Pielęgniarki na podwójnych umowach. Pracują po 20 godzin na dobę - kontrola w służbie zdrowia

Jeden szpital, jedna pielęgniarka, ale dwie umowy i przez to znacznie dłuższy czas pracy. Reporter TOK FM dotarł do najnowszego raportu mazowieckiej Państwowej Inspekcji Pracy, która kontrolowała placówki służby zdrowia. Okazuje się, że pracodawcy znaleźli sposób, by obchodzić przepisy o czasie pracy. Jest też mnóstwo nieprawidłowości przy wypłacaniu podwyżek dla pracowników.
Coraz częściej zdarza się, że pielęgniarki pracują w tym samym miejscu na podstawie dwóch różnych umów. Mechanizm jest prosty. Do południa pracują na etacie w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej. Jednak nocne dyżury obsługuje na przykład niepubliczny ZOZ i zatrudnia w tym samym budynku, te same pielęgniarki - tym razem na umowę zlecenie.

Po przepracowaniu siedmiu czy dwunastu godzin pielęgniarka zostaje na kolejne dwanaście. - To jest dramat dla całego zakładu pracy i hańba dla dyrektora i dla pielęgniarki naczelnej, która pozwala na zatrudnianie osób w ten sposób - mówi rozgoryczona takim procederem wiceprzewodnicząca związku pielęgniarek Longina Kaczmarska.

Z jej obserwacji wynika, że takich przypadków jest coraz więcej. - Kwestia nie dotyczy tylko województwa mazowieckiego - mówi pielęgniarka.

Konsekwencje może ponieść pacjent

Szczegółowa kontrola przeprowadzona w dziesięciu zakładach opieki zdrowotnej na terenie województwa mazowieckiego pokazała, że takie praktyki są na porządku dziennym. - Problem jest poważny, bo nie jest tajemnicą, że w tym przypadku konsekwencje może ponieść pacjent. Osoba przemęczona może popełnić błąd - mówi Dariusz Mińkowski z Okręgowej Inspekcji Pracy w Warszawie.

Jak się okazuje problem zatrudniania na umowy cywilne dotyczy nie tylko pielęgniarek, ale to właśnie one najczęściej godzą się na takie zatrudnienie. - Mają szansę dorobić do swoich niskich wypłat i się godzą. Często nie mają innego wyjścia - mówi Kaczmarska i dodaje, że lepiej zarabiające pielęgniarki nigdy nie zgodziłyby się na takie zatrudnienie, ale teraz często nie mają wyjścia.

Nic nie wskazuje na łamanie przepisów

Urzędnicy z Państwowej Inspekcji Pracy zapewniają, że próbowali walczyć z tym zjawiskiem, ale okazuje się, że niewiele mogą zrobić. - Kierowaliśmy wnioski do odpowiednich organów ścigania. Prokuratura uznaje jednak, że stan prawny nie wskazuje na łamanie przepisów - mówi Mińkowski. Wyjaśnia, że w polskim prawie jest zasada swobody zawierania umów i z taką swobodą mamy w tym momencie do czynienia.

Kilka spraw zakończyło się na sali sądowej, ale żaden pracodawca nie poniósł konsekwencji. - Pracownicy potwierdzają, że dobrowolnie podpisywali umowy i godzili się na takie warunki - mówi Mińkowski i dodaje, że w takiej sytuacji nie ma mowy o łamaniu przepisów.

Ogólne przyzwolenie. "Proszą, żeby nie kontrolować"

Zdaniem urzędników sprawę można regulować prawnie. - Najlepszy przykład mamy w firmach transportowych. Kierowca nie może pracować dla dwóch różnych firm, bo łamałby przepisy o czasie pracy i stwarzał niebezpieczeństwo - mówi Mińkowski.

Według niego sprawa jest do załatwienia, ale na razie występuje ogólne przyzwolenie na tego typu praktyki. - Zdarzało się, że związkowcy przychodzili i prosili, żeby tego nie kontrolować, bo oni są zadowoleni z takiej formy zatrudnienia - mówi Mińkowski. Skargi pojawiają się najczęściej wtedy, gdy pracownicy kończą już pracę w danym miejscu.

Problemy w każdej placówce

Kontrole przeprowadzone przez Inspekcję Pracy dotyczyły nie tylko czasu pracy, ale też wypłacania wynagrodzeń w służbie zdrowia. - I jedno i drugie nadal szwankuje - mówi Mińkowski i zdradza, że najwięcej zastrzeżeń budzi wypłacanie podwyżek w szpitalach. - Gdzie kontrola, tam zastrzeżenia dotyczące podwyżek i kontrowersje z tego wynikające - słyszymy od inspektorów.

Większość kontrowersji wynika ze słynnego już artykułu 59a ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. To właśnie ten przepis każe wypłacać pracownikom podwyżki, jeśli zaistnieją określone warunki. Chodzi między innymi o sytuację gdy szpital podpisze wyższy kontrakt niż w poprzednim roku. Wtedy część nadwyżki powinna być dzielona między personel danej placówki.

- Ustawodawca się nie popisał. Trudności w interpretacji tych regulacji ma nawet Narodowy Fundusz Zdrowia. Takie problemy są w każdej kontrolowanej placówce - mówi Mińkowski.

- Pracodawcy robili z pieniędzmi co chcieli i jak chcieli - mówi wiceprzewodnicząca związku pielęgniarek Longina Kaczmarska i przyznaje, że zastrzeżenia urzędników nie są żadnym zaskoczeniem. - Tak to wygląda od kilku lat - dodaje Kaczmarska.

Z raportu do którego dotarło TOK FM wynika, że urzędnicy zalecają politykom zmianę przepisów. We wnioskach końcowych raportu czytamy: "Zasadnym wydaje się więc podjęcie działań legislacyjnych, a nie wyjaśnianie niejasnych sformułowań w przepisach dotychczas obowiązujących".

Inspekcja Pracy przeprowadziła kontrolę w całej Polsce. Jej wyniki będą znane jeszcze w kwietniu.

DOSTĘP PREMIUM