Palikot: Wyniki wyborów będą szokujące. Popiera nas 8-11 proc.

- W kwietniu ta szopka będzie potęgowała się do absurdu, w maju wszyscy powiedzą "dość tego" - powiedział w Poranku Radia TOK FM Janusz Palikot, który zachęca Polaków, żeby 10 kwietnia poszli na grilla zamiast uczestniczyć "w teatrze, który szkodzi Polsce". Sam w najbliższy weekend wybiera się nad Biebrzę. Palikot wierzy w wyborczy sukces swojego ugrupowania. Poparcie dla niego szacuje na 8-11 proc.
Dominika Wielowieyska zaoponowała: - A dlaczego? Może warto pójść na grób przyjaciół, znajomych, którzy zginęli w tej katastrofie?

- W najmniejszym stopniu nie bagatelizuję prywatnego wymiaru tej katastrofy. Ale przecież wiemy, że nie o to chodzi - odpowiedział Palikot. - Małysz to świetnie powiedział: Jarosław Kaczyński nie chodzi na grób brata na Wawel, tylko pod Pałac Prezydencki. Z tej całej smutnej sprawy, w wymiarze prywatnym poważnej, zrobiono szopkę, która w kwietniu będzie potęgowała się do absurdu. W maju będziemy w nowym świecie, ludzie jeszcze mocniej powiedzą "dość tego wszystkiego" - przewidywał.

Palikot pochwalił słowa abp. Kaziemierza Nycza, który przypomniał, że w tradycji polskiej rok to najdłuższy możliwy czas żałoby. - Miejmy nadzieję, że 10 kwietnia ci, którzy się wybiorą na groby, symbolicznie złożą do grobu cały "PO-PiS" i cały świat polityki od 2005 roku - powiedział były poseł PO.

- Może pan się wystraszył umocnienia wspólnoty narodowej w Polsce? - zapytała Dominika Wielowieyska, odnosząc się do słów publicysty "Rzeczpospolitej" Krzysztofa Kłopotowskiego.

- Ja się właśnie martwię, że nie mamy Polski nowoczesnej, stowarzyszeniowej, w której ludzie chcą ze sobą coś robić, w dowolnej grupie: Polacy ze Ślązakami, Ślązacy z Niemcami itd. Mamy kraj, w którym najmniej ludzi w UE chce ze sobą coś robić - zaoponował Palikot, który opisywał obecną sytuację tak: - Mamy wspólnotę narodową - krzyż na ścianie i koniec dyskusji, ale żadnej innej formy wspólnoty nowoczesnej: kiedy się na coś umawiamy, na jakiś projekt, zadanie, kanalizację, manifestację. Cokolwiek chcemy przeprowadzić w życiu publicznym lub społecznym, słabo nam to wychodzi.

Nikt nie dał Kościołowi tyle, co SLD

Dominika Wielowieyska wypomiała byłemu posłowi PO, że ma na razie słaby wpływ na rzeczywistość, bo Ruch Poparcia Palikota bardzo marnie plasuje się w sondażach. Zapytała polityka, czy w związku z tym nie planuje rozpocząć jakiejś współpracy z "plastusiem Napieralskim". Palikot nazwał tak lidera SLD podczas kongresu swojego ruchu w październiku 2010.

- Na pewno nie - zapewnił Palikot. - Rok 2001 był dla wszystkich ostrzeżeniem, bo SLD wygrało wtedy wybory hasłami liberalizacji ustawy aborcyjnej, rozwiązania konkordatu, wycofania lekcji religii ze szkół, równej pozycji mężczyzn i kobiet, ale żadnego z tych postulatów nie zrealizowało. Obiecali nawet likwidację Komisji Majątkowej, a jak pani wie, nikt tyle nie oddał kościołowi, ile SLD w tamtym okresie - stwierdził.

Codziennie dzwoni kilka tysięcy ludzi

Palikot nie wierzy w słaby wynik wyborczy swojego ugrupowania w wyborach. - Zaprzeczam temu, że mamy niskie poparcie - dodał. - W tej chwili mamy 8-11 proc. O dwóch miesięcy działa w naszym biurze w Warszawie 10-osobowy call center, który dzwoni codziennie do kilku tysięcy ludzi, pytając ich o różne sprawy, w tym też o poparcie poszczególnych partii. Sondaże są robione na próbach do tysiąca osób. Nasza ciągnięta od dwóch tygodni ankieta dotyczy już ponad 120 tys., a codziennie dochodzą kolejne. Jeżdżąc po kraju, odwiedzając bardzo małe miejscowości, spotykam się z takim ogromem sympatii i poparcia ludzi, którzy przychodzą...

Palikot nie pokazuje pupy

- Bo to jest sympatia dla celebryty, a nie poparcie dla polityka, który dysponuje dużym wpływem na rzeczywistość - wtrąciła Dominika Wielowieyska.

- Nie pokazuję tam pupy ani nie chodzę w krótkich spodenkach, tylko opowiadam o Polsce, o tym, co Tusk spieprzył w ostatnich 4 latach i ludzie chcą o tym gadać. nie widzę tam poparcia dla PO ani PiSu. Wynik tych wyborów będzie szokująco inny niż sondaże.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM