Jak żyć spłacając co miesiąc 10 tys. zł? Nawet 300 tys. Polaków w spirali zadłużenia

Reklamy banków i instytucji kredytowych kuszą, ale dla wielu wiara w ich pomoc kończy się dużymi kłopotami. - Dostałem list od człowieka, który miał 20 kredytów. Należności wyniosły 9 800 zł, a dochody jego i żony to 2 800 zł - opowiada w TOK FM dziennikarz Tadeusz Mosz. W skrajnych przypadkach może dojść do tragedii. - On nie mógł znieść wstydu z powodu tego, że zawiódł - tak Jacek Santorski komentuje sytuację przedsiębiorcy, który popełnił samobójstwo z powodu długów.
"Gazeta Wyborcza" opisała historię przedsiębiorcy - pana Macieja, który myślał, że łatwo dostępne kredyty gotówkowe rozwiążą jego problemy finansowe. Dzięki pożyczanym pieniądzom regulował zaległości wobec ZUS, kupił samochód, który spłacał z kolejnych pożyczek. Jego zadłużenie wyniosło około 350 tys. zł, miesięczne raty osiągnęły 10 tys. zł. Mężczyzna popełnił samobójstwo.

- Nie potrafił przyznać, że zawiódł, choć byli dobrym małżeństwem i przyjaciółmi - mówi w Popołudniu Radia TOK FM Joanna Blewąska, autorka reportażu. Jak dodaje, przedsiebiorca zbyt późno zorientował się, że nie panuje nad sytuacją, a na wszystko nałożył się kryzys ekonomiczny.



Według psychologa Jacka Santorskiego, osobowość mężczyzny był ukształtowana prawidłowo, a decydującym czynnikiem przy podjęciu tragicznej decyzji była ambicja i świadomość ról, jakie pełnił: męża, przedsiębiorcy. - On nie mógł znieść wstydu z powodu tego, że zawiódł - mówił w Popołudniu Radia TOK FM psycholog Jacek Santorski.



- Z tego tekstu nie wynika, że złe banki ponoszą całą winę. Ale chcieliśmy pokazać, że trochę błędów w swojej działalności popełniają. W niektórych przypadkach zbyt łatwo dawały szybkie kredyty gotówkowe. Nie badano zdolności kredytowej klientów. Banki musiały wiedzieć, że pakują się w interes, z którego mogą być tylko kłopoty - komentował historię przedsiębiorcy na antenie TOK FM Konrad Niklewicz z "Gazety Wyborczej".

20 kredytów. 9 800 zł comiesięcznych rat

Tadeusz Mosz, gospodarz programu "EKG" pamięta list od zadłużonego emeryta. Mężczyzna wziął 20 kredytów. - Był świadomy, jaki kredyt bierze. Należności wobec banków wyniosły 9 800 zł, a dochody jego i żony - 2 800 - mówił Mosz. Według dziennikarza winą nie można obciążać tylko banków, które zbyt łatwo udzielają kredytów. - Bywa tak, że klienci w sposób świadomy wykorzystują sytuację i biorą kredyt, na który ich nie stać - podkreśla.

Autorka reportażu także zgadza się z tym, że banki nie ponoszą winy za wpadanie klientów w spiralę zadłużenia. Podkreśla jednak, że mogą wywierać presję zachęcając do brania kredytów i niedostatecznie sprawdzając kandydatów na kredytobiorców. Przytacza przykłady - nie tylko pana Macieja.



Kłopoty z nadmiernym zadłużeniem może mieć nawet około 300 tys. Polaków . Ale - jak podkreślają eksperci - najgorsze dopiero przed nami. Poziom zadłużenia Polaków w porównaniu z innymi krajami UE nie jest wysoki - im będzie wyższy, tym w więcej osób może mieć problemy ze spłatą zadłużenia.

"Nie pilnujemy swoich finansów"

Adam Niewiński, prezes firmy Xelion Doradcy Finansowi nie ma najlepszego zdania o tym, jak Polacy planują swoje finanse. - Nie zastanawiamy się nad każdym wydatkiem, nie pilnujemy swoich finansów. Nie zbieramy potwierdzeń z kart kredytowych, a w innych krajach to standard - wyliczał w "EKG". Dlatego, jak podkreśla, trzeba postawić na edukację. - To jest nasza wspólna odpowiedzialność - stwierdził.

Według Niewińskiego nie można zapomnieć, że nie wszystkie banki łatwo udzielają kredytów. - Mówimy o paru bankach, paru instytucjach kredytowych, które przesadziły z akcją kredytową. O kilku bankach, które bardzo agresywnie chciały wejść na rynek. W tych największych, solidnych bankach nigdy nie było takiej praktyki - zapewniał w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM