"Obojętność Polaków ws. Libii jest przerażająca" [PUBLICYŚCI W TOK FM]

- Taki egoizm, taka obojętność społeczna, jaka panuje w sprawie Libii, jest dla mnie przerażająca - tak Jarosław Gugała, redaktor naczelny ''Wydarzeń'', komentował w TOK FM niechęć 82 proc. Polaków do angażowania naszego kraju w interwencję w Libii. O interwencji dyskutowali w TOK FM także: Piotr Kraśko z TVP, Wojciech Maziarski z ''Newsweeka'' i prowadzący Grzegorz Kozak.
- To podważa zasadę, która obowiązuje w NATO i która chciałbym żeby obowiązywała w Unii Europejskiej: "wszyscy za jednego, jeden za wszystkich". Z łatwością można sobie wyobrazić taką sytuację, że w Polsce się coś będzie złego działo, a 82 proc. mieszkańców zjednoczonej Europy powie, że nie trzeba interweniować - mówił Gugała. - My, Europa, jesteśmy taką wielką topniejącą krą demokracji, wolnego rynku i zasad. Starzejemy się i jesteśmy coraz słabsi. Jeżeli nie będziemy eksportować myśli, że wolny rynek, prawa człowieka i demokracja są dobre i do nich trzeba dążyć, to nieuchronnie czeka nas konfrontacja.

"Polacy chcieliby pomóc..."

Piotr Kraśko bronił postawy większości polskiego społeczeństwa. - Nie jest tak, że Polacy powiedzieli "nie róbmy nic w tej sprawie". Sondaż był przeprowadzony, kiedy działania podjęli już Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi. Czy oni mogą być bez nas w tej operacji wystarczająco skuteczni? Tak! A pytanie, czy Polacy nie chcieli pomóc biednym Libijczykom, którzy prawdopodobnie byliby wymordowani w Benghazi, to jest zupełnie inna sprawa. Prawdopodobnie by chcieli. - Tylko nie angażując się bezpośrednio - spuentował Gugała.

Wojciech Maziarski oponował. - Zasada solidarności w NATO dotyczy działań w obronie zaatakowanego członka organizacji. Ta zasada nie jest tak oczywista w przypadku działań ofensywnych na zewnątrz, nawet jeśli byłyby one moralnie słusznie i usprawiedliwione - tłumaczył. - Wstrzemięźliwość opinii publicznej wynika chyba nie z tego, że Polacy nie chcieliby zaszczepiać demokracji w tych częściach świata, gdzie demokracji nie ma, tylko z przekonania, że dotychczasowe wysiłki w tym kierunku okazały się albo nieskuteczne albo mało skuteczne. Ugrzęźliśmy w Afganistanie. W Iraku co prawda nas już nie ma, ale problem jest nadal nierozwiązany - mówił Wojciech Maziarski.

Co ma zrobić biedna Europa?

- Afryka powinna być naturalnym terenem oddziaływania krajów europejskich, a tak nie jest - ubolewał Jarosław Gugała. - Pamiętajmy, że Europa ma utrudnioną rolę w Afryce, ponieważ jest postrzegana jako spadkobierca mocarstw kolonialnych - oponował Wojciech Maziarski. - Podejrzewam, że Afrykanie czy Arabowie spoglądają w kierunku Europy tak, jak my spoglądamy często w kierunku Rosji: z mieszaniną lęku, resentymentu, niechęci. Co ta biedna Europa ma zrobić?

- Biedna Europa musi przestać zachowywać się tak, jak kiedyś Rosja zachowywała się wobec Polski - znalazł rozwiązanie Gugała. - Tylko niezależnie od tego, jak ona się zachowuje, i tak jest tak postrzegana - odparł Maziarski. - No tak, ale czym innym jest imperializm, który wsadza się cię do gułagów i robi ci Katyń, a czym innym jest imperializm, który sprzedaje ci coca-colę - przekonywał Gugała.

Priorytet polityki zagranicznej UE: Wschód czy Południe? "I tu i tam"

Paweł Kowal namawiał wcześniej w Poranku Radia TOK FM do aktywniejszego włączenia się przez Polskę w interwencję w Libii, mówiąc, że żeby się zajmować polityką wschodnią, trzeba być dziś aktywniejszym w polityce na południu.

W tym zdaniu poparł go Wojciech Maziarski - Na pewno mamy interesy w Europie, a duża część tej Europy ma interesy na południu. Wszystkie państwa basenu Morza Śródziemnego z dużym niepokojem patrzą na Południe. Jeżeli zależy nam, by pozyskać wsparcie Sarkozy'ego i polityków tych państw dla naszych planów i polityki wschodniej, to - coś za coś - my też musimy wykazać zainteresowanie tymi sprawami, które obchodzą tamtą część Europy. - Hiszpania, gdy sprawowała przewodnictwo w UE, próbowała przewalczyć, żeby priorytetem polityki zagranicznej Unii były właśnie kraje północnej Afryki. My i Szwedzi, z którymi tę gramy na to, żeby to jednak wschodnia polityka była polityką unijną. Czy tu nie dojdzie do konfliktu interesów? Czy my się damy radę dogadać? - pytał Grzegorz Kozak.

- W tej chwili bardziej paląca sprawą jest niewątpliwie sytuacja na Bliskim Wschodzie niż na Białorusi - odpowiedział Jarosław Gugała i tłumaczył: - Białoruś Europie nie zagraża, natomiast destabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie już tak. Tu chodzi o falę emigrantów, która może zalać Europę. To się już dzieje. Na Lampedusie jest katastrofa humanitarna.We Włoszech, we Francji odczuwają to bardzo silnie . Ale myślę, że konkurencji tutaj nie ma: Taką i taką politykę trzeba prowadzić. Europa musi być obecna i tu i tam.

Grzegorz Kozak zwrócił uwagę na koszty operacji "Świt Odysei" dla obciążonej kryzysem Europy. Ogromne protesty na ulicach Londynu przeciwko planom oszczędnościowym, upadek rządu w Portugalii na tle kłopotów finansowych kraju, a także próby UE zaradzenia problemom w strefie euro, wskazują na słaba pozycję Europy jako partnera USA w interwencji. Niepokoju Kozaka nie podzielili publicyści, którzy stwierdzili, że koszty operacji w Libii są niczym w porównaniu z tymi łączącymi się z wojną w Iraku.

BLOG EUROPOSŁANKI: Libia to też nasza sprawa

Czy powinnismy interweniować w Libii?
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM