Po śmierci matki brat walczy o opiekę nad bliźniakami [POSŁUCHAJ]

Procedury trwają, a dzieci czekają. Ewelinka i Mariusz to 7-letnie bliźniaki. Ponad półtora miesiąca temu zmarła ich mama. Dziećmi zajął się najstarszy brat, który chce zostać rodziną zastępczą. Tyle, że ma związane ręce.
Mama bliźniaków zmarła nagle. - Jeszcze dzień wcześniej była w szkole, opiekowała się dziećmi. I kilka godzin później otrzymaliśmy informację, że zmarła w szpitalu - mówi dyrektorka SP 52 w Lublinie, Halina Pawłowicz. Opowiada o niej jako o bardzo ciepłej, troszczącej się o dzieci osobie. - Codziennie przyprowadzała i odprowadzała dzieci. Była bardzo zaangażowana w ich wychowanie - mówi dyrektorka.

Od razu po śmierci matki walkę o dzieci rozpoczął najstarszy brat. W szkole odbyło się spotkanie: była szkolna pedagog, przedstawiciel Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, ksiądz, sąsiedzi. Ustalono, że trzeba działać.

Posłuchaj reportażu Anny Gmiterek-Zabłockiej



Gdzie jest opieka?

W pomoc zaangażowała się szkoła, ksiądz oraz Małgorzata Sitarczyk, psycholog, wykładowca akademicki, wieloletnia sąsiadka i dobry duch tej rodziny. Jednak zdaniem najstarszego brata zabrakło wsparcia ze strony opieki społecznej. - Nikogo z opieki nie było - przyznaje Marcin. - Nikt nie przyszedł sprawdzić, w jakich warunkach żyją dzieci, czy nie dzieje im się krzywda, czy mają co jeść, jak dają sobie radę. - To porażka ze strony systemu - nie ma wątpliwości Małgorzata Sitarczyk. Jej zdaniem, pomoc opieki społecznej powinna być wsparciem m.in. emocjonalnym w sytuacji rzeczywiście kryzysowej. A takiej pomocy zabrakło.

To pani psycholog pomogła Marcinowi napisać pismo do sądu, pomaga zbierać dokumenty, wspiera dobrym słowem. - Bo na razie nie wiem, na czym stoję - przyznaje najstarszy brat. Na decyzję sądu trzeba czekać. A bez niej brat nie ma żadnych praw. Pracuje i zarabia, ale wsparcie choćby w formie zasiłków czy stypendiów dla bliźniaków już teraz bardzo by się przydało. Finansowo chciała pomóc szkoła np. przyznając zasiłek losowy. - Potrzebny jest dokument choćby o tymczasowej opiece. Bo dziś bez papierów ani rusz. Trzeba mieć dokumenty, by mieć prawo do wszelkich zasiłków - mówi dyrektorka szkoły.

Marcin kilka razy był w MOPR-ze. Chciał dostać zaświadczenie, że nie bierze żadnych pieniędzy po mamie, ale opiekuje się dziećmi. Usłyszał, że na razie musi czekać na decyzję sądu.

Wniosek o ustanowienie rodziny zastępczej wpłynął do sądu pod koniec listopada. Do wniosku były dołączone kserokopie aktów urodzenia dzieci. Sąd potrzebuje oryginałów. - W związku z tym sąd zwrócił się do Urzędu Stanu Cywilnego o nadesłanie odpisów tych wszystkich dokumentów. Dokumenty dotarły do sądu dopiero 22 grudnia - mówi rzecznik sądu, Artur Ozimek.

W sądzie słyszymy, że postępowanie wymaga czasu również z tego powodu, że trzeba dokładnie sprawdzić sytuację rodziny: MOPR musi przeprowadzić wywiad środowiskowy, ustalić w jakich warunkach żyją dzieci, z czego utrzymuje się ich brat.

Na to wszystko nałożyła się też reorganizacja w sądzie. Wydział rodzinny, który zajmie się sprawą bliźniaków, od stycznia został przeniesiony z Lublina do Świdnika. Dziś już wiemy, że sąd pierwszą rozprawę wyznaczył na 9 lutego (rodzina nic o tym nie wiedziała).

Najstarszy brat walczy

- Brat codziennie przyprowadza i odprowadza dzieci - mówi szkolny pedagog, Magdalena Olech. - W mojej ocenie brat bardzo dobrze zajmuje się dziećmi po śmierci mamy. Są zadbane i uśmiechnięte - dodaje. To samo mówi wychowawczyni klasy, do której chodzą Ewelinka i Mariusz. - Za każdym razem, gdy coś trzeba przynieść, odrobić lekcje, nauczyć się wiersza, zawsze jest to dopilnowane - mówi.

Odwiedziliśmy dom 7-letnich bliźniaków. Jest skromnie, ale czysto. Dzieci tulą się do najstarszego brata. - On nas kocha. Zabiera nas na cmentarz, do mamy - mówi dziewczynka. Przez cały czas trzyma komórkę i udaje, że dzwoni do mamy. - Marin z nami odrabia lekcje, gotuje nam. Dzisiaj ugotował zupę pomidorową - opowiada.

Rodzina z trudną przeszłością

Sytuacja rodziny nie jest łatwa. Ojciec od długiego czasu nie ma prawa zajmować się dziećmi. Dwóch starszych braci wiele lat temu na kilka miesięcy trafiło do domu dziecka. Bo ich mama miała problem z alkoholem. Pomogła psycholog, Małgorzata Sitarczyk. - Ich matka podjęła wielki trud walki z chorobą. Zobowiązała się przed sądem, że przejdzie terapię. Przeszła, odzyskała dzieci. Od tamtego czasu była osobą niepijącą - mówi Sitarczyk.

- Starsi bracia w tej chwili robią wszystko, by zapobiec powtórzeniu się losu - dodaje psycholog-sąsiadka.

- Wiem po swoim życiu, jak to może być; wiem, co bracia przeżywali jak byli w domu dziecka. Nie chciałbym, aby te maluchy przeżywały to samo. Najlepiej im będzie po prostu w domu - podsumowuje 26-letni Marcin. Jak dodaje, od pierwszego dnia po śmierci mamy nie miał wątpliwości, że zajmie się dziećmi. - Damy radę. Ja jestem optymistą - mówi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM