"Damy się pozabijać, a nie odejdziemy od krzyża". "Obrońcy" sprzed Pałacu zapowiadają walkę

- My, którzy tu jesteśmy pod krzyżem, prędzej damy się porozrywać, pozabijać, a będziemy bronić pamięci tych, którzy w dramatyczny sposób odeszli - to reakcja grupy "obrońców krzyża" sprzed Pałacu Prezydenckiego na decyzję władz, Kościoła i harcerzy o przeniesieniu krzyża spod Pałacu do kościoła św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu. Nie akceptują oni zawartego przez wszystkie zainteresowane strony porozumienia.


Wczoraj wieczorem podpisano porozumienie między Kancelarią Prezydenta, kurią metropolitalną, harcerzami i Kościołem Akademickim Św. Anny w Warszawie. Bardzo cieszymy się, że krzyż sprzed Pałacu znajdzie miejsce w naszym kościele - poinformował dziś w TVP ks. Jacek Siekierski, rektor kościoła św. Anny. Decyzję potwierdził też m.in. szef Kancelarii Jacek Michałowski i Jarosław Bochniarz z Rady Naczelnej ZHR, którego harcerze niedługo po katastrofie ustawili krzyż pod Pałacem.

Ks. Siekierski dodał, że on i środowisko akademickie cieszą się z tej decyzji, a także - że krzyż spod Pałacu poprowadzi tegoroczną pielgrzymkę akademicką na Jasną Górę.



Grupa osób, które codziennie "pilnują" krzyża pod Pałacem i nie zgadzają się na jego przeniesienie, zapowiada sprzeciw.

Niektórzy z obecnych dziś pod Pałacem zareagowali histerycznie zapowiadając, że "oddadzą życie" za krzyż, dadzą się za niego "pozabijać", a także "porozrywać". - Przerwano im prezydenturę, przerwano życie i również chce się przerwać naszą pamięć - stwierdziła w rozmowie z TOK FM jedna z pań obecnych dziś pod krzyżem.



"Oddam życie za ten krzyż"

- Jestem tego samego zdania. Tu powinno być miejsce pamięci. Jeśli będzie trzeba, położymy się na tym krzyżu - dodał mężczyzna, który jednak odmówił reporterowi podania swego nazwiska. Stwierdził, że decyzja wszystkich zainteresowanych stron jest zła, bo "poległym" należy się miejsce pamięci. - Oddam życie za ten krzyż. Nie tylko ja, ale my wszyscy - zapowiedział.

Sytuację próbuje uspokoić szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski. - Zaproponowałbym im wspólną modlitwę. Wiara czyni cuda. Mam nadzieję, że nie - odpowiedział na pytanie, czy nie boi się dantejskich scen przed Pałacem.

Decyzji bronią harcerze też, którzy postawili krzyż pod Pałacem:



Dzisiejszą decyzję popierają politycy PO, PSL i SLD.



Krzyż przed Pałacem Prezydenckim od ok. dwóch tygodni - od kiedy właściciel terenu, Kancelaria Prezydenta, zapowiedział zamiar jego przeniesienia z siedziby urzędu (która nie jest miejscem kultu) do świątyni - jest przedmiotem wojny. Ustawili go harcerze i harcerki z różnych związków ruchu skautowego, skupieni w ruchu "Inicjatywa Polsce i bliźnim". Tekst na przybitej do krzyża tabliczce głosi: "Ten krzyż to apel harcerzy i harcerek do władz i społeczeństwa o zbudowanie tutaj pomnika".

Szef Komitetu Katyńskiego stawia "warunek"

Pomnika pod Pałacem - siedzibą prezydenta, a nie prywatnym domem zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego - żądają teraz właśnie tzw. obrońcy krzyża, którzy codziennie zbierają się pod Pałacem.

Z kolei szef Komitet Katyńskiego, który wczoraj zorganizował pod krzyżem warty honorowe, dziś stawia właścicielom terenu "warunki", które muszą spełnić, by zgodził się na usunięcie krzyża. Żąda tablicy z nazwiskami wszystkich 96 ofiar katastrofy. - Warunkiem przeniesienia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego musi być godne upamiętnienie w tym miejscu wszystkich ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem - tak Andrzej Melak - brat współzałożyciela i prezesa Komitetu Stefana Melaka, który zginął 10 kwietnia - skomentował ogłoszoną dziś decyzję.

Krzyż sprzed Pałacu będzie przeniesiony do kościoła Św. Anny. To dobra decyzja?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM