"Bzdura", "REM nie rozumie, o czym mówi". Dziennikarze w TOK FM o krytyce ze strony Rady

- To bzdurna odezwa ludzi, którzy w tym sezonie ogórkowym nie mieli co robić - tak red. naczelny "Press" Andrzej Skworz w TOK FM ocenił oświadczenie REM krytykujące redakcje za "epatowanie nieistotnymi relacjami" spod Pałacu Prezydenckiego. Jak ocenił, reporterom można wiele zarzucić, ale twierdzenie, że powinni "łagodzić emocje" zamiast relacjonować świadczy o niezrozumieniu ich roli. Zgodzili się z tym szefowie Polsat News i "Tygodnika Powszechnego".
Rada Etyki Mediów skrytykowała relacje mediów z wydarzeń ostatnich tygodni przed Pałacem Prezydenckim. Rada w specjalnym oświadczeniu stwierdziła, że wiele z nich "zawiodło, epatując odbiorców powtarzanymi po wielekroć nieistotnymi relacjami z gorszących zdarzeń". Rada podkreśłiła, że media powinny "łagodzić emocje", a nie - "epatować (...) nieistotnymi relacjami z gorszących zdarzeń pod Pałacem Prezydenckim".

Tuż po wydaniu oświadczenia skrytykował je w rozmowie z TOK FM medioznawca prof. Wiesław Godzic, stwierdzając, że jest "misiouszatkowe". Redaktor naczelny "Press" wypowiedział się w TOK FM znacznie ostrzej. - To kolejne, bzdurne, źle napisane oświadczenie Rady, która powstała w 1995 roku, trwa siłą inercji, wybiera samą siebie i nie reprezentuje nikogo. O takim piśmie jak dzisiejsze nie powinno się rozmawiać nawet w gazetkach szkolnych - ocenił Andrzej Skworz.

Zarzucił Radzie, że jej oświadczenia są formułowane niejasno. Przytoczył inne pismo REM opublikowane tuż po katastrofie smoleńskiej. - Listy Episkopatu formułowane są bardziej konkretnie - ocenił.



Skworz nie zgodził się ze sugestią Rady, że zadaniem mediów w demokratycznym państwie jest łagodzenie sporów: - Byłoby źle, gdyby gorszyli dziennikarze. Moim zdaniem na pewno nie oni gorszyli przed Pałacem. A pokazywanie tych sporów było naszym obowiązkiem. (...) To nie my jesteśmy politykami, nie możemy ich zastępować. REM pomyliły się funkcje: dziennikarze mają opisywać świat, nie - zmieniać go. (...) Wydaje mi się, że jestem w normalnym kraju, w którym demokracja działa, media piszą, co widzą, a rady mogą to oceniać i im doradzać. Ale na szczęście nie muszą być słuchane.

Jak ocenił, warto rozmawiać o błędach warsztatowych - o tym, czy media dobrze ukazały wydarzenia i ludzi koczujących pod Pałacem, czy nie ograniczały się tylko do powielania stereotypów. - Tu polegliśmy jako dziennikarze i reporterzy. Oddawanie głosu tym ludziom - jak w przypadku polityków - raczej wzbudzało irytację. (...) Nawet jedna z najlepszych polskich dziennikarek Edyta Gietka poległa na tym temacie - ocenił odnosząc się do artykułu "Polityki" o jednej z liderek "obrońców krzyża" pani Joannie. Według Skworza, spisując wypowiedzi "obrońców" reporterzy dają im tylko możliwość opowiadania o ich odmienności i poszerzają przez to przepaść między nimi a resztą świata.

- Dla mnie to nie są Solidarni 2010. To są Pacjenci 2010. Potrzebują pomocy. (...) A ja nie widzę, by redakcje próbowały pokazać, czym to miejsce jest dla tych ludzi. Podtykamy im mikrofon, ale po to, by pokazać ich biedę i to, że to jest inny - jak mówił Kapuściński. Że my myślimy inaczej, nie mamy takich problemów - ocenił.



Według Skworza, media zaniedbały pokazywanie tego, co naprawdę działo się pod Pałacem już w momencie, gdy tłumy przychodziły żegnać parę prezydencką. Według niego, najpierw rzeczywiście było to spontaniczne pożegnanie, później z całej Polski zaczęli ściągać ludzie po to, by manifestować swoje poglądy, w tym polityczne.

Skworz: 8 razy rzadziej rozmawialiśmy o ważniejszych sprawach

Inny zarzut, jaki postawił redakcjom szef "Press", to skoncentrowanie się w serwisach na temacie krzyża, a pominięcie innych istotnych lub nawet istotniejszych tematów.

Przyznał, że - jego zdaniem - w przekazach medialnych krzyża było za dużo. Przytoczył wyniki badań zrealizowanych dla "Press" i dotyczących obecności w mediach różnych tematów. Od 15 do 31 lipca na temat krzyża powstało 1600 materiałów - był to, według naczelnego "Press", najczęściej poruszany temat w mediach. Na drugim miejscu był Palikot (597 materiałów), na trzecim - autostrady (447).

- Osiem razy rzadziej rozmawialiśmy o tym, co nas wszystkich dotyczy i co jest podstawą rozwoju. Ale gdyby REM chciała pisać o tym, to by potrafiła. A nie ma o tym ani słowa - podkreślił Skworz.



Ks. Boniecki: Nie do mediów należy rozwiązywanie takich konfliktów

Z tym, że temat krzyża przysłonił ważniejsze tematy zgodził się redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" ks. Adam Boniecki. Szczególnie skrytykował pod tym względem telewizje. - Ten okres ogórkowy sprawił, że zmarginalizowane zostały sprawy ważne - choć powodziom też poświęcono dużo czasu - i ten obraz został wypaczony - mówił w TOK FM odnosząc się głównie do materiałów telewizyjnych. - Jeśli chodzi o media pisane więcej było miejsca na refleksję, większy wybór. Ale wszyscy chcieli o tym mówić - podkreślił.



- Skromnie powiem o medium, za które odpowiadam. Bardzo staraliśmy się, by była to informacja jak najbardziej rzeczowa i refleksja co z tego wynika. Mniej wdawania się w pyskówki - dodał szef "Tygodnika Powszechnego".

Według ks. Bonieckiego błędem mediów jest też stworzenie - zwłaszcza w relacjach z Akcji Krzyż - "fałszywego obrazu", że Kościół utracił autorytet. - Trudno było tego nie pokazywać, ale z tego zrobiono jakiś akt anarchii wiernych przeciw hierarchii. Bez przesady. Były gorsze anarchie. (...) Można z tego zrobić symbol, ale samo to wydarzenie zostało trochę podrasowane przez tak wielką ekspozycję - mówił Boniecki. Przyznał też, że dyskusja o roli Kościoła w życiu publicznym jest potrzebna, dlatego cały spór wokół krzyża odgrywa też pozytywną rolę pretekstu do takiej debaty.

Redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" - podobnie jak szef "Press" - nie zgodził się również z sugestią REM, iż media powinny włączać się w rozwiązywanie tego rodzaju sporów. - Nie do mediów należy rozwiązywanie takich konfliktów. (...) To, co - myślę - możemy robić jako media, to starać się przesuwać w miarę możności uwagę w kierunku tym, gdzie odchodzi się od pewnego szaleństwa i zaczyna spierać o to, o co się w ogóle można spierać - ocenił.



Chrabota: REM pisze o czymś, czego nie zna

Kolejny komentator, Bogusław Chrabota, redaktor naczelny Polsat News uważa, że kluczem do oceny relacji spod krzyża jest to, czy wydarzenie było ważne - "czy to były tylko emocje, czy tam się naprawdę coś ważnego działo". Odniósł się nie tylko do mediów tradycyjnych, ale i do internetu, w którym od razu widać reakcje odbiorców na publikowane materiały. - Gdyby zliczyć liczbę komentarzy na forach, pod artykułami, to te proporcje były jeszcze bardziej na korzyść krzyża - mówił w TOK FM.

- Można pytać, dlaczego to jest ważne. Na pewno był to pewien rodzaj nieposłuszeństwa obywatelskiego. Doszło też do rejterady elit. (...) I kolejna, może najważniejsza rzecz: otwarty spór o formułę polskiego katolicyzmu i obecność Kościoła w życiu publicznym. Te obrazy kazały się opowiedzieć po jednej ze stron. (....) To polaryzowało Polaków i było fundamentalnie ważne. A skoro było ważne, należało to pokazywać - mówił Chrabota.



Podobnie jak Skworz Chrabota przyznał, że dziennikarzom relacjonującym wydarzenia spod krzyża można zarzucić błędy warsztatowe. Jednak - według niego - starali się pracować najlepiej, jak potrafili: nie zaniedbywać ani robienia relacji, ani zbierania komentarzy. - Całe pasma wieczorne poświęcone były wyłącznie analizie - mówił odnosząc się do pracy redakcji Polsat News.

Jego zdaniem Rada Etyki źle oceniła sytuację, co wynika z niewiedzy jej członków. - Oni mają obowiązek stawiania pewnych wzorów, ale kompletnie nie czytają współczesności. Nie potrafią też objąć transmisji telewizji informacyjnych. Nie wszystkich reprezentują, nie rozumieją etyki współczesnych mediów. Pisali o czymś, czego nie znają. To największy grzech - ocenił.



Kto ma rację - REM czy nasi komentatorzy? Jak media powinny relacjonować konflikt ws. krzyża? Czekamy na Wasze opinie: kontakt_tokfm@agora.pl

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM