Raport MAK po polsku jeszcze dziś na stronach MSW

- To nie był przypadkowy lot przypadkowego samolotu z przypadkowymi pasażerami. I mnie żadne wykręty formalne nie interesują. Jeżeli zapraszam gościa, to dbam o jego bezpieczeństwo nie dlatego, że mnie kodeks do tego zmusza, tylko dlatego, że takie są reguły w cywilizowanym kraju - mówił w Poranku TOK FM minister Jerzy Miller. Dodał, że jeszcze dziś na stronach MSW pojawi się raport MAK w wersji polskojęzycznej z zaznaczonymi fragmentami, które uległy zmianie wobec projektu raportu.
Wczoraj Międzynarodowy Komitet Lotniczy ogłosił ostateczne przyczyny katastrofy smoleńskiej. Najważniejsza to lądowanie TU-154 w niesprzyjających warunkach atmosferycznych pod silną presją psychiczną wywieraną na załogę.

- My nie zastanawiamy się kto zadbał lub nie zadbał o oświetlenie, jednak prawdą jest, że było ono kiepskie. My nie wiemy, czy złamano taką, czy inną procedurę, ale stwierdzamy, że ta procedura nie funkcjonowała. Nie mamy żadnych aspiracji, żeby zastępować prokuraturę lub rząd - zaznaczył minister. - Dzisiaj na naszych stronach internetowych pojawi się raport końcowy w wersji rosyjskojęzycznej i polskojęzycznej z zaznaczonymi fragmentami, które uległy zmianie w porównaniu do projektu raportu, który otrzymaliśmy w październiku od Rosjan - podsumował Miller.

O polskim raporcie: Sprawy nawet sprzed 10 lat. Bolesne

Zdradził też, że polski raport będzie "bardziej dociekliwy". - Polski raport dot. katastrofy będzie analizował zdarzenia poprzedzające 10 kwietnia zeszłego roku nieraz nawet o 10 lat. Ponieważ interesują nas praprzyczyny, a nie tylko końcowe efekty - zapowiadał w TOK FM min. Miller. - Pod tym względem nasz raport będzie bardziej dociekliwy. Niestety, tak jak nie chcieliśmy wierzyć w te dni kwietniowe i majowe, gdy odkrywaliśmy kolejne etapy lotu i zaskakiwało nas takie, a nie inne działanie na pokładzie, to też jak cofaliśmy się rok-dwa lata wstecz, to zdumiewało nas, że tak, a nie inaczej, wyglądały sprawy - dodał.

- My nie mamy zamiaru wykręcać się od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nam zależy na tym, żeby lot samolotem specjalnego pułku był bezpieczny. To nie jest kwestia stosunków rosyjsko-polskich, to nie jest kwestia wybielania kogokolwiek. Po prostu tego wymaga dobre imię Polski - żeby to się już nigdy nie powtórzyło - podkreślił.

Minister stwierdził, że skoro od pilotów wymaga się doskonałego przygotowania, to trzeba im wcześniej stworzyć warunki do tego. - Nie może być tak, że latam przy pełnym słońcu, a żąda się ode mnie lądowania w ekstremalnych warunkach. Jeżeli mam mieć odpowiednią liczbę wylatanych godzin, to muszę mieć pieniądze na to, żeby odpowiednia liczba pilotów mogła te godziny wylatać - stwierdził Miller. - To nie są żadne ekscytujące, zaskakujące stwierdzenia. Ale, niestety, są bolesne. W raporcie będzie ich dużo i to będą wstydliwe rzeczy, ponieważ nie jesteśmy małym, biednym krajem i wydawało się nam wszystkim, że obsługa lotów takich jak Tu-154M, to jest elitarny zespół ludzi, którym stworzono warunki tak dobre, że można im powierzyć los pasażerów, którzy korzystają z tego środka transportu - dodał.

"Zginęli ludzie i nie zasłaniajmy się paragrafami"

Minister Miller odniósł się w TOK FM do sporu o to, jakiego rodzaju był kwietniowy lot Tu-154M. Rosjanie twierdzą, że był to lot cywilny, polscy komentatorzy, że wojskowy. - Rosjanie używają sformułowań zgodnie ze swoim prawem wewnętrznym. Dyskusja o takich czy innych nazwach tego lotu jest jałową dyskusją - podkreślił min. Miller. - Mówię wprost: to nie był przypadkowy lot przypadkowego samolotu z przypadkowymi pasażerami. I mnie żadne wykręty formalne nie interesują. Jeżeli zapraszam gościa, to dbam o jego bezpieczeństwo nie dlatego, że mnie kodeks do tego zmusza, tylko dlatego, że takie są reguły w cywilizowanym kraju. Natomiast jeżeli chodzi o prawo rosyjskie, to Rosjanie odwołują się do niego niekonsekwentnie, bo jeżeli mamy już być tacy rygorystyczni, to lotniska Smoleńsk Północny w ogóle nie ma na liście ustanowionej zgodnie z prawem, na które Rosjanie się powołują. W związku z tym na tym lotnisku to prawo akurat nie obowiązywało - dodał. I podkreślił: - Zginęli ludzie i nie zasłaniajmy się paragrafami.

Minister spraw wewnętrznych i administracji mówił w TOK FM, że lotnisko, na którym miała lądować prezydencka delegacja, od października 2009 roku było zamknięte i zostało specjalnie otwarte na przyloty 7 kwietnia (premiera) i 10 kwietnia (prezydenta). - W fazie przygotowania stwierdzono, że nie wszystkie parametry lotniska odpowiadają wymogom. Tym niemniej Rosjanie ulegli polskim prośbom i uznali, że to lotnisko będzie wystarczająco bezpieczne. Jednak nie chcę mówić w kategoriach winy, bo to nie jest przedmiotem pracy naszej komisji - podkreślił Miller.

"Nie mamy zamiaru przenosić odpowiedzialności na Rosjan"

- Zapowiedział pan, że w przyszłym tygodniu zostanie opublikowany zapis rozmów z wieży kontroli lotów. To ma pokazać, że był tam bałagan? - pytała swojego porannego gościa Janina Paradowska. - Mam wrażenie, że dyskusja, która wczoraj nabrała bardzo emocjonalnego wątku, trochę zaczyna zmierzać w złym kierunku. Polska nie ma żadnego zamiaru przenosić na Rosjan odpowiedzialności za zdarzenie z 10 kwietnia. W pełni zgadzamy się ze wszystkimi mankamentami polskiej strony wskazanymi w raporcie końcowym MAK - podkreślił minister. - Nie napisaliśmy tego w uwagach do raportu, bo uwagi nie mają charakteru zgadzania się lub nie, natomiast wskazaliśmy na to, co naszym zdaniem jest istotne z punktu widzenia badania przebiegu zdarzeń, czyli wszystkiego co się wiąże ze współpracą wieży kontroli lotów z załogą samolotu.

- Jest chyba w dyskusji taki wątek, że Polacy chcą przenieść na Rosjan odpowiedzialność za wydarzenia, jednak nie ma w żadnym miejscu w naszych uwagach takiego stwierdzenia. Jest tylko prośba-wniosek o uzupełnienie raportu o wątki związane z pracą systemów naziemnych, kontrolerów lotu, stanu lotniska. Oczekiwaliśmy, że ta prawda będzie w raporcie końcowym, jako wspólnym raporcie, uwzględniona - kontynuował Miller. - Dlaczego tak się nie stało? Nie chcę wchodzić w sprawy czysto rosyjskie, ale wydaje mi się, że potraktowanie części tych uwag jako techniczne i nadające się do uwzględnienia, a inne jako nie mieszczące się w formule raportu. Proszę zwrócić uwagę, że nie odrzucają tych uwag, tylko mówią: tak, macie rację, ale to nie mieści się w formule tego dokumentu.

- Nie stwierdzamy obecności pana ambasadora Kazany w kabinie pilotów i to jest bardzo istotna różnica pomiędzy podejściami polskim, a rosyjskim - mówił min. Miller. - Nie zaprzeczamy, że generał Błasik był w kabinie, natomiast jesteśmy zaskoczeni wczorajszym stwierdzeniem, że w kabinie pilotów był do końca ambasador Kazana. (...) Natomiast nie chcemy mówić o dwóch rzeczach - po pierwsze w naszych uwagach wyraźnie polemizujemy z rozpoznaniem dotyczących zawartości alkoholu we krwi, po drugie rola generała jest dwuznaczna. Wcale nie jest pewne, że była to osoba, która naciskała na pilotów. - Ale nie powiedział "chłopcy, co wy robicie, odlatujemy"? - dopytała Janina Paradowska. - Nie ma takiego zdania, ale pan generał Błasik wcale nie był rozmowny w tych ostatnich minutach - odpowiedział min. Miller.



Minął rok. Zobacz najciekawsze materiały Tokfm.pl Kliknij, by obejrzeć galerię

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM