"To żenujące, gdy ekspert wstydzi się własnych opinii". Siedlecka odpowiada Osiatyńskiemu

Kancelaria Prezydenta nie będzie udostępniała zamówionych przez siebie opinii ekspertów nt. nowelizacji ustawy o emeryturach, bo to "niestosowne" - powiedział wczoraj w TOK FM doradca prezydenta prof. Jerzy Osiatyński. Ostro skrytykował też b. prezesa TK Jerzego Stępnia, który odradzał prezydentowi podpisywanie ustawy. Dziś z kolei jeszcze ostrzej Osiatyńskiego krytykuje Ewa Siedlecka, a prawnik Olgierd Rudak miażdży go od strony merytorycznej - Kancelaria nie ma prawa odmawiać udostępnienie opinii.
W czwartek Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o emeryturach, zgodnie z którą od maja nasza składka do OFE spadnie z obecnych 7,3 do 2,3 proc. Podpisał mimo sprzeciwu ekspertów, w tym byłego prezesa TK prof. Jerzego Stępnia, który dwa razy spotykał się z prezydentem i przekonywał go o niekonstytucyjności nowelizacji.

Kancelaria Prezydenta broni decyzji Bronisława Komorowskiego powołując się m.in. na zamówione przez siebie opinie prawników, których jednak ujawnienia odmawia (prosił o to Leszek Balcerowicz - przeciwnik zmian w OFE).



- Te opinie, które myśmy otrzymali od znawców prawa w obszarze ubezpieczeń społecznych odwołują się i do praktyki i do orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, są absolutnie przekonujące - twierdził w piątek w dyskusji z publicystami w TOK FM prof. Jerzy Osiatyński, doradca prezydenta ds. gospodarczych.

- Jest coś niestosownego w żądaniu ujawniania. Ja jestem doradcą prezydenta i uważam za coś absolutnie niestosownego, by o moim doradzaniu informować media. To są sprawy wewnętrzne - mówił nie podając jednak żadnych merytorycznych argumentów na to, że Kancelaria Prezydenta może w tym przypadku odmówić dostępu do informacji publicznej.

Skrytykował też stanowisko byłego prezesa TK, który swoimi wątpliwościami dzielił się z mediami i informował opinię publiczną o przebiegu rozmów z prezydentem. - Ja tego nie rozumiem, po prostu. Jest w tym coś niezręcznego od strony instytucjonalnej - mówił Osiatyński zarzucając Stępniowi, że poprzez zabieranie głosu w dyskusji wpływa na opinię sędziów TK, którzy będą rozstrzygać o tym problemie. - Pan prezes Stępień mógł uwzględnić to, że nie jest bardzo zręczny, by on próbował wywrzeć nacisk albo sugerować jakieś opinie - dodał doradca prezydenta.

Siedlecka: Ukrywanie opinii jest sprzeczne z prawem

- Gdyby aż nazbyt konsekwentnie tę linię rozumowania poprowadzić, to mogłaby zamrzeć wszelka debata - zauważył obecny w studiu Tomasz Wołek. W swoim komentarzu w sobotniej "Gazecie Wyborczej" poparła go Ewa Siedlecka.

"Twierdzenie, że b. sędziowie Trybunału Konstytucyjnego nie powinni publicznie się wypowiadać, bo wywierają wpływ na orzecznictwo Trybunału, dowodzi braku wiary w niezawisłość jego sędziów. Jednak - co ważniejsze - zachęca do wykluczania z debaty publicznej ekspertów z autorytetem" - pisze Siedlecka.

"Niech więc milczą ci, którzy mają wiedzę i autorytet. Niech debatę publiczną markują politycy i tzw. komentatorzy obudzeni w środku nocy, gotowi do autorytatywnej wypowiedzi na każdy temat. Ludzie nie traktują ich całkiem serio, więc ich "debaty" nie ograniczają swobody rządzących" - podsumowuje.

Krytykuje opinię Osiatyńskiego nt. ukrywania przed opinią publiczną zamówionych przez Kancelarię ekspertyz. Jak podkreśla, "powstał taki obyczaj", ale "obyczaj to nie prawo". "To żenujące, gdy ekspert wstydzi się własnych opinii albo wykonania usługi dla władzy. Jeśli bierze za ekspertyzę publiczne pieniądze, podatnicy mają prawo wiedzieć, za co płacą. Ukrywanie takich ekspertyz z troski o komfort psychiczny autorów jest może miłosierne, ale sprzeczne z konstytucyjną zasadą transparentności działań władz i z ustawą o dostępie do informacji publicznej" - pisze Siedlecka.

Rudak: Kancelaria musi udostępnić opinie

Jeszcze dalej idzie prawnik Olgierd Rudak, który podaje merytoryczne argumenty przeciw wypowiedzi prof. Osiatyńskiego o "niestosowności" informowania podatników, za jakie opinie płacą. Jak pisze na swoim blogu, zwrócił się do Kancelarii o udostępnienie opinii powołując się na ustawę o informacji publicznej.

"Dokumenty te spełniają warunki opisane w wiadomej ustawie, a to ze względu na fakt, że: 1. dotyczą zamierzonych działań władzy ustawodawczej oraz wykonawczej (art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. a), oraz; 2. programów w zakresie realizacji zadań publicznych -- bo owo zabezpieczenie emerytalne jest chyba zadaniem publicznym? (art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. c); 3. w dodatku stanowią dokument urzędowy (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit a); 4. a nawet jeśli nie, to choćby są wyrazem stanowiska zajętego w sprawach publicznych przez organ władzy publicznej lub przez funkcjonariusza publicznego (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. b); 5. a nawet jeśli nie, to już na pewno zawierają treści ocen dokonanych przez organ władzy publicznej (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. c)" - pisze na blogu Rudak.

Dodaje też, że jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowania tych przepisów powinno rozwiać orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego z 13 stycznia bieżącego roku, zgodnie z którym " udostępnieniu na podstawie przepisów o informacji publicznej podlegają wszystkie dokumenty, choćby zostały wytworzone przez prywatne podmioty -- np. kancelarie prawne -- jeśli tylko dotyczą ona sfery publicznej i służą wykonywaniu zadań publicznych". Bez względu na to, czy twórcy dokumentu przysługują prawa autorskie czy nie.

Zgodnie z tym orzeczeniem (które najpewniej powtórzyłoby się przy podobnych sprawach) Kancelaria Prezydenta nie miała prawa odmawiać Balcerowiczowi udostępnienia opinii, co zrobiła ustami prof. Tomasza Nałęcza. Nie ma też prawa odmawiać tego Rudakowi ani żadnemu innemu obywatelowi, który o to poprosi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM