"Niechętni lekarze", "nieświadome społeczeństwo". Dlaczego w Polsce przeprowadza się tak mało przeszczepów?

Problem tkwi w koordynacji i podejściu lekarzy - tak Urszula Jaworska, szefowa fundacji prowadzącej rejestr dawców szpiku ocenia spadek liczby przeszczepów w Polsce i coraz większy problem ze znajdowaniem dawców. Zdaniem Elżbiety Mazur, prezes stowarzyszenia osób dializowanych, największy problem to niechęć Polaków do oddawania narządów.
Liczba transplantacji w Polsce spada od 2006 roku. "W 2007 nastąpiła katastrofa - po aresztowaniu przez CBA zaangażowanego w program transplantacji kardiochirurga Mirosława G. (...) Zanim jednak do tego doszło, mieliśmy zapaść w przeszczepach. W 2007 r. było ich tylko w całym kraju 922 (rok wcześniej - 1218)" - pisała na początku roku "Gazeta Wyborcza". - W 2008 r. wydawało się, że już odbiliśmy się od dna i teraz będzie z roku na rok lepiej, ale tak się nie stało. Akurat przeszczepów serca w 2009 r. było 71, czyli o dziesięć więcej niż rok wcześniej, ale kiedyś wykonywaliśmy ich niemal dwa razy tyle i tak powinno być i teraz - mówił "Gazecie" prof. Zembala, szef Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Co jakiś czas o problemie mówią w mediach specjaliści - sprawa wróciła m.in. w ostatnim tygodniu po nagłośnieniu sprawy chłopca, który zatruł się muchomorem i pilnie potrzebował przeszczepienia wątroby. Wczoraj - po szybkim znalezieniu dawcy - udało się przeprowadzić zabieg. Dawcy dla chorego na białaczkę Adama Darskiego, lidera zespołu Behemoth szuka Doda. Dzięki sławie obojga artystów i aktywności Rabczewskiej o chorobie Darskiego w mediach jest głośno.

O wiele trudniejsze jest jednak znalezienie dawcy dla chorych, za którymi nie stoją media. Urszula Jaworska, szefowa fundacji swojego imienia, opisała dziś w TOK FM jeden z takich przypadków.



Jej zdaniem, Polska plasuje się w statystykach dotyczących liczby przeszczepów daleko za innymi krajami UE nie przez niechęć dawców, ale przez postawę środowiska lekarskiego, m.in. niechęć lekarzy do koordynatorów przeszczepów. - Koordynatorzy też nie są zbyt mile w szpitalach widziani. Są traktowani tak, jakby niezbyt dobrze pełnili swoją misję i nie są miło przyjmowani w środowisku lekarskim - ocenia Jaworska podkreślając, że wiedzę zdobywa bezpośrednio od samych koordynatorów i rodzin chorych.

Jej zdaniem, by zwiększyć liczbę Polaków ratowanych dzięki przeszczepom, potrzeba czasu, regulacji i kształcenia lekarzy, np. do tego, by więcej pracowali z dawcami. - Wysiłek jednej strony - organizacji pozarządowych czy rodzin - nie wystarczy. Musi być jeszcze druga strona, która to wszystko skoordynuje i przeprowadzi - podkreśla.

- Uważam, że problem jest ogromny, choć na pewno już jest lepiej - wtóruje jej Elżbieta Mazur, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Dializowanych.

Mazur mówiła w TOK FM głównie o przeszczepach nerek, którymi się zajmuje. Jak podkreśliła, mimo że choroby nerek dotyczą już 10 proc. społeczeństwa, za mało mówi się o przeszczepach jako o najlepszej formie leczenia. - W krajach nordyckich bardzo pomagają przeczepienia rodzinne. Stanowią 40 proc. przeszczepień nerek. (...) A w naszym kraju to tylko 1,5-5 proc. i dotyczy to głównie małych dzieci, którym nerki oddają rodzice - mówiła.

Jak podkreśliła, największy problem w przeprowadzeniu takich przeszczepów to zgodność grupy krwi dawcy i biorcy, dlatego w każdej rodzinie powinien znaleźć się dawca dla chorego krewnego. A większość dawców to ludzie na tyle młodzi i zdrowi, że żyją ponad średnią długość życia - podkreśla. - W naszej świadomości nie ma tego, że można komuś darować drugie życie i to jest przerażające - ocenia Mazur.

DOSTĘP PREMIUM