Boni apeluje: Mniej krzyków i straszenia, więcej merytorycznej dyskusji ws. emerytur

- Im więcej wyjaśniania, a mniej krzyków, tym lepiej - Michał Boni apeluje o merytoryczne rozmowy na temat zmian w systemie emerytalnym. Gość TOK FM włożył kij w mrowisko publikując w "Gazecie Wyborczej" list do twórców reformy sprzed 11 lat. Zdaniem ministra przyszłych emerytów nie można straszyć, tylko "pokazywać na wyliczeniach", co mogą przynieść zmiany. Według Boniego, projekt zmian trafi do Sejmu w połowie lutego.
Szef doradców premiera mówi jasno: wszyscy skorzystamy, jeżeli o systemie emerytalnym będziemy rozmawiać bez emocji. - Im więcej wyjaśniania, tym lepiej. Jeżeli będziemy sobie spokojnie wyjaśniali, a nie krzyczeli - jak prof. Rybiński - że emeryci będą mieli mniej, to będzie to debata o wiele lepsza i służąca nam wszystkim. I pokazująca ludziom, że mamy szanse na to, żeby system był bezpieczny na dzisiaj i na przyszłość. Bo na tym polega istota tego kompromis - mówił Michał Boni w Poranku Radia TOK FM.

Mimo gromów, jakie posypały się na jego głowę po opublikowaniu wczoraj w "Gazecie Wyborczej" liście do twórców reformy emerytalnej sprzed 11 lat, Boni powtarza, że nie potępia w czambuł wprowadzonych wtedy zmian. - W reformie emerytalnej popełniono sporo błędów. Ale jej sens, celowość i funkcje, jakie pełniła, pełni i będzie pełniła, są oczywiste. Rozumiem, że nadmiernie emocjonalna reakcja twórców reformy może się brać z tego, że mówi się: cała reforma jest do wyrzucenia. Są takie głosy i z rządu - powiedział w TOK FM.

Jak dodał, nie zgadza się z tezą, że "winnym polskich problemów w finansach publicznych jest OFE". - Nie zgadzam się z klimatem, że dyskutujemy o złych OFE i dobrych intencjach wobec emerytów. Otwarte Fundusze Emerytalne to narzędzie. Nie zamierzam ich bronić, sam jestem zwolennikiem zmniejszenia prowizji i innych opłat - stwierdził gość TOK FM.



Ale równocześnie podkreślał, że OFE działają w granicach prawnych i w ramach możliwości, jakie dali im twórcy reformy sprzed 11 lat. - Dyskusja o tym, że ten system nie ma sensu, jest dyskusja trochę absurdalną - powiedział.

Merytoryczna dyskusja, a nie metoda zero-jedynkowa

Boni przedstawił też plan prac nad projektem zmian w systemie emerytalnym. Zdaniem gościa TOK FM prace nad dokumentem będą trwały jeszcze 2-3 tygodnie. - Mniej więcej do 20 stycznia powinien być gotowy i przedstawiony do krótszych, 21-dniowych - konsultacji społecznych. I gdzieś w połowie lutego projekt powinien trafić do parlamentu. Zrobimy wszystko, żeby maksymalnie szybko zostało to uchwalone - mówił szef zespołu doradców premiera.



Konsultacje w sprawie podjętych 30 grudnia przez rząd decyzji o zmianach w systemie emerytalnym praktycznie już ruszyły. Dziś Michał Boni rozmawiać będzie o tym z klubem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Zdaniem gościa TOK FM zamieszanie wokół zmian emerytalnych pokazało brzydszą twarz naszej debaty publicznej: w rozmowach o emeryturach pojawił się trend obecny od dawna w mediach. - Chodzi o to, żeby eksperci dyskutowali. A dyskusja jest możliwa jeśli nie zaczyna się od ataku, który ma charakter zero-jedynkowy. Im mniej tej "zerojedynkowości", tym więcej możliwości szukania obszaru wspólnego. Łatwiej się odcedza to, co jest słabością i błędem i pokazuje rzeczy, które są dobre. Mogę tylko ubolewać, że to co bardzo często jest w świecie mediów przeszło do świata eksperckiego - wyjaśniał.



Minister Boni zdementował informacje "Naszego Dziennika", jakoby na biurku premiera leżała już jego prośba o dymsiję. - To jest jakieś wirtualne zjawisko. To nie jest poważne zdarzenie. Dzisiaj nie jest Prima Aprilis. Może więc to próba zabawy przed Świętem Trzech Króli - stwierdził szef doradców premiera.

Ws. OFE przekonuje mnie:

DOSTĘP PREMIUM