Krzyż przeniesiony. "Nic już nie będzie tak, jak było. Rozpoczęła się dyskusja o świeckim państwie"

Na sprawie krzyża, zdaniem dr Macieja Gdula, najbardziej stracili Kościół i prezydent Komorowski. Socjolog podkreślał, że choć krzyż nie stoi już przed Pałacem Prezydenckim, "nic już nie będzie tak jak było". - Gdyby nie ten krzyż, to nie rozmawialibyśmy o świeckim państwie i o miejscu Kościoła w państwie - mówił w TOK FM.
Dr Gdula, członek zespołu "Krytyki Politycznej", uważa, że zamieszanie związane z krzyżem "osłabiło Kościół i prezydenta". - Stracił Bronisław Komorowski, który zasłaniał się ministrem Michałowskim. Stracił Kościół, bo widać, że nie ma takiego autorytetu, żeby przeforsować przeniesienie krzyża - mówił w TOK FM. Jak dodał, widać, że Kościołowi nie zależało na szybkim rozwiązaniu konfliktu. - Gdyby Kościołowi naprawdę zależało, to 3. sierpnia przysłałby przed Pałac Prezydencki ważniejszego hierarchę, który mocą swego autorytetu starałby się przynajmniej przenieść krzyż. Ale Kościół uważał, że coś na tym wygra. Że,j jeśli krzyż postoi przed Pałacem, to Kościół potwierdzi swoje prawo do stawiania krzyża przed instytucjami publicznymi. Przeliczył się - tłumaczył Gdula.

Jak podkreślał gość audycji "Nisza", mimo że krzyż nie stoi już przed Pałacem Prezydenckim, "to nic nie będzie tak, jak było". Gdyby nie awantura, która rozpętała się wokół postawionego przez harcerzy krzyża, nie toczyłaby się publiczna debata o świeckości państwa. - Nawet jeżeli krzyża nie ma, to otwarta jest kwestia nowego zdefiniowania relacji państwo-Kościół. I od tego się nie ucieknie - stwierdził socjolog.

PiS i oblężona twierdza

Zdaniem psychologa społecznego - dr. Norberta Maliszewskiego - komentując sprawę krzyża nie da się uciec od polityki. Według niego Platforma Obywatelska zyskała na zamieszaniu, bo udało jej się odciągnąć uwagę od naprawdę ważnych tematów, takich jak zły stan finansów publicznych, czy też konflikty w partii.

Za to na pewno na sprawie krzyża nie zyska bardzo bliski PO Bronisław Komorowski. - Prezydent traci podczas tego typu wydarzeń, bo nie jest postrzegany jak prezydent wszystkich Polaków - mówił Maliszewski.

Według gościa TOK FM mówiąc o Prawie i Sprawiedliwości nie można uciec od mówienia o syndromie oblężonej twierdzy. - Ale nie martwiłbym się losem PiS jako partii - martwiłbym się raczej losem elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Jak zamyka się kogoś w oblężonej twierdzy, to będzie coraz bardziej nieufny - stwierdził dr Maliszewski. Jak dodał "nie ma potrzeby modernizacji, zajmowania się rzeczami ważnymi". - Ci ludzie żyją w tej narracji smoleńskiej, co jest bardzo niekorzystnie i obniża kapitał społeczny tej grupy - podsumował.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM