Seks niepełnosprawnych. Bezradni rodzice i terapeuci

- Myślałam o tym, żeby zoperować syna, aby w ogóle nie miał popędu. Ale nikt takich zabiegów nie przeprowadza, bo to okaleczenie ciała - mówi matka upośledzonego Sławka. W Polsce temat seksualności osób niepełnosprawnych to wciąż tabu. Bezradni są rodzice, opiekunowie i pedagodzy. W całym kraju lekarzy seksuologów jest zalewie ponad stu
Sławek ma 27 lat. Jest upośledzony umysłowo. Potrafi sam zjeść, umyć się, ogolić i ubrać. Czasem, gdy rodzice zwrócą mu uwagę, pozmywa. Lubi się przytulać. Matka zauważyła, że jest inny, gdy miał dziewięć miesięcy. Mało się uśmiechał, nie gaworzył, patrzył w dal. Jedenaście lat później zaczął dojrzewać, a wraz z tym zaczęły dojrzewać problemy.

- Rzucał się na ziemię, nie wiedział, co ma robić, aby rozładować popęd seksualny - opowiada matka Sławka Jadwiga Więcior, wiceprezes łódzkiego Towarzystwa Pomocy Niepełnosprawnym. - Na początku zabawiałam go klockami i zapominał, ale potem już to nie wystarczało - opowiada matka. - Gdy Sławek był młodszy, pani seksuolog chciała mu dać tabletki na obniżenie popędu. Tylko w taki sposób mogła mi pomóc. Myślałam o zoperowaniu syna, aby całkowicie zlikwidować popęd, ale nikt w Polsce takich zabiegów nie przeprowadza, bo to okaleczenie ciała.

Pani Jadwiga musiała radzić sobie sama. - Wymieniałam doświadczenia z innymi rodzicami, zaprzyjaźnionym nauczycielem i pielęgniarką. Szukaliśmy sposobu, aby ulżyć Sławkowi - mówi.

- Syn często bierze jaskrawe ubrania, najczęściej czerwone i w kropki, spogląda wymownie na tatę, widząc w jego oczach aprobatę idzie zaspokoić się do toalety lub swojego pokoju. Robi to samo, co inni, tylko jest upośledzony - tłumaczy mama Sławka. - Nigdy go za to nie biję, a znam i takie przypadki.

Koniec całowania, idziemy malować

Jak mówić o potrzebach seksualnych osób niepełnosprawnych? Jak im pomóc? Często nie wiedzą sami wychowawcy i terapeuci.

- Kiedy ruszyliśmy z warsztatami terapeutycznymi, szybko okazało się, że jesteśmy zupełnie nieprzygotowani, choć każdy z nas ma wykształcenie pedagogiczne - mówi Marcin Krzyżanowski, prezes łódzkiej szkoły dla niepełnosprawnych fundacji "Jaś i Małgosia."- Takie osoby mają bardzo rozbudzone libido, a my nie wiedzieliśmy, jak reagować, gdy się całują lub obściskują. Reagowaliśmy intuicyjnie. Na ogół źle - przyznaje terapeuta.

Wychowawcom ciężko było znaleźć kogoś, kto mógłby im pomóc. Po długich poszukiwaniach, seksuologa gotowego przeprowadzić z nimi szkolenie znaleźli dopiero w Warszawie. - Dzwoniliśmy do różnych poradni, ale nie było specjalistów, którzy zajmują się takim problemem, bo pozornie go przecież nie ma - mówi Tomasz Michałowicz, wiceprezes fundacji Jaś i Małgosia.

Rozmowa z seksuologiem otworzyła wychowawcom oczy. Przestali krzyczeć. - Wzmacnianie bodźców powoduje, że upośledzone dziecko powtarza zachowanie - wyjaśnia Michałowicz. - Jeżeli zrobimy aferę, to zapadnie im to w pamięć. A ponieważ lubią na siebie zwracać uwagę, będą to powtarzać po to, aby wywołać reakcję, która z ich punktu widzenia jest przyjemna. Po szkoleniu wiemy, że trzeba przekierować ich uwagę. Wystarczy krótkie: koniec całowania, idziemy malować.

Tabu

- Problem jest ogólnopolski - przyznaje Aleksandra Robacha, kierownik Poradni Zdrowia Psychicznego i Patologii Współżycia w Łodzi, wojewódzki konsultant ds. seksuologii. - Znalezienie lekarza seksuologa jest trudne, dlatego, że seksuologii jako specjalności medycznej w systemie po prostu nie ma. Nie ma też - tak jak -kiedyś tylu poradni, do których można było zwyczajnie przyjść i porozmawiać - mówi dr Robacha.

Ale to nie jedyny kłopot. - Dostęp do wiedzy nie jest powszechny. Trzeba poszperać, pochodzić, poczytać, a nie wszyscy to robią. Szkolenia odbywają się rzadko, a przyjeżdża nas garstka - ubolewa seksuolożka.

Powoli zmienia się też mentalność Polaków. - Świat zdrowy nie przyjmuje seksualności osób upośledzonych i nie myśli o tym, że oni także mają prawo do szczęścia. Nie mówiąc im o antykoncepcji zostawiamy ich na lodzie - twierdzi Robacha. - To olbrzymi problem związany ze światopoglądem i religią, która powodują, że rodzice nie akceptują ani antykoncepcji, ani innych ewentualnych rozwiązań - mówi Tomasz Michałowicz i przywołuje historię jednej z podopiecznych fundacji Jaś i Małgosia.

"Antykoncepcja? A mój światopogląd"

- Kiedy dziewczyna zakochała się, porozmawiałem z jej matką. Przyznała, że córka odwiedza swojego chłopaka. Wtedy delikatnie zasugerowałem antykoncepcję. Odpowiedziała mi tak: "Może pan pomyśli, że jestem głupia, ale mój światopogląd mi na to nie pozwala". Za jakiś czas 30-letnia podopieczna fundacji zaszła w ciążę, rodzice - jakby ze wstydu - zabrali ją ze szkoły.

- Kilka razy w miesiącu zdarza się, że opiekun prosi o pigułki antykoncepcyjne dla podopiecznego, ale częściej oczekują, że przepiszemy im tabletki na wyciszenie popędu seksualnego, tak jakby miały one wyłączyć problem - mówi Robacha. - Proponujemy je tylko dorosłym i tylko w niektórych przypadkach, gdy pacjent ma silny popęd, a ze względu na upośledzenie trudno do niego dotrzeć.

- System kształcenia nauczycieli i pedagogów w ogóle nie podejmuje tego tematu, dlatego najpierw trzeba zmienić mentalność i wprowadzić zajęcia z seksuologii na studia - proponuje seksuolożka.

Partnerstwo zastępcze

Holandii powstała instytucja kobiet, które świadczą chorym i sparaliżowanym usługi seksualne. Pieniądze na to idą z budżetu państwa. Podobnego rozwiązania szuka się w Szwajcarii. Jedna z tamtejszych organizacji werbuje ludzi, którzy zgodzą się za pieniądze uprawiać seks z niepełnosprawnymi.

- Oglądałam z mężem o tym program w telewizji, chcielibyśmy, aby było to możliwe w naszym kraju - mówi pani Jadwiga. - Sławek miałby się do kogo przytulić. - Wyobraża sobie pani taką działalność w Polsce? - pyta dr Aleksandra Robacha. - Czym by ona była w naszej polskiej społecznej mentalności? Sankcjonowaną prostytucją?

Reportażu "Seks niepełno(s)prawnych" słuchaj dzisiaj w programach Ewy Wanat "Kochaj się długo i zdrowo" o godz. 22.00  

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM