Co z władzami mediów publicznych? Ewa Wanat rozmawia z Janem Dworakiem

- Kompetencje są najważniejsze, ale to nie wszystko. Kandydaci do rad nadzorczych mediów powinni mieć też pewną wrażliwość na sprawy kultury i sprawy społeczne - mówi w TOK FM Jan Dworak. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji rozmawiał z Ewą Wanat o przedłużających się wyborach władz mediów publicznych, o roli współczesnych dziennikarzy oraz ograniczeniach, które znalazły się w projekcie nowej ustawy medialnej.
Ewa Wanat: W "Newsweeku" przeczytałam, że Włodzimierz Czarzasty ma dzisiaj ,, Kluczową pozycję w grze o publiczne media"? Mówi pan także: ,, Nie badałem sprawy dokładnie, ale podczas dotychczasowych przesłuchań kandydatów, ludzi związanych ze środowiskiem Ordynackiej było najwięcej. To rodzi pytanie, czy kryteria merytoryczne wystarczą, aby wybierać ludzi odpowiedzialnych za media publiczne, czy nie powinniśmy patrzeć również przez pryzmat wartości jakie wyznają." Co to właściwie znaczy?

Jan Dworak: To są pierwsze wnioski, które ja wyciągam z toczących się konkursów. Głębsze wnioski będziemy musieli wyciągnąć, jak konkursy się zakończą. Najważniejsze są kompetencje osób, które są wybierane, ale to nie wystarczy do stworzenia odpowiedniej rady nadzorczej. Ci ludzie muszą jeszcze mieć pewien rodzaj wrażliwości na sprawy kultury i sprawy społeczne, bo to są media publiczne i ich treścią jest tworzenie wartościowego programu. Można sobie wyobrazić, że startuje dużo prawników, ale trudno sobie wyobrazić, żeby rada nadzorcza składała się z samych prawników akademickich. Potrzebny jest też ktoś od spraw ekonomicznych, ktoś od spraw społecznych, jakiś socjolog, tak się zwiększa wiedzę zespołu o funkcjonowaniu mediów, to jest drugie kryterium, które należałoby dołożyć, mając na uwadze cały czas kompetencje, bo to jest przecież konkurs osób fizycznych.

Ewa Wanat: Te kompetencje, czy kryteria zostały określone przecież w warunkach konkursu. Ludzie przystępują do konkursu, gdy wiedzą jakie są warunki, jakie są wymagane kompetencje. Na samym początku jak został Pan przewodniczącym mówił pan, że konkursy będą przede wszystkim brały pod uwagę kompetencje kandydatów. Że to będą one odpolitycznione, nie będą zajmować się przynależnością partyjną kandydatów. Gdy się okazało, że tylu kandydatów jest związanych z jedną opcją polityczną zaprzecza Pan sam sobie.

Jan Dworak: Jednak inaczej patrzą na media i ich role ci o lewicowych poglądach, a inaczej ci którzy oddani są wartościom liberalnym czy konserwatywnym.

Ewa Wanat: Chce Pan wartościować te światopoglądy?

Jan Dworak: Ja chcę je równouprawnić, nie chcę ich wartościować. Chcę, żeby były równo reprezentowane w mediach. Rada nadzorcza to przede wszystkim ciało kontrolne badające kondycję ekonomiczną danej spółki, ale nie tylko. Gdyby to była spółka produkująca inne dobra niż wartościowy program to kompletnie nieważna byłaby ta wrażliwość. Świadomie stawiam te rzeczy na trzecim miejscu, tak jak powiedziałem, najpierw kompetencje, potem ułożenie tych kompetencji w dobrze działający zespół i na końcu coś co nazywam wrażliwością, a co przekłada się na pewną reprezentatywność. Media publiczne, takie jest ich założenie, mają służyć całemu społeczeństwu, w całej jego różnorodności i złożoności. Taka jest jedna z definicji misji publicznej.

Ewa Wanat: Jakimi fizycznymi miernikami chcieliby Państwo mierzyć tę wrażliwość?

Jan Dworak: To wiadomo po drodze życiowej człowieka.

Ewa Wanat: Będą Państwo oceniać światopogląd człowieka?

Jan Dworak: Nie oceniam światopoglądu, to jest kwestia teoretyczna, kwestia pewnych wyborów. My już wybraliśmy osiem rad nadzorczych regionalnych spółek radiowych.

Ewa Wanat: Mniej ważnych niż rada nadzorcza telewizji publicznej.

Jan Dworak: Proszę to powiedzieć osobom z Poznania czy Kielc, którzy słuchają tylko regionalnego radia.

Ewa Wanat: Z punktu widzenia polityków telewizja jest ważniejsza.

Jan Dworak: Doceniam jej wagę i sam jestem najbardziej związany z telewizją i w najmniejszym stopniu nie lekceważę radiofonii regionalnej, jest ona lepiej lub gorzej wykorzystywana, bywa wykorzystywana bardzo dobrze bywa pierwszym medium słuchanym nawet czasami bardziej niż te rozgłośnie, które nadają łatwą i lekką muzykę rozrywkową.

-------------------------------------------------------------------------

Ewa Wanat: W ośrodkach regionalnych telewizji jest taka sytuacja: ośrodki nie mają pieniędzy na własną produkcję, więc szukają sponsorów. W Poznaniu dyrekcja powiedziała, że dziennikarze będą mogli robić swoje programy autorskie pod warunkiem, że sami przyprowadzą sponsorów. Bardzo często różne programy sponsoruje również samorząd i zastanawiam się, jak to się ma do niezależności dziennikarskiej do etyki tego zawodu i do sensu istnienia regionalnych ośrodków. Skoro po pierwsze dziennikarze zamieniają się w akwizytorów. Taki dziennikarz nie może być niezależny, bo załatwił pieniądze od kogoś. Po drugie: jeśli samorządy zapłaciły za programy, to w jakiem charakterze występuje prezydent miasta w takim programie.

Jan Dworak: Nie ma sytuacji czarno-białych. Te niebezpieczeństwa, o których Pani mówi są realne. Zjawiska, o których Pani wspomina, nie powinny mieć miejsca. Zetknąłem z tym będąc producentem niezależnym. Dziennikarze nie powinni załatwiać sponsorów. Choć sponsoring programów jest dopuszczalnym prawnie sposobem zasilania finansowego, rozumiem, że to zakłóca pewną niezależność.

Jeśli chodzi o zasilanie przez samorząd to sprawa jest inna, bardziej skomplikowana. Nie widzę powodu, dla którego na określonych warunkach samorządy nie mogłyby zawierać kontraktów dotyczących pewnego typu audycji z ośrodkami telewizji regionalnych. Warunki muszą być jasno określone te warunki i nie naruszać niezależności redakcyjnej.

Ewa Wanat: Czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podejmuje jakieś działania, w tej sprawie? Dziennikarze w ośrodkach regionalnych stali się akwizytorami.

Jan Dworak: W tej konkretnej sprawie nie podjęliśmy działań. Podejmujemy działania o charakterze systemowym, decyzje o podwyższeniu wpływów z abonamentu, bo to jest tak naprawdę remedium na tego typu działania. Ja rozumiem telewizję publiczną, której budżet w 99% składa się z wpływów reklamowych, że oddaje się pewnej logice rynkowej. Rozumiem to i nie pochwalam, robimy w tej chwili wiele, aby te logikę odwrócić.

-------------------------------------------

Ewa Wanat: Dyrektywa Parlamentu Europejskiego z marca 2010 roku zmusza nas do znowelizowania ustawy medialnej. Jak każda zmiana wzbudza wiele lęków i kontrowersji w różnych środowiskach, chciałam porozmawiać o nadawcach radiowych. Ministerstwo Kultury chce wprowadzić nakaz grania polskich piosenek w radiu w ciągu dnia. W tej chwili jest tak, że radia, które grają muzykę i grają piosenki są zobowiązane do tego, aby 33% tego, co grają to była produkcja polska, czyli piosenki po polsku. Radia przeważnie grają te piosenki w nocy, kiedy jest niższa słuchalność. Idea, która przyświeca Ministerstwu to: promocja polskiej piosenki i języka polskiego. Jest taki trend w Europie, że języki narodowe to uprzywilejowany narodowy produkt. Czy Pan wie, dlaczego polskie stacje radiowe grają te polskie piosenki głównie w nocy?

Jan Dworak: Jedna z przyczyn jest taka, że one tego chcą. Muzyka, którą posiadają na playlistach to muzyka chętniej słuchana niż muzyka polska. Inny z powodów jest taki, że są takie gatunki muzyki, których w polskojęzycznych jest mało. Utwory polskie nadawane są o drugiej nad ranem, naprawdę nikt ich nie słucha, nadawane są po to, aby te normy wypełnić. Nie powstają również nowe utwory.

Ewa Wanat: Ministerstwo Kultury wychodzi z założenia, że jeśli zmusi nadawców aby nadawali utwory polskojęzyczne, to wtedy od razu producenci, wykonawcy, tekściarze ruszą do pracy i zaczną tworzyć nową muzykę. To jest taka hipoteza. Nie ma badań, które by to potwierdziły. Nie ma pewności, że tak się stanie.

Jan Dworak: Pewności nie ma, ale pewne mechanizmy znamy. Wiemy, jak to funkcjonuje w Europie. Francja jest krajem, który niesłychanie dba o swoją kulturę i te normy dotyczące promocji i kultury francuskiej w różnych formach są niesłychanie silne.

Ewa Wanat: To jest bardzo demagogiczny argument. Po francusku na świecie mówi ok. 800 mln ludzi i w wielu miejscach świata powstaje muzyka po francusku i tej muzyki powstaje 50 razy więcej niż po polsku i to w różnych gatunkach.

Jan Dworak: Co to jest za argument?

Ewa Wanat: Jest w czym wybierać i jest ogromna różnorodność.

Jan Dworak: Pani postawiła problem na wyostrzonej zasadzie czarno-białe: albo wszystko albo nic. To może tylko taki, że te normy mogłyby być łagodniejsze, ale nie żeby nie istniały albo obowiązywały w praktyce między 2 a 6 rano.

Ewa Wanat: Ministerstwo Kultury chce wprowadzić regulacje podobne do tych obowiązujących we Francji.

Jan Dworak: Prawo nie jest jeszcze uchwalone, ja znam tę sprawę przychodzili do mnie nadawcy radiowi. Trzeba to wyważyć. My mamy w pracach nad tym prawem swoich przedstawicieli i zwrócimy na to uwagę. W czasie pierwszego czytania powiedziałem, że nie powinno się pozwalać nadawcom tak łatwo obchodzić normy prawne.

Ewa Wanat: Wszystkie muzyczne stacje radiowe robią drogie badania i puszczają swoim słuchaczom na próbę to, co im się podoba i według tych badań 90 proc. polskiej produkcji badani odrzucają i wybierają piosenki obcojęzyczne. Jest bardzo wielu wybitnych artystów polskich, którzy robią muzykę instrumentalną albo piosenki po angielsku. Tej twórczości państwo nie wspiera i to ich nie dotyczy. Największa ilość muzyki po polsku jaka powstaje to disco polo.

Jan Dworak: To nie jest gatunek, jaki ja chciałbym promować w polskiej kulturze. Skoro powstaje to znaczy, że się ludziom podoba. Na pewno państwo nie powinno promować tego typu muzyki. Jest wiele gatunków muzyki zagranicznej, które zdobywają popularność dzięki pewnej łatwości.

Ewa Wanat: 70 proc. polskiej muzyki, jaka powstaje to disco polo, bo schlebia najniższym gustom. Może się okazać, że aby wypełnić tę ustawę stacje będą musiały grać disco polo.

Jan Dworak: Pani wyostrza problem doprowadzając go do absurdu. Nam zależy na tym, aby powstała ambitna polska twórczość. My musimy o kulturę dbać, nie chodzi o to aby robić komuś na złość, robić uciążliwości nadawcom radiowym, ale chodzi o rzetelną analizę tego co się dzieje i pomoc polskiej autorskiej piosence i polskim ambitnym twórcom.

Ewa Wanat: Jednej rzeczy się obawiam. Takie przepisy to kolejne pole do kontroli. Po doświadczeniach z poprzednią Radą może się okazać, że ktoś politycznie zaangażowany zostanie przewodniczącym i może to być kolejny bat.

Jan Dworak: Co Pani nazywa batem?

Ewa Wanat: To, że przepis można wykorzystać ze złej woli.

Jan Dworak: Ktoś może wydawać płyty z muzyką disco polo i zagraniczną ile chce. Jest wolny rynek, jest fantastyczne pole eksploatacji muzyki, jest Internet. Jeśli ktoś ubiega się o dobro rzadkie to nie jest tak, że dostaje to dobro rzadkie bez żadnych warunków. Te warunki nie zostały wymyślone przez Krajową Radę ale przez ustawodawcę.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM