Chorwacja: zbrodniarze wojenni wciąż na wolności. "Polska może to zmienić"

- Podczas prezydencji UE Polska powinna naciskać na Chorwację, żeby wreszcie osądziła wojennych bandytów. Ze zbrodni wojennych nierozliczone są najważniejsze osoby w państwie - powiedział na antenie Radia TOK FM Marek Marczyński, autor raportu Amnesty International o sytuacji ofiar wojny 1992-1995 w Chorwacji.
Ofiary masowych gwałtów i rodziny zamordowanych czekają na wymierzenie sprawiedliwości zbrodniarzom już 16 lat. Amnesty International po 3 latach prac przedstawiło raport "Za ścianą milczenia. Dochodzenie w sprawie zbrodni wojennych w Chorwacji". AI rozmawia z państwami UE o konieczności naciskania na chcącą przystąpić do Unii Chorwację, żeby rozliczyła się wreszcie z przeszłością. Dziś np. kobiety, które padły ofiarą masowych gwałtów, nie mogą dochodzić swoich praw przed sądem, bo definicja zbrodni wojennej na tle seksualnym w Chorwacji nie istnieje. Amnesty uważa, że najważniejszą rolę ma do spełnienia Polska podczas prezydencji UE.

Nikt by się nie zgodził, żeby po ulicach Warszawy chodzili zbrodniarze

- To jest naprawdę poważny problem. Zbrodniarze są na wolności. Przypuszczam, że nikt w Polsce nie zgodziłby się, żeby po ulicach Warszawy chodzili najbardziej niebezpieczni zbrodniarze - mówił w Komentarzach Radia TOK FM Marek Marczyński. - Około 700 spraw o masowe gwałty i morderstwa z zimną krwią nie stanęło w ogóle na wokandzie. 80 proc. spraw, które trafiły do sądu w ostatnich 15 latach to zbrodnie, w których winni są tylko Serbowie. Zbrodniami popełnionymi przez etnicznych Chorwatów - policjantów i żołnierzy - chorwackie sądy się nie zajmują. Mówimy o osobach na najwyższych szczeblach władzy: generałach, doradcach ministrów, a także obecnym wiceprzewodniczącym parlamentu chorwackiego, który ma objąć szefostwo w rozmowach z UE.

Dyskusja publiczna w Chorwacji na temat wojny 1992-1995 toczy się podobnie jak w innych krajach bałkańskich. Przypomina też sytuację powojennej Polski. Chorwaci uważają się za ofiary i jedynie nieliczni przyjmują do wiadomości fakt, że policja i armia chorwacka brała udział w zbrodniach wojennych. W kraju obowiązuje myślenie: biedni Chorwaci vs źli Serbowie. Boszniaków (bośniackich Muzułmanów) trudno włożyć do tego schematu, bo na początku walczyli przeciw Chorwatom, a dopiero od marca 1994 roku stali się ich sprzymierzeńcami.

Świadkowie zastraszani, zbrodniarze hołubieni

Marek Marczyński wskazuje na brak poczucia odpowiedzialności za wojenne zbrodnie również wśród elit politycznych. - Obecna premier pojechała do Hagi, wyrazić swoje poparcie dla trzech generałów oczekujących na wyrok przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Rząd chorwacki wydał 23 mln euro na ich obronę, podczas gdy ofiary zbrodni nie mogą doprosić się podstawowych odszkodowań, bo w budżecie nie ma na nie pieniędzy. Jakie są priorytety tego rządu? - pytał Marczyński.

- Dzisiaj w Chorwacji osoby zaangażowane w zbrodnie są często uważane za bohaterów, a ludzie, którzy przyczynili się do wykrywania tych zbrodni, postrzegani są jako zdrajcy. Świadkowie obciążający Chorwatów są nieustannie zastraszani, np. byli żołnierze, koledzy oskarżonych, mogą być obecni na sali rozpraw i grozić świadkom. Niektórzy są po prostu mordowani - powiedział Marczyński i przywołał osobę Milana Levara. Levar świadczył przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze przeciwko zbrodniarzom, za co został zamordowany w 2000 roku. Był nacjonalistą chorwackim, który na początku wojny wstąpił dobrowolnie do chorwackiej armii. Gdy jednak wydano mu rozkaz strzelania do cywilów, odmówił, twierdząc, że nie zgadza się na budowanie niepodległego państwa w taki sposób. Następne kilka lat spędził, tropiąc i nagłaśniając zbrodnie popełnione przez chorwackich żołnierzy.

- Prokuratura wie, kto zabił Milana Levara, ale sprawę odrzuciła. Ze złej woli - powiedział Marczyński.

DOSTĘP PREMIUM