Będzie przynajmniej "kilka miesięcy" czekania na efekty pracy prokuratorów ws. katastrofy smoleńskiej

Jesteśmy skazani na przecieki i szum wokół sprawy katastrofy smoleńskiej. - Jeśli dzwoni codziennie ok.100 dziennikarzy, to trudno żeby tego szumu nie było - przyznał rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego. Obiecał że za "kilka miesięcy" poznamy pierwsze ustalenia ze śledztwa. Na razie śledczy sprawdzają cztery hipotezy przyczyn wypadku i czekają na dokumenty z Rosji.
Prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej potwierdziła, że w ciele prezydenta Kaczyńskiego nie stwierdzono śladów alkoholu. Wcześniej nieoficjalne informacje na ten temat ujawniła "Rzeczpospolita". - Kiedy ta informacja była nieoficjalna, mogła być celem dywagacji. Chcieliśmy to przeciąć - mówił w Poranku Radia TOK FM rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora Wojskowego, płk Zbigniew Rzepa.



We krwi prezydenta nie było śladów alkoholu: czytaj więcej

Według gościa Poranka Radia TOK FM nie możemy oczekiwać, że prokuratura na bieżąco będzie relacjonować postępy śledztwa. - Niestety śledztwo ze swojej natury jest niejawne, jest więc ten konflikt interesów z opinią publiczna. Ale my codziennie udzielamy informacji, ogłaszamy komunikaty - mówił płk Rzepa. Podkreślił, że przecieki i szum informacyjny na temat śledztwa to nie jest wina prokuratorów. - Jeśli dzwoni codziennie ok. 100 dziennikarzy to trudno, żeby tego szumu nie było ze strony mediów - ocenił.

Kiedy poznamy pierwsze efekty pracy śledczych? - W prokuraturze nie ma nikogo, kto chciałby się pokusić o odpowiedź na to pytanie - przyznał płk Rzepa. Przypomniał, że zwykle śledztwa w sprawie katastrof lotniczych trwa kilka lat. Dodał, że za "kilka miesięcy" powinniśmy jednak poznać pierwsze efekty pracy prokuratorów. - Nie chciałbym żeby uznano, że na pewno to będzie za 2-3 miesiące. Na pewno poinformujemy opinię publiczna o wynikach, żeby dowiedziała się o pewnych kwestiach - podkreślił rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego.

W październiku poznamy cały zapis z czarnych skrzynek. Przeczytaj



Cztery hipotezy i czekanie na dokumenty z Rosji

Polscy śledczy weryfikują cztery wersje. Przyjęte w śledztwie hipotezy zakładają, że do katastrofy prezydenckiego tupolewa mogło dojść na skutek awarii samolotu, działań ludzkich, działań osób trzecich (zamach) oraz z przyczyn organizacji lotu.



Żadnej z wersji - jak podkreślał płk Rzepa - nie można wykluczyć. Nawet tej o zamach terrorystycznym. - Z uzyskanych przez prokuraturę informacji wynika, że nie były użyte żadne konwencjonalne środki pirotechniczne, wybuchowe. Nie znaleziono śladów takich środków w szczątkach samolotów - powiedział rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego.

Mec. Rogalski: byłbym ostrożny w kwestii wykluczenia zamachu konwencjonalnego

Prokuratorzy czekają na kolejne dokumenty z Rosji. Jak mówił w Poranku Radia TOK FM płk Zbigniew Rzepa do tej pory dotarło do Polski ok. 1/3 protokołów z zeznań świadków. Rzecznik stwierdził, że nie można zarzucić Rosjanom, że nie chcą przekazywać do Polski potrzebnych materiałów. W podobnych śledztwach oczekiwanie na dokumenty trwa zwykle od 6 miesięcy do 3 lat. Od katastrofy w Smoleńsku minęły ponad trzy miesiące.

Na jakie dokumenty czekają polscy śledczy? - Czekamy na wyniki sekcji zwłok. oczekujemy na przesłanie dokumentów i różnego rodzaju aktów prawnych, które regulowały kwestię ruchu lotniczego w czasie, kiedy wydarzyła się katastrofa. Czekamy też na kolejne protokoły zeznań świadków. Chodzi nam o naocznych świadków, oni zostali zawnioskowani do przesłuchania - powiedział rzecznik Naczelnego Prokuratora Wojskowego.

DOSTĘP PREMIUM