"Nasze pytania były bardzo konserwatywne. Teraz to widzę". Passent o wywiadach w Stoczni

Daniel Passent, który podczas wydarzeń Sierpnia'80 przeprowadzał wywiady z przywódcami strajku, mówił w TOK FM, że teraz widzi, jak bardzo konserwatywne i pełne sceptycyzmu były pytania zadawane przez dziennikarzy strajkującym. - To wynikało z tego, że - po pierwsze - przeżyliśmy już niejedną odnowę. A po drugie, uważaliśmy, że musimy być w kontrze do ludzi, z którymi rozmawialiśmy, by wywiad się w ogóle ukazał - wyjaśniał w "Popołudniu" TOK FM.
Radio TOK FM po raz pierwszy opublikowało dziś fragmenty rozmów z przywódcami "Solidarności" nagrane przez Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego z "Polityki" w sierpniu 1980 roku w Stoczni Gdańskiej. Wywiady przeprowadzał on wspólnie z redakcyjnym kolegą Danielem Passentem. Wśród rozmówców byli Lech Wałęsa, Andrzej Gwiazda, Bogdan Lis, Bogdan Borusewicz i Alina Pieńkowska. Materiały, które powstały na podstawie nagrań, ukazały się w "Polityce" w październiku 1980 roku.



Daniel Passent oraz Ewa Milewicz i Janina Jankowska - wszyscy obecni w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku - rozmawiali dziś w "Popołudniu" w Radia TOK FM o tym, jak doszło do publikacji wywiadów.

- Doskonale pamiętam tamten czas i to, jak to było odbierane. (...) Było przerażenie, że te wywiady to nie tylko dziennikarstwo, że to jest pewna działalność polityczna. Że chodzi o to, by zdobyć tę miękką stronę "Solidarności" - mówiła Jankowska, która w sierpniu wbrew zakazom kierownictwa Polskiego Radia pojechała na Wybrzeże dokumentować strajk w Stoczni Gdańskiej, co zaowocowało reportażem "Polski Sierpień". Podkreśliła, że początkowo przywódcy strajku niechętnie rozmawiali z dziennikarzami, a przekonało ich m.in. to, że wśród pytających był pomorski dziennikarz Adam Orchowski, którego znali.



- Dla nas, jako dziennikarzy było ambicją, by zrobić wywiad z tymi, którzy pojawili się na scenie politycznej - przywódcami "Solidarności". To była ambicja czysto dziennikarska. To był wyścig - opowiadał Passent.

O tym, jakim przełomem było ukazanie się wypowiedzi przywódców Siepnia w mainstreamowych, kontrolowanych przez władze mediach, świadczyło też postępowanie cenzury, która nie chciała podjąć decyzji ws. materiałów dziennikarzy "Polityki". - To był tekst powyżej cenzury. W ówczesnej praktyce bywało tak, że na widok pewnych tekstów cenzura mówiła: to nie my, to KC. I odsyłała je wyżej - opowiadał publicysta "Polityki".

Jak mówił, o materiałach jego i Wróblewskiego decydowano na najwyższym poziomie Komitetu Centralnego. - I oni, po wahaniach, zdecydowali się to puścić - podkreślił Passent.



- Te rozmowy sygnalizują, że oto rodzi się nie jakiś spontaniczny i nieprzemyślanym ruch, tylko ruch który jest pewną refleksją i wymaga od władzy, żeby się zastanowiła nad państwem - mówiła Ewa Milewicz. Jak dodała, przywódcy strajku w Stoczni rozumieli, jakim przełomem było dla nich uzyskanie dostępu do mediów. - Oczekiwali dziesięciu minut w radiu i telewizji. To też pokazuje dobrze atmosferę tamtych dni. Wydawało im się, że to dziesięć minut to skarb i gdyby je mieli, potrafiliby przekonać - podkreśliła dziennikarka "Gazety Wyborczej", która w Sierpniu'80 była w Stoczni. Napisała z tych wydarzeń reportaż, wydrukowany w podziemnym "Biuletynie Informacyjnym" KOR i przedrukowany w "Der Spiegel".

Jak podkreśliła w wywiadach już wtedy uderzało to, że - choć robotnicy odżegnywali się od działalności politycznej (sam Wałęsa mówił, że nie chce dla siebie żadnych funkcji, a od rządzenia są eksperci) - poruszali tematy wcześniej zarezerwowane dla władzy.



- To było coś świeżego. Ale świeże było też to, co oni mówią o to, że o tym mówią. Bo w PRL-u takie sprawy nie były dla ludzi, tylko dla Komitetu Centralnego. Nie były nawet dla związków zawodowych. (...) Płace to była sprawa czysto polityczna. Ta rozmowa była taka, jak byśmy dzisiaj czytali depeszę WikiLeaks. O tym się nie rozmawiało, nie rozmawiało się o tym, czy w Polsce miał być socjalizm czy kapitalizm - mówiła Milewicz.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM