"Nie odpuszczę im". Klienci Selectours wrócili do Łodzi

Na łódzkim Lublinku wylądowali turyści korzystający z usług biura podróży Selectours, które zbankrutowało kilkadziesiąt godzin temu. Część z nich spędziła za granicą jedynie kilka godzin, po czym w pośpiechu musiała się pakować, aby wrócić do Polski. W nocy nikt nie zorganizował im transportu z lotniska. - Pozwę ich do sądu, nie odpuszczę - mówi jeden z turystów.
Ubezpieczyciel uspokaja turystów>>

Wyczarterowany samolot z wystartował z egipskiego Sharm el-Sheikh we wtorek po godzinie 20.00. W Łodzi był trzy godziny później. Na jego pokład załapała się około setka klientów pechowego biura podróży. Nie ukrywali zdenerwowania. - Jeszcze mam na sobie kostium kąpielowy - żali się jedna z turystek. - Miałam 10 minut, żeby się spakować i wejść do autobusu. Inaczej nie wróciłabym do kraju.

Kartka pod drzwi

Turyści dowiadywali się o bankructwie ich biura podróży z kartek wtykanych w drzwi hotelowych pokoi. "Witam Państwa. Proszę czekać na recepcji o godz. 13.30, mamy zbiorka do sharm al sheykh, mamy być tam o godz 16:00 wylot z Sharm do Polski o godz 17:45. Dziękuje" (pisownia oryginalna)

Inni dowiadywali się od rodzin. - O tym, że będą kłopoty poinformowały mnie dzieci - mówi podenerwowana turystka. - Leżałam na plaży, pogoda była cudowna. Wtedy zadzwonili. - Chwilę potem rezydent powiedział, że już nic się nam nie należy i musimy się pakować - dodaje.

Wylądowali w nocy, w Łodzi

Kolejnym problemem, z jakim musieli zmierzyć się zdezorientowani turyści, był transport do domu. Nikt nie planował, że wyląduje w środku nocy w Łodzi. - Musieliśmy prosić zięcia, żeby przyjechał po nas - tłumaczy turysta z Tarnowskich Gór. - Może panowie wiecie jak możemy dojechać stąd do Katowic? - pyta błagalnie kolejna turystka. - Samochód mamy na lotnisku w Katowicach, a mieszkamy we Wrocławiu - dodaje. - Nie przypuszczaliśmy, że zostawią nas tutaj samych sobie, dlatego nie dzwoniliśmy po nikogo.

Numer pod "informacją" biura nie odpowiadał. O godzinie 24, w terminalu nr 2 łódzkiego lotniska około dwudziestu osób próbowało zorganizować sobie transport do domu.

- To miały być wakacje życia, za które słono zapłaciliśmy - żali się następny. - Ledwo co zdążyłem zamoczyć nogi w morzu i musieliśmy się wynosić. - Pozwę ich do sądu, nie odpuszczę.

W momencie ogłoszenia upadłości poza granicami Polski znajdowało się ok. 2 tysięcy klientów biura podróży Selectours.

DOSTĘP PREMIUM