Nie czytamy, bo rodzice nas nie uczą. "Dzieci wszystkożerów będą klasą panującą"

To nieprawda, że Polacy nie czytają książek, bo są za drogie. - Sprzedaż kawy, wódki i papierosów nie maleje, choć ich ceny rosną. Książka nie jest za droga, tylko wypadła ze społecznych preferencji - mówił w TOK FM prof. Przemysław Czapliński. Zdaniem literaturoznawcy kluczem do czytania jest rodzina. - To rodzice wciągali dzieci w czytanie i to się załamało - ocenił.
Najnowsze badania przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową pokazują, że większość Polaków - 56 proc. - nie czyta książek. Pewnie znaczna część osób pytana o przyczyny odpowie: nie czytam, bo książki są za drogie.

Ale zdaniem prof. Przemysława Czaplińskiego z UAM to nieprawda. - Po pierwsze kupowanie książek nie jest tożsame z czytaniem. Można iść do biblioteki, wypożyczyć książkę i przeczytać. Książka nie jest za droga, tylko wypada ze społecznych preferencji - mówił literaturoznawca w Komentarzach Radia TOK FM.

- Sprzedaż kawy, wódki, papierosów nie maleje. Jednak książka to jest sześć piw, sześć kaw w kawiarni, dwie półlitrówki. Wydajemy ogromną część pieniędzy na to, co lubimy - mimo, że wódka nie jest tania, a papierosy coraz droższe. Książka wypada z naszych budżetów z powodów innych preferencji - wyjaśniał prof. Czapliński.

Bez rodziców nie ma czytania

Skoro analizujemy potrzeby Polaków, to trzeba wskazać to, co je kształtuje. A zdaniem literaturoznawcy największy wpływ na pojawienie się potrzeby czytania książek ma rodzina. - Jednym z generalnych wniosków z badań czytelnictwa, z perspektywy 20 lat, będzie załamanie sukcesji rodzinnej, czyli przekazywania zaciekawienia czytaniem w granicach rodziny. Kiedy kończył się PRL, mieliśmy ok. 300 tys. studentów - teraz studiuje ponad 2 mln osób, a wskaźnik czytelnictwa spadł. A skoro wzrost liczby uczelni i studentów nie podniósł poziomu czytania, to oznacza, że mechanizmem napędzającym czytanie była rodzina. To rodzice wciągali swoje dzieci w czytanie i to się załamało - mówił gość Komentarzy Radia TOK FM.

Jak podkreślił, "jest coś symptomatycznego w tym, że pierwsze tąpnięcie w czytelnictwie wykryliśmy w badaniach z 2009 roku - równo 20 lat od momentu powstania wolnej Polski". - W tym momencie weszło w dorosłe życie pierwsze pokolenie w nowej Polsce, Mam wrażenie, że są to dzieci rodziców, którzy nie czytali - ocenił literaturoznawca z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dobra praca bez czytania

Badania czytelnictwa pokazują też przykrą prawdę o naszym państwie. - Ta polska modernizacja okazuje się zdumiewającym systemem, w którym można sobie poradzić - osiągnąć przyzwoite stanowiska - nie czytając. To jest możliwe za cenę braku ulepszania tych instytucji, nie wprowadzania innowacji - mówił prof. Przemysław Czapliński.

Według literaturoznawcy nie można zapominać, że czytanie jest kluczem do dobrego funkcjonowania we współczesnym świecie. - To, że potrafimy poznawać świat symboli matematycznych, barw, że potrafimy się komunikować z innymi ludźmi jest związane z czytaniem. Bo czytanie nie jest tylko i wyłącznie zdobywaniem informacji - podkreślał gość TOK FM.

Jesteś "wszystkożerem"? Jeśli tak, masz przewagę

Zdaniem prof. Czaplińskiego w przyszłości coraz ciężej będzie robić kariery tym, którzy nie czytają. - Okazuje się, że w polskim społeczeństwie jest bardzo wąska grupa - ok. 5 proc. - tzw. "wszystkożerów". To są ludzie, którzy chodzą do kina, teatru, opery; czytają książki, gazety, oglądają transmisje z zawodów sportowych. To ludzie nienasyceni. Za jakiś czas - dekadę czy dwie - to będą ci ludzie, którzy przekażą swoim dzieciom swoje kompetencje. Wdrożą do tego, żeby dzieciaki uczestniczyły we wszystkim, interesowały się wszystkim. I to będzie taka "klasa panująca". Natomiast cała reszta to będzie tania siła robocza. To jest coś w rodzaju forpoczty przyszłego podziału społecznego, który całkowicie lekceważy struktury i podziały - wyjaśniał literaturoznawca.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (31)
Nie czytamy, bo rodzice nas nie uczą. "Dzieci wszystkożerów będą klasą panującą"
Zaloguj się
  • hydrograf

    Oceniono 3 razy 3

    Dziwi mnie przekonanie, że czytelnicy romansów i kryminałów są awansowali do roli intelektualistów bo czytają książki....
    Wyżej cenię kogoś kto rocznie zapozna się z jednym wartościowym dziełem - choćby w wersji audiobooka, niż "intelektualistkę" pochłaniającą rocznie 10 romansideł czy kryminałów.
    Czytanie książek nie jest wartością samą w sobie....

  • ada-07

    Oceniono 2 razy 2

    Pewnie, że książka książce nierówna, ale nie dezawuowałabym tak pochopnie powieści kryminalnej czy nawet romansów. Ich czytelnicy mają wszelako kontakt z wynalazkiem Gutenberga i dzięki temu chociażby zyskuje ich zasób słownictwa czy umiejętności ortograficzne.
    Nie zgadzam się z profesorem, że cena książki jest bez znaczenia, bo wydajemy na drożejące papierosy, wódkę, a na książki nie. Często cena książki mnie odstręcza, choć nowość mocno nęci zmysły- zapachem i kartek szelestem. Natomiast w niebogatej osiedlowej bibliotece nie mam na nią szans albo jest-,,na zapisy"(!)
    Słusznie podejmujecie Państwo (joafalen) kwestię tego, co rozumiemy przez CZYTANIE. Sporo czytam, ale np. na powieści nie pozostaje z doby wiele czasu. Lektura, najczęściej papierowej, Gazety(dziś+ DF) to 1-2 godziny, przy czym 1/3 odkładam, utyskując wzorem Adama M. na lasów marnowanie.

  • thezydor

    Oceniono 2 razy 2

    @hydrograf - oczywiście, liczy się jakość a nie ilość, nadto zaznaczyć należy że książkę 300 stronicową o pisaną lekkim stylem ( owe właśnie śmietnisko beletrystyczne - co się oczywiście nie tyczy całej beletrystyki broń boże ) można pochłonąć w przeciągu 2 dni nie nadwyrężając zbytnio swoich obowiązków, natomiast zmierzenie się z książką o podobnym formacie ale o treści skomplikowanej w szerokim rozumieniu tego słowa jest rzeczą zupełnie inną i zazwyczaj jeden tydzień nie jest wystarczającą ilością czasu na takowe wyzwanie...
    za to wzrost ludzkiej wartości - nieporównywalny..

  • trompton

    Oceniono 2 razy 2

    Tu chyba nie chodzi o akcje organizowane od czasu do czasu ale o nawyki rodzicow i wzorce jakie dziecko ma w domu. Moja mama zawsze mnostwo czasu spedzala czytajac ksiazki i gazety i taka forma spedzania wolnego czasu i takie zrodlo czerpania infromacji jest dla mnie 'naturalne'. Nikt mnie nie musial 'zachecac' poniewaz w domu wszyscy czytali wiec czytalam i ja. Nie jestem za to swietna kucharka bo mama nie spedzala zbyt wiele czasu w kuchni i piergow nie ulepie :)

  • gandalph

    Oceniono 2 razy 2

    @nanook:
    "Czytanie literatury jest kompletną stratą tak cennego obecnie czasu."

    Kompletną stratą czasu jest buszowanie po internecie i wypisywanie/czytanie głupot.

  • yves1940

    Oceniono 2 razy 2

    Najlepiej jak rodzice naucza wszystkiego dzieci, tez czytania, mycia zebow itd. Ale jak sie jest doroslym (podobno od 18 roku zycia), to sami mozemy nauczyc sie wielu rzeczy, do tego zachecam wszystkich mlodych i starych. Nie mozna ciagle mowic, rodzice mnie nie nauczyli!!! Moj bratanek nie lubil czytac, jego mama czytala lektury szkolne i opowiadala tresc. Jak mial 23 lata stwierdzil ze jego slownictwo jest bardzo ograniczone i zaczal czytac. Od wielu lat ma odpowiedzialne stanowisko w wydawnictwie specjalistycznym .

  • mamawpracy

    Oceniono 1 raz 1

    A ja nie zmuszam swoich synów do czytania (6 i 7 lat), ale czytaliśmy razem od zawsze (wierszyki, bajeczki, Kubusia Puchatka itp). I obydwaj już czytają płynnie. A pierwszoklasista z zapałem przeczytał przez ferie 900 str "Mikołajka".
    Dodam, że mieszkamy na wsi.

  • debute1

    Oceniono 1 raz 1

    @nikanor
    czytanie pobudza wyobraźnie, rozwija myślenie, wrażliwość na otaczający świat i ludzi, rozszerza horyzonty, rozwija mądrość, powoduje, że jesteśmy bardziej myślącymi ludźmi a takich ludzi w naszym kraju niestety bardzo mało. A to o czym ty piszesz (te erasmusy i kontakty z kolegami) tworzą prezesów banków, korporacji, polityków i innych podobnych, którzy widzą tylko czubek własnego nosa i zajmują się zapełnianiem własnego konta, nie oglądając się na nic.

  • joafalen

    Oceniono 1 raz 1

    Bardzo ciekawa dyskusja, bo naprawdę słowo CZYTANIE ma tu kluczowe znaczenie. I czego CZYTANIE? Jakie konkretnie książki mamy czytać, by zaliczyć się do elity "czytających"?
    Ja nie widzę jakiegoś drastycznego spadku czytelnictwa. Wchodzę do Empiku i widzę wręcz góry książek, mnóstwo ludzi w różnym wieku i niekończące się kolejki do kasy. A to, co dzieje się przed świętami to już czysta poezja.
    Pytanie, czy nie mamy czasem w Polsce "nadprodukcji pisarskiej" na jednego obywatela? Wydaje się, że piszą wszyscy! I kiedy, to wszystko przeczytać (+prasa,Internet)?
    Zamiast hasła "Cała Polska czyta dzieciom", obowiązuje chyba hasło "Cała Polska pisze książki".
    Pozdr.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX