizacji studenckich poparła protest, część nie. A studentów to w ogóle ciężko wyciągnąć na manifestacje - komentował w TOK FM dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem prof. Sławomira Sowińskiego, akcja pokazuje, jak bardzo w ciągu ostatnich lat zmienili się polscy studenci. - 10-15 lat temu

większość studentów myślała o studiach bardzo pragmatycznie, jako o okazji do zdobycia dobrego stażu i pracy. Wtedy tzw. idealiści myślący w kategoriach dobra wspólnego, państwa byli w mniejszości. To się zmieniło. Coraz więcej jest osób, które traktują studia jako czas na edukację obywatelską, zaangażowanie. To trochę tak jak my myśleliśmy, na początku lat 90., kiedy powstawała wolna Polska - ocenił politolog z warszawskiego UKSW.



DOSTĘP PREMIUM