"Chcieliśmy się jak najwięcej dowiedzieć o tej sprawie" - autor filmu o śmierci Blidy

- To była sprawa, o której wiele mediów pisało, ale nikt nie zrobił filmu na ten temat, nikt nie zrobił większej formy dokumentalnej na ten temat - mówił w TOK FM Piotr Pytlakowski, współautor filmu "Wszystkie ręce umyte" opowiadającym o kulisach śmierci Barbary Blidy. - Bez wątpienia największym osiągnięciem jest ściągnięcie przed kamerę Barbary Kmiecik, zwanej "śląską Alexis", której zeznania sprawiły, że w 2007 roku ABW weszła do domu Blidy - dodał Wojciech Czuchnowski, dziennikarz śledczy "Gazety Wyborczej".
Wczoraj telewizyjną premierę miał film Piotra Pytlakowskiego i Sylwestra Latkowskiego "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barary Blidy". Autorzy wysnuwają w nim hipotezę, że Barbara Blida mogła nie popełnić samobójstwa, a zginąć w wypadku, w szamotaninie z funkcjonariuszką ABW. Ich zdaniem wątpliwości w sprawie śmierci Blidy nie zostały wyjaśnione, a współodpowiedzialni za tragedię są wciąż pod ochroną.

- Chcieliśmy się jak najwięcej dowiedzieć o tej sprawie. O sprawie, o której wiele mediów pisało, ale nikt nie zrobił filmu, nikt nie zrobił większej formy dokumentalnej na ten temat - mówił w TOK FM jeden z autorów filmu Piotr Pytlakowski, dziennikarz tygodnika "Polityka". - Zainspirowała nas do tego pomysłu rozmowa z Januszem Kaczmarkiem, który opowiedział nam o kulisach tej sprawy.

- Widziałem ten film już wcześniej. Bez wątpienia największym osiągnięciem tutaj jest ściągnięcie przed kamerę Barbary Kmiecik, zwanej "śląską Alexis", przyjaciółki Barbary Blidy, osoby, której zeznania sprawiły, że w 2007 roku ABW weszła do domu Blidy - dodał Wojciech Czuchnowski, dziennikarz śledczy "Gazety Wyborczej". - Kmiecik raz czy dwa wypowiedziała się w gazetach, nigdy jednak nie zagłębiała się w szczegóły. Teraz odniosłem takie wrażenie, że wystąpienie w tym filmie było jakąś formą ekspiacji, że ona mimo iż nie chce o tym mówić wprost, to ma poczucie winy. Wydaje mi się, że bardzo prawdziwa jest jej historia o tym, dlaczego zdecydowała się mówić.

Czuchnowski podkreślił, że w opowieści "śląskiej Alexis" bardzo ciekawy jest wątek aresztu wydobywczego. - To takie hasło, które wielokrotnie słyszeliśmy, ale nie spotkaliśmy osoby, która by o tym opowiedziała w prostych słowach. O tym, że zamykają ci córkę, grożą, że zamkną męża, pozbawiają majątku. O tym, że człowiek staje się całkowicie uzależniony od wymiaru sprawiedliwości, od oficerów służb specjalnych, którzy w każdej chwili mogą przyjść do celi, a te spotkania z nimi nie są protokołowane - mówił. - Wydaje mi się, że jej opowieść jest opowieścią o pewnej atmosferze tamtych czasów - dodał Pytlakowski. - O tym, jak biznes węglowy się kręcił, jakie były wzajemne relacje między Kmiecik a politykami. O tym też, jak wyglądała przyjaźń między dwiema "Baśkami" - Blidą i Kmiecik.

Rodzina nie zgadza się z tezami filmu. "To media skupiły się na tym wątku"

- W stu procentach nie zgadzam się z Latkowskim. Ja to widziałem inaczej - o dramatycznym zakończeniu filmu Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego mówił Henryk Blida. Nie chce wskazywać winnych śmierci swojej żony. Liczy na śledztwo łódzkiej prokuratury i ustalenia sejmowej komisji śledczej.

Czemu rodzina Barbary Blidy nie podziela wersji przedstawionej w filmie, przecież zgodzili się na wystąpienie w filmie? - To nie jest tak, że oni całkowicie przekreślają tę hipotezę. Na początku zapowiadano, że ten film będzie antykaczystowski, antypisowski. Potem, jak zobaczono, że w tę trąbę nie można już dąć, to skupiono się na tej opinii rodziny - bronił swojego filmu Piotr Pytlakowski. - Henryk Blida powiedział, że zgadza się w 90 proc. z treścią filmu i jego przesłaniem. Ma jednak wątpliwości co do hipotezy przedstawionej w filmie (szamotaninie Barbary Blidy z funkcjonariuszką ABW podczas której pada strzał - przyp. red.), ponieważ on twierdzi, że widział funkcjonariuszkę ABW siedzącą na zewnątrz domu. To zresztą nie zgadza się z jej zeznaniami. Ona zeznała, że nie była na zewnątrz. Jacek Blida (syn Barbary Blidy - przyp. red.) z kolei mówi, że wierzy ojcu, chociaż jego osobiście tam nie było - dodał.

Zdaniem Pytlakowskiego nie ma bezpośredniego dowodu na to, że nie mamy do czynienia z samobójstwem. - Są za to poszlaki wskazujące na to, że po całym zdarzeniu próbowano usuwać ślady: myto ręce, czyszczono broń, tworzono siatkę połączeń telefonicznych, żeby nie wiadomo było kto z kim rozmawiał - mówił autor filmu. - Nie wiadomo też, w której ręce samobójczyni miałaby trzymać broń - nienaturalny był kąt, pod jakim kula weszła w ciało - podkreślił.

- Bardzo byłem zbulwersowany tym, że ktoś odczytał ten film tak, że Barbara Blida została zamordowana - zaznaczył również Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej". Jego zdaniem naturalnym zachowaniem funkcjonariuszki byłaby próba odebrania broni Barbarze Blidzie, gdyby tylko ta ją wyciągnęła. - Co najwyżej można by mówić o nieszczęśliwym wypadku, a potem wybuchu paniki wśród ekipy, która chciała zatrzymać Blidę - podsumował dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM