Zaskoczyło mnie ich opanowanie - polski strażak po powrocie z Japonii

- Japończycy są bardzo silni, opanowani i zdyscyplinowani - powiedział TOK FM strażak Tomasz Traciłowski. Młodszy brygadier pracował przez dwa tygodnie z grupą ekspertów Unii Europejskiej po trzęsieniu ziemi i tsunami w Japonii. Głównym zadaniem zespołu była koordynacja napływającej z UE pomocy.
- Naszą bazą było Tokio, ale działaliśmy także na północ od miasta. Mieliśmy okazję być w miejscach dotkniętych tragedią, gdzie były zniszczone domy, drogi i statki wyrzucone przez morze na brzeg - opowiadał Tomasz Traciłowski.

Największe w jego ocenie straty w infrastrukturze spowodowało nie samo trzęsienie, ale tsunami, które przyszło tuż po nim.

- Na pierwszy rzut oka było widać, że ludzie bardzo odczuli uderzenie wszystkich trzech żywiołów. Najbardziej tego ostatniego, promieniowania, bo to wróg, którego nie da się zobaczyć ani odczuć. W społeczeństwie japońskim jest odczuwalna bardzo silna obawa dotycząca promieniowania- mówił młodszy brygadier.

"Po ludzku się bałem, ale nie aż tak"

Polski strażak był w odległości 60 kilometrów od uszkodzonej podczas trzęsienia ziemi elektrowni atomowej Fukushima I

- Po ludzku się bałem, ale nie aż tak - mówi. - Po doświadczeniach Czarnobyla funkcjonuje dosyć silna psychoza. Ale będąc już tam, na miejscu, kilkadziesiąt kilometrów od elektrowni, gdzie jest odpowiedni system zabezpieczeń, raczej nie obawiałem się, że nagle coś mi się stanie. Choć zapomnieć o zagrożeniu oczywiście się nie dało. - Człowiek cały czas miał to w głowie, bezustannie sprawdzaliśmy aparaturę, konsultowaliśmy nasze wątpliwości z ekspertami, ale jak widać jestem cały i zdrowy.

Na miejscu grupę wspierali dwaj eksperci, Duńczyk i Francuz, przeszkoleni w tego typu działaniach. - Nasze bezpieczeństwo było w ich rękach. Mieliśmy ze sobą aparaturę, więc na bieżąco wiedzieliśmy jaką dawkę pochłaniamy i jaki jest poziom promieniowania w danym miejscu - mówił Tomasz Traciłowski. - każdy miał też sprzęt ochrony osobistej przed promieniowaniem - torbę z lekką odzieżą ochronną. Za każdym razem, kiedy jechaliśmy w teren, braliśmy ją ze sobą na wypadek, gdyby sytuacja miała się nagle pogorszyć.

Jak w budce dróżnika przy torach

Po trzęsieniu ziemi w Japonii kraj wielokrotnie nawiedzały wstrząsy wtórne. - Przeżyłem je już w Iranie i na Haiti - opowiadał reporterce Tomasz Traciłowski. - To uczucie, jakbyśmy siedzieli w budce dróżnika przy przejeździe kolejowym, gdy obok właśnie przejeżdża pociąg z ciężkim ładunkiem. Najbardziej zaskakujące było to, że na Japończykach te wstrząsy wtórne w zasadzie nie robiły wrażenia.

Strażak opisywał reakcje swoje i kolegów podczas wstrząsów wtórnych.

- Wstrząsy zastały nas przy śniadaniu. My na początku rozglądaliśmy się nerwowo dookoła, nie wiedząc jak się zachować, ale Japończycy nawet nie przerywali posiłku - opowiadał. - To jest naród bardzo odbiegający kulturowo od typowego europejskiego pod względem sposobu bycia. Japończycy są bardzo silni i zdyscyplinowani - ocenił Młodszy brygadier.

Jak się przyjeżdża w takie miejsce, zawsze coś zaskakuje - co mnie zaskoczyło? Chyba najbardziej to opanowanie - mówił - I to, że życie bardzo szybko wracało do normy. Gdy w rejonach bezpośrednio dotkniętych żywiołem były prowadzone działania, w innych dalej od tych miejsc, ludzie wykonywali już swoją normalną pracę, a dodatkowo bardzo silnie angażowali się w naprawę i w pomoc najbardziej poszkodowanym.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM