Dziecko w inkubatorze, matka po cesarce na materacu

Młoda mama z Drezdenka w Lubuskiem, na trzeci dzień po urodzeniu dziecka przez cesarskie cięcie, została wypuszczona w weekend, bez badań do domu, by w poniedziałek z powodu żółtaczki u syna wrócić do szpitala, ale już na innych warunkach.
Natalia Żak urodziła syna w środę 16 marca. Zabieg cesarskiego cięcia był zaplanowany już dwa tygodnie wcześniej. Trzeciego dnia po zabiegu, w sobotę, lekarze wypisali młodą matkę z dzieckiem do domu. Lekarka stwierdziła, że chłopiec co prawda jest zażółcony, ale to dlatego, że jest blondynem.

Badań zlecić nie mogła, bo w sobotę szpitalne laboratorium nie pracuje. - W poniedziałek wróciliśmy do szpitala, wtedy zrobili badania i okazało się, że są bardzo złe. Dlatego od razu położyli nas na oddział, tyle, że już pediatryczny, gdzie musiałam spać na materacu na podłodze - żali się młoda mama. - Było mi bardzo ciężko i niewygodnie, brzuch nadal bolał, a wyjście, chociażby do toalety, wiązało się z pomocą męża. Sama bym z materaca nie wstała, nie mówiąc już o tym, że pielęgniarki nie miały zielonego pojęcia jak obsługiwać inkubator - opowiada Natalia.

"Przyznaję, nie powinno to tak wyglądać"

Ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego dr Andrzej Kuczyński nie ma sobie nic do zarzucenia. -Długość pobytu matki w szpitalu jest zależna od tego, jaki jest przebieg pooperacyjny. Trzy dni to optymalny czas na to, by kobieta doszła do siebie. Po tym okresie, jeśli nie ma przeciwskazań, można wypisać mamę do domu. Mamy limity, te reguluje NFZ. Ale ciężko mi się ustosunkować dokładnie do tego przypadku, bo go nie znam - kwituje ordynator.

Zastępca dyrektora ds. medycznych Szpitala Powiatowego w Drezdenku Piotr Dębicki, tłumaczy. - W takich sytuacjach zwycięża dobro dziecka, nie matki, ale w pełni się zgadzam z tym, że kobieta po zabiegu powinna mieć zapewnione lepsze warunki. Jesteśmy małym szpitalem. Gdybym o tym wiedział wcześniej, na pewno znaleźlibyśmy inną formułę, by taki pobyt zorganizować - zarzeka się Dębicki.

Mądry szpital po szkodzie

- Szpital w Drezdenku ciągle się rozbudowuje, oddział położniczo-ginekologiczny mieści się w zupełnie nowym skrzydle szpitala, planujemy kolejne remonty, także oddziału pediatrycznego. Historia Pani Natalii na pewno przyczyni się do tego, by w planach uwzględnić potrzeby młodych matek, szczególnie karmiących - zapewnia TOK FM Piotr Dębicki.

"Oboje nie powinni być wypisani"

Prof. Zbigniew Celewicz, wojewódzki konsultant ds. ginekologii w Szczecinie - Samo wypisanie matki do domu 72 godziny po cesarskim cięciu nie jest błędem w sztuce, ale wypisanie kobiety z dzieckiem do domu w sobotę, kiedy lekarz podejrzewa żółtaczkę u chłopca i nie jest w stanie zweryfikować swoich podejrzeń z powodu nie działającego w weekend laboratorium już budzi moje wątpliwości. Jeśli chodzi o warunki na jakich matka wróciła do szpitala, tu oczywiście naszym marzeniem i dążeniem jest, by kobiety mogły przebywać w szpitalach w jak najbardziej komfortowych warunkach, jednak musimy mieć świadomość, że w wielu placówkach nadal funkcjonują materace czy łóżka polowe. Takie warunki dla świeżo upieczonych mam, tuż po porodzie, nie są wskazane. Osobiście nie wierzę, by w takim szpitalu jak w Drezdenku obłożenie było tak duże, że nie znalazło się normalne miejsce także dla matki, abstrahując od tego, że bez wykluczenia żółtaczki u dziecka, oboje nie powinni zostać wypisani w sobotę do domu - mówi Celewicz.

DOSTĘP PREMIUM