Powtórka z rozrywki: Hołdys wraca do "Wprost" [WIDEO]

Zbigniew Hołdys wczoraj spotkał się z Tomaszem Lisem, po tym zamieścił na swoim profilu na Facebooku krótki filmik z oświadczeniem "No więc będę pisał do Wprost". Niespełna dwa miesiące temu odszedł z tygodnika.
Muzyk zamieścił na Facebooku wideo - oświadczenie z podpisem: "W środę 6 kwietnia doszło do spotkania redaktora naczelnego tygodnika Wprost Tomasza Lisa z wytwornym poetą ulicznym Zbigniewem Hołdysem. Wynik spotkania jest następujący." Na nagraniu Hołdys oświadcza - No więc będę pisał do "Wprost".



Lis: "Zamykamy oczy, niech on pisze, co chce"

- Myślę, że w przyszłym tygodniu będzie repremiera. Szykujemy coś specjalnego - co dokładnie, nie chciał zdradzić. Regularne felietony Hołdysa wrócą na łamy tygodnika za dwa tygodnie - mówi nam Hołdys.

Na pytanie, czy teksty będą czytane przed opublikowaniem przez redakcję, muzyk powiedział: - Muszą czytać przed publikowaniem, w końcu to redakcja. Ale ufam, że nie będzie ingerencji.

Hołdys przytoczył fragment rozmowy z wczorajszego spotkania z redakcją "Wprost". - Czy mogę pisać, o czym chcę - zapytał muzyk. Naczelny "Wprost: Tomasz Lis miał odpowiedzieć: - Zamykamy oczy, niech on pisze o czym chce.

- Moim zadaniem jest teraz nie wykorzystać za bardzo tych zamkniętych oczu - podsumował artysta w rozmowie z Tokfm.pl.

Hołdys: Nigdzie nie jest tak dobrze, jak we "Wprost"

Muzyk podkreślił, że z redakcją "Wprost", a szczególnie z jej naczelnym, bez przerwy pozostawał w dobrych stosunkach. - To nie jest tak, jak się ludziom wydaje. Polska jest przyzwyczajona do tego, że wszystkie rozstania wyglądają nieprzyjemnie, że ludzie nie mówią sobie "dzień dobry" potem na ulicy - mówi muzyk - Oni chcieli dobrze. Musiałem się tak zachować, bo jestem człowiekiem samodzielnie myślącym, a nie wynajętym dziennikarzem -mówił o swoim odejściu z tygodnika niecałe dwa miesiące temu.

Hołdys odszedł po tym, jak nie przyjęto do druku jego trzech tekstów. - Te interwencje ograniczały moją wolność duchową. Pochopnie je wycofano - mówił. - Nikt u mnie nie przeczyta ataków na innych artystów. Nie szydzę też z normalnych ludzi. Tylko z politykami obchodzę się tak bezceremonialnie, bo oni bezceremonialnie ingerują w moje życie - tłumaczył.

- Nigdzie mi się nie pisało tak śmiało jak we "Wprost". Już nawet pogodziłem się z faktem, że nie mogę używać mocnego słownictwa, bo ja lubię używać wulgaryzmów - mówił Hołdys.

"Nie komentuję polityki. Nic u mnie nie wskóracie"

Po ogłoszeniu przez artystę odejścia z tygodnika, przez media w Polsce przewinęły się domysły i spekulacje na temat przyczyn tej rozłąki. Między innymi Rafał Ziemkiewicz w "Rzeczpospolitej" napisał, że Hołdys "wyleciał" z "Wprost" za krytykę w swoim felietonie ekipy Tuska, portale plotkarskie z kolei, że "Lis wywalił Hołdysa".

Muzyk zareagował wtedy ostro: "Obsrane pudelki i pismaki..." - napisał na swoim profilu na Facebooku. - Małe wyjaśnienie, które i tak utonie w kosmosie: nikt mnie z Wprost nie wyrzucił. Sam zrezygnowałem. Lubię ich nadal, trzymam za nich kciuki - tłumaczył muzyk. Hołdys przestał odbierać telefony od dziennikarzy. Gdy dzwoni się do niego na komórkę, odzywa się jego głos nagrany na automatyczna sekretarkę: "Proszę państwa, podjąłem decyzje o zaniechaniu komentowania polityki i spraw społecznych w mediach. Więc w tej sprawie nic u mnie nie wskóracie." Ostatnio jednak ostro krytykował premiera Donalda Tuska w programie "Drugie Śniadanie Mistrzów".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM