Wojsko licytuje dla WOŚP: rejs okrętem podwodnym tylko dla "prawdziwych Polaków"

Po interwencji TOK FM Ministerstwo Obrony Narodowej zobowiązało się wycofać z wojskowych aukcji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zapis o konieczności posiadania narodowości polskiej. Ten warunek trzeba było spełnić, by na przykład popłynąć w rejs okrętem podwodnym.
- Po przeanalizowaniu sytuacji i zasięgnięciu opinii kierownictwa służb, zostało zmienione kryterium narodowościowe jako nieistotne w całej sprawie - poinformował płk Wiesław Grzegorzewski dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego Ministerstwa Obrony Narodowej. - Zapis ten zniknie ze wszystkich aukcji wojskowych na rzecz Orkiestry.

 "To relikt przeszłości"

Teraz wojskowi tłumaczą, skąd wzięli takie wymogi. - Chodziło o to, aby ten, który wygra miał stuprocentową pewność, że taki rejs odbędzie - mówi dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Andrzej Karweta.

Tyle, że takiej pewności i tak nie ma, bo po prześwietleniu przez odpowiednie służby, co wojsko na pewno uczyni, może okazać się, że jest to osoba niepożądana i wtedy na pokład okrętu nie wejdzie. Dlaczego więc wymagano "narodowości polskiej"? Minister obrony odpowiada ogólnikami.

 - Zasadniczą sprawą są dla nas kwestie bezpieczeństwa - mówi Bogdan Klich. - Obecność na pokładzie naszego okrętu podwodnego wymaga szczególnej ostrożności - dodaje.

 Ministerstwo Obrony wycofuje się z tego skandalicznego pomysłu chcąc wyłącznie chronić swój wizerunek, gdyż to jedynie od woli i chęci wojskowych zależy, kogo wpuszczą na teren jednostki. - Państwo ma prawo nakładać różne ograniczenia dla ochrony bezpieczeństwa i swoich interesów - mówi adwokat Roman Nowosielski. - Musi być pełna kontrola nad tymi, którzy wchodzą na teren obiektów wojskowych. Jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe.

Nie rozumieją tego antropolodzy. Ich zdaniem kryteria narodowościowe to relikt przeszłości, a tego typu ograniczenia mogłyby dotyczyć nawet miliona Polaków.

 "Losy Polaków były skomplikowane"

 - Ciekawe, w jaki sposób by to zbadano, przecież w dowodzie tożsamości nie ma tego typu zapisów - zastanawia się prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński. Opowiada, że nawet gdyby doszło do pytania o narodowość, to losy Polaków były niezwykle skomplikowane. Opisuje przypadek, gdzie dziadek był Ślązakiem, babcia Ukrainką, druga babcia Polką, a jej mąż Rosjaninem.

 - Co wtedy zrobiłby ten wojskowy? Nie wpuściłby na teren jednostki? - pyta profesor. - Takie sprawy, to bardzo skomplikowana materia i chyba lepiej byłoby, gdyby przy takich okazjach jak Wielka Orkiestra przy tym nie majstrowano.

DOSTĘP PREMIUM