"Po to mamy wolność słowa, żeby do siebie nie strzelać"

- Po to się kłócimy w mediach, żeby do siebie nie strzelać. Jeśli ktoś strzeli, to nie znaczy, że winni są Ci, którzy się kłócili - mówi w rozmowie z TOK FM redaktor naczelny "Press" Andrzej Skworz.
W dzisiejszej prasie dyskutowano o odpowiedzialności polityków i mediów za nastroje społeczne, agresję i - pośrednio - to, co stało się w Łodzi.

"Czy ktoś poza wariatem może być winien zbrodni popełnionej przez wariata? Czy krytyk filmowy winien jest, kiedy szaleniec atakuje gwiazdę telewizyjną, a trener piłkarski, kiedy kibice poturbują bramkarza? - pisze Tomasz Wróblewski w "Dzienniku Gazecie Prawnej". "Jeżeli już szukać gdzieś pośredniego sprawcy zbrodni, to w samej naturze uprawiania polskiej polityki. Szaleniec wszędzie będzie szaleńcem, ale u nas ofiary będzie szukać w polityce" - Grzegorz Chlasta zacytował tekst Wróblewskiego.

Z kolei Paweł Wroński w "Gazecie Wyborczej" pisze: "Ważne co go do takiego czynu pchnęło. A to po jego słowach wiemy - narastająca w kraju polityczna nienawiść, która zatruła i jego umysł. Jest to, niestety, dzieło wspólne. Dzieło polityków głównych partii i mediów, które od kilku lat żywią się konfliktem. Demokracja - mimo wielu wad - zakłada szacunek dla przeciwników. Pogłębianie podziałów, przekształcanie politycznych adwersarzy we wrogów, nazywanie ich z jednej strony "watahą", z drugiej "zdrajcami" może prowadzić w skrajnych przypadkach do takich skutków jak w Łodzi". I dodaje: "Od tego, w jaki sposób politycy i media zachowają się wobec tego wydarzenia - zależy bardzo wiele. Być może teraz decyduje się, jak Polacy w przyszłości będą rozwiązywać polityczne spory - za pomocą rozmowy czy pistoletu lub noża".

"Po to padają słowa, by nie leciały kule"

Za ile media odpowiadają za to, co się stało? - pytał Grzegorz Chlasta. - Przeraża mnie to samobiczowanie się dziennikarzy. Zgadzam się tu z Tomaszem Wróblewskim. Szukajmy tu winnych w polityce, nie w dziennikarzach. Po to się kłócimy, po to mamy wolność słowa, żeby do siebie nie strzelać - mówi Andrzej Skworz.

- Po to padają najgorsze słowa, żeby nie leciały kule. W prawdzie mistrz naszego zawodu Ryszard Kapuściński mówił, że najpierw padają słowa, później ciężkie słowa, a później zaczyna się wojna. Więc nie można od siebie całkiem tej perspektywy oddalać. Jednak, jeśli niektórzy biją się w pierś i mówią: media są winne, bo politycy mówią te okropne rzeczy i my podstawiamy te sitka mikrofonów, to ja się za głowę łapię. Na tej zasadzie jeszcze będą winne zakłady energetyczne, taksówkarze - w końcu morderca był taksówkarzem, winna będzie szkoła, która nie wychowała, sprzedawca broni, policjant, który tej broni nie zabrał... Nie dajmy się zwariować - dodaje.

- Co się wczoraj stało? Dramat. Z powodów politycznych - pewnie szaleniec - strzelił do człowieka, drugiego usiłował zabić nożem. Przypomnę: kilkanaście dni temu szaleniec zastrzelił na Śląsku strzelał do swojej rodziny. Zdarzają się podobne tragedie: w Finlandii dziewięcioro dzieci zostało zastrzelonych w szkole, w Niemczech czternaścioro, w USA nie ma kwartału, żeby nie zginęło kilku, kilkunastu studentów na kampusach. To samo dzieje się w szkole - mówi Skworz.

"Mam wątpliwości"

- Po to się kłócimy w mediach, żeby do siebie nie strzelać. Jeśli ktoś strzeli, to nie znaczy, że winni są Ci, którzy się kłócili. Nie dziennikarze, moim zdaniem. Pan ma inne zdanie? - spytał Grzegorza Chlastę naczelny miesięcznika ''Press''.

- Mam wątpliwości, dlatego pytam - odpowiada Chlasta. - Wyobraźmy sobie taką sytuację: zapraszamy do studia dwóch polityków np. pana Niesiołowskiego i Kurskiego. Wiadomo, że przyjdą i odbędzie się rytualny chaos. Nikt nie oczekuje, że w wyniku tej rozmowy zmieni się sytuacja w służbie zdrowia, poprawi się coś w PKP czy w służbie zdrowia. To wilcze prawo mediów, ludzie to oglądają. Ale cena tego jest taka: sączy się w ludzkie serca gorycz. A ta gorycz ma wpływ na ludzkie zachowanie, wybory. Prawda? - pyta.

- Oczywiście, że ma. Ale w takim razie uznajmy, że winny jest Kościół, winni są nauczyciele, winni są profesorowie, winni jesteśmy my jako sąsiedzi. Wszyscy są winni - mówi Skworz. Co można zrobić?

- Zróbmy coś, żeby dziennikarze, którzy chcą pisać o rzeczach ważnych. O tym, że wczoraj znacznie więcej osób umarło na raka, a wcześniej były one w skandaliczny sposób, w strasznych warunkach leczone. Starajmy się, by te teksty były bardziej promowane - proponuje redaktor naczelny "Press".

- Oczywiście, że rozmowa Kurskiego z Niesiołowskim nic nie wnosi. Ale Polacy lubią słuchać jak oni się kłócą. To zwiększa słupki oglądalności i klikalność. Co robić? Być profesjonalistą. Jeśli musisz zapraszać Kurskiego i Niesiołowskiego, to zadawaj im merytoryczne pytania. Profesjonalizm dziennikarski będzie odpowiedzią na tę polityczna jatkę - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM