"Albo w Polsce będzie równość albo Radziszewska"

Już w sobotę w trzech miastach odbędą się demonstracje zwolenników jej odwołania. - Nie będziemy współpracować z pełnomocnikiem, który zamiast stać na starzy równości sam dyskryminuje - zapowiada Joanna Piotrowska z fundacji Feminoteka. Według niemieckiej dziennikarki Gabriele Lesser, sprawa Radziszewskiej pokazuje, że Polska "jeszcze bardzo zacofanym" krajem, jeśli chodzi o traktowanie mniejszości seksualne.
"Albo w Polsce będzie równość albo Radziszewska" - to hasło demonstracji, które 2 października odbędą się przed urzędami wojewódzkimi w Gdańsku, Łodzi i Szczecinie.

Po tym jak premier nie zdecydował się na zdymisjonowanie pełnomocnik ds. równego traktowania część organizacji pozarządowych zapowiedziała, że nie będzie współpracować z Radziszewską. - Brak dymisji nie kończy sprawy. Nie będziemy współpracować z pełnomocnikiem, który zamiast stać na starzy równości - sam dyskryminuje - mówiła w TOK FM Joanna Piotrowska z fundacji Feminoteka.

Po środowej rozmowie z premierem min. Radziszewska zapowiedziała, że decyzja Donalda Tuska zobowiązuje ją "do jeszcze bardziej intensywnej pracy na rzecz przeciwdziałania dyskryminacji i walki o równe traktowanie w naszym kraju". - Trochę się obawiam obietnicy pani Radziszewskiej, bo jeśli to ma być taka praca jak dotychczas - dyskryminująca osoby wykluczone i dyskryminowane - to trochę włos jeży mi się na głowie - komentowała Piotrowska.

Po pomoc do Unii

Na demonstracjach akcja w sprawie odwołania Radziszewskiej nie kończy się. - Będziemy się domagać rozmowy z premierem. Będziemy kierować skargi do Komisji Europejskiej i informować o sprawie na forum międzynarodowym - zapowiedziała Joanna Piotrowska.

- Sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Posłowie Parlamentu Europejskiego - z grupy praw osób LGBT - zwróciła się do KE z pytaniem, co zrobi w tej sprawie. A Komisja może wywierać naciski na Polskę - mówiła Agnieszka Grzybek z Zielonych 2004 i Porozumienia Kobiet 8 Marca. Jak dodała problem pełnomocnik rządu ds. równego traktowania jest bardzo ważna także dlatego, że już za niespełna rok Polska obejmie prezydencję w UE. - Jeśli pani Radziszewska zostałaby na swoim stanowisku i miałaby reprezentować politykę równościową na forum unijnym, to byłoby farsowe i bardzo nadwyrężyło prestiż Polski - uważa Grzybek.

Polska zostaje w tyle

Według Gabriele Lesser, korespondentki "Tageszeitung" sprawa min. Radziszewskiej pokazuje, że "pod tym względem (red. traktowania mniejszości seksualnych) ten kraj jest jeszcze bardzo zacofany". - W Niemczech czy ktoś jest homoseksualny, czy heteroseksualny, to nie gra takiej dużej roli - mówiła w programie "Subiektyw" Ewy Wanat.

- Rozumiem, że pani Radziszewska chciała reprezentować pozycję kościoła. Ale jeżeli taka jest jej pozycja, to jako minister ds. równouprawnienia nie jest na dobrym miejscu - uważa dziennikarka. Dodała, że jej zdaniem "Polacy są dużo bardziej otwarci i tolerancyjni niż politycy i kościół". Przypomniała też sprawę prominentnego hierarchy. - Przecież wszyscy wiedzą, że abp Peatz jest gejem i nic się nie dzieje - stwierdziła. Zupełnie inaczej burzę, która wybuchła po kontrowersyjnych wypowiedziach pełnomocnik ds. równego traktowania ocenia rosyjski dziennikarz - Vladimir Kiriyanov. - Według mnie Polska ma prawo mieć swój stosunek do takich ludzi jak geje i lesbijki - to kraj katolicki, ma swoje tradycje. Trudno jest w jednej chwili przewrócić świadomość ludzi - mówił w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM