Dyskusja po wywiadzie premiera dla TOK FM: "Trzeba premiera pochwalić, ale też zapytać..."

- Podobało mi się, co mówił premier. Nie ma co ukrywać, że za słowa o odpowiedzialności i że musi być grupa ludzi, która nie ulega tanim emocjom trzeba premiera pochwalić - mówił w TOK FM Michał Karnowski z portalu wpolityce.pl. - Nie wiadomo jak to dalej pójdzie. Bardzo boję się tego, co się dzieje teraz, bo po stronie każdej partii politycznej jest grupa, umownie nazwijmy, świrów - dodał Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".
Premier Donald Tusk w wywiadzie dla Radia TOK FM odniósł się m.in. do wczorajszych tragicznych wydarzeń w Łodzi. - Pokusa, żeby ostro reagować jest, ale Polacy mają prawo oczekiwać od nas, że tego typu ludzie, w tym ja, będziemy czuć się odpowiedzialnymi za całość, nie za swoje emocje - mówił premier. Moim zadaniem jest panować nad emocjami i dalej robić swoje - mówił. Dodaje również, że "gdyby każda wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego spotkała się z symetryczną odpowiedzią, to byśmy mieli piekło na ziemi".

- Podobało mi się, co mówił premier - komentował po wywiadzie w TOK FM Michał Karnowski z portalu wpolityce.pl. - Nie ma co ukrywać, że za słowa o odpowiedzialności i że musi być grupa ludzi, która nie ulega tanim emocjom - za to trzeba premiera pochwalić. Ale trzeba zapytać: dlaczego tej odpowiedzialności nie było w premierze, kiedy Janusz Palikot to wszystko nakręcał? Wtedy zabrakło mi zdecydowanych słów premiera: "stop, ja się nie zgadzam". Bez tego kontekstu wczorajszej tragedii nie zrozumiemy.

Dodał, że bardzo by się bał języka, w którym bezpośrednio padają oskarżenia. - Że ten lub ten jest odpowiedzialny za tę zbrodnię, np. że winny jest Donald Tusk, Platforma itd. Możemy rozmawiać o pewnym klimacie, w którym ta zbrodnia się wydarzyła, ale wydaje mi się, że takie bezpośrednie przypisywanie winy jest nieuczciwe - stwierdził Karnowski. Ale też zastrzegł: - Nie ma tutaj symetrii. Myślę, że PiS było ofiarą w dużo większym stopniu i że słowa Platformy wcześniej były dużo ostrzejsze. Ale można sobie wyobrazić sytuację odwrotną: że ktoś nakręcony emocjami antyplatformerskimi też dokonuje jakiegoś złego czynu.

- Jestem przekonany, że cały system napuszczania jednych na drugich to pewien rodzaj polityki prowadzonej przez PiS - odpowiadał Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej". - Ale ja nie jestem zwolennikiem tej partii. Zwolennik mógłby powiedzieć, że to, co się stało, to kampania nienawiści. Pracując w "Gazecie Wyborczej" miałem z czymś takim do czynienia, szczególnie za czasów rządów PiS-u. Nie muszę mówić o listach i mailach, jakie człowiek czasami dostaje jako osoba publiczna - dodał.

- Ta walka polityczna teraz zakończyła się ofiarą. Nie wiadomo jak to dalej pójdzie - kontynuował dziennikarz. - Bardzo boję się tego, co się dzieje teraz, bo po stronie każdej partii politycznej jest grupa, umownie nazwijmy, świrów. Ludzi, którzy są niestabilni emocjonalnie, którzy zbyt mocno angażują się w politykę i tym samym stają się niebezpieczni. Jeśli dochodzi do takiej sytuacji jak wczoraj, to równie dobrze można by nakręcić emocje po drugiej stronie i liczyć na jakąś reakcję - dodał Wroński. I przestrzegł: - W Polsce mamy bardzo niebezpieczną sytuację, gdyż jedno ugrupowanie polityczne grzeje to wydarzenie maksymalnie.

Zmiana podejścia do polityki? "To może być moment..."

- Jesteśmy teraz trochę już na innym etapie. Etapie, na którym dziennikarze powinni też zdawać test z odpowiedzialności - mówił Wroński. - Dalsze dyskusje to swoiste grzanie nastrojów i sądzę, że jest to bezcelowe i niebezpieczne. Powinniśmy raczej zastanowić się, co zrobić, żeby nie doszło do kolejnego takiego przypadku, bo szaleńcy uruchamiają kolejnych szaleńców. Jeśli już mamy cokolwiek zrobić, to myślę, że my - dziennikarze - powinniśmy również dbać o obniżenie temperatury sporów. Przynajmniej tym, że nie będziemy promować wywiadów w mediach pt. "co pan ma najgorszego do powiedzenia o swoim przeciwniku politycznym?". Ewentualnie nie będziemy zapraszali do studiów polityków tylko po to, żeby się pokłócili. Zdaję sobie sprawę, że po części to argument idealistyczny - zaznaczył dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Michał Karnowski odpowiadał: - Myślę, że to może być moment, w którym Donald Tusk powściągnie swoich ludzi, bo do tej pory dawał przyzwolenie na ostry język. Czy możemy mówić o symetrii? To bardzo wygodne, ale z drugiej strony nieuczciwe. Oczywiście - Jarosław Kaczyński i PiS mówili wielokrotnie zdania, które nie są do zaakceptowania. Ale gdybyśmy je rozebrali na czynniki pierwsze, to tam na pewno dużo rzadziej, niż po stronie platformerskiej, padały sformułowania, które były atakiem bezpośrednim. "Kondominium rosyjsko-niemieckie". Zgadzam się, to nieprawdziwe, głupie słowa. Jednak to nie jest wezwanie, żeby np. Donald Tusk spotkał się ze swoją mamą w niebie. Od faktu, że Janusz Palikot miał przez lata rządów PO przyzwolenie na totalne chamstwo, nie uciekniemy. Nie ma odpowiednika Palikota w PiS - podsumował Michał Karnowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM